6 maja 2015

SPRAWA I "Afrodyta" Rozdział 02: Spotkanie

8 marca 2015r., niedziela
Budzik zadzwonił o dziewiątej. Basia wyłączyła go z niesmakiem, przeciągła się i przetarła oczy dłonią, próbując pozbyć się resztek snów. Zdała sobie sprawę, że odczuwała skutki z dzisiejszej nocy. Miała kaca, niewielkiego, ale czuła pulsowanie w głowie. Wstała z łóżka i poszła do kuchni, by wziąć aspirynę. Przeklinała ten dzień. Liczyła na to, że będzie miała wolną niedzielę, a tu proszę, zabójstwo w klubie, w którym akurat świętowała wieczór panieński przyjaciółki. Zabójcy naprawdę nie odpoczywali, pomyślała podirytowana.
W pracy powinna być już dawno temu, lecz ze względu na to, że morderstwa dokonano nocą mogli przyjechać na komisariat później. Umówili się na godzinę dziesiątą – wtedy omówią plan dochodzenia.
Przesłuchując dzisiejszej nocy osoby, nikt nie wzbudził u niej żadnych podejrzeń oprócz barmana – Filipa Sobczyka. Był małomówny, wciąż uciekał wzrokiem na zadawane przez nią pytania i zauważyła, jak mężczyzna podpisywał się na dokumencie lewą ręką, a ze wstępnych badań Długosza wynikało, że zabójca był mańkutem.
Weszła do łazienki, by wziąć szybki prysznic. Zimna woda od razu postawiła ją na nogi. Ubrała się w pośpiechu, nawet niczego nie zjadła. W sumie i tak jej lodówka ziała pustkami. Nie robiła zakupów, bo myślała, że dzisiejszy dzień spędzi u brata.
Kiedy miała wyjść z mieszkania, zadzwoniła jej komórka.
Cześć, Basiu – usłyszała w słuchawce głos Darka. – Obudziłem cię?
Cześć, braciszku. Nie, nie obudziłeś, właśnie miałam wychodzić do pracy.
Sprawa tego tancerza?
Tak – odparła smutno. – Miałam dzisiaj do was wpaść… Przepraszam.
Nic nie szkodzi, rozumiem. Kiedy Sara powiedziała mi co się stało, wiedziałem, że będziesz musiała iść do pracy. Dlatego postanowiłem do ciebie zadzwonić i złożyć ci życzenia przez telefon. Wszystkiego najlepszego z okazji dnia kobiet, siostrzyczko.
Och, dziękuję – rzekła lekko zmieszana. Zapomniała kompletnie, że dzisiaj był ósmy marca. Przez tę sprawę, pamięć zaczęła płatać jej figle.
Nie będę ci już przeszkadzał, powodzenia przy prowadzeniu sprawy. Do usłyszenia, Basiu – pożegnał się.
Pa – odparła krótko.
Spojrzała odruchowo na zegarek, za kwadrans dziesiąta. Dojechanie z Sobieskiego na Lompy w piętnaście minut graniczyło z cudem. Teraz pytanie brzmiało, ile się spóźni – pięć, dziesięć minut? Starała się jednak o tym nie myśleć. Zresztą, dzisiaj było jej święto.
~*~
Na komisariacie była dwadzieścia po dziesiątej. Nigdy nie lubiła katowickich ulic. Z ledwością przecisnęła się przez korek, by ominąć roboty drogowe, światła, a jeszcze w dodatku o mały włos nie wjechałaby gościowi w tył, gdyby w porę nie nacisnęła na hamulec. Miała nadzieję, że Tomek z Andrzejem nie rozpoczęli śledztwa bez niej. Choć żaden z jej partnerów nie zdzwonił, więc możliwe było, że wzięli pod uwagę fakt, że dzisiejszej nocy spała o wiele krócej od nich. Wydział dochodzeniowo-śledczy znajdował się na piątym piętrze. Korzystała zwykle ze schodów, lecz dzisiaj wyjątkowo pojechała windą. To nie był jeszcze ten moment na rozpoczęcie dnia, musiała najpierw napić się kawy.
Kiedy szła do biura, nagle przystanęła. Zauważyła niedaleko mężczyznę, którego miała już nigdy nie spotkać. Mimo tego, że widziała tylko jego lewy profil, doskonale wiedziała, że to Robert, z którym przespała się tydzień temu. Z początku myślała, że musiał to być zwykły przypadek, przecież mógł zostać świadkiem jakiegoś przestępstwa. Myśl okazała się błędna, ponieważ gdy mężczyzna odsłonił lekko kurtkę, dostrzegła broń i odznakę. Był policjantem, tak jak ona. Zaśmiała się z tak absurdalnego zbiegu okoliczności. Wiedziała jedno – musiał być tutaj nowy, bo nie spotykała go na korytarzu czy też w sali konferencyjnej. Zresztą, takiej twarzy nigdy by nie zapomniała.
Wkrótce Robert napotkał jej spojrzenie. Po wyrazie jego twarzy wywnioskowała, że był zaskoczony widząc ją tutaj. Jednakże po chwili wyluzował i uśmiechnął się do niej szeroko.
Tak, czaruj mnie swoim uśmiechem, pomyślała bezradnie. Jeszcze mi tego brakowało, dzień dobrze się nie zaczął, a już spotykają mnie takie niespodzianki.
Nie sądziłem, że jeszcze cię spotkam – odezwał się pierwszy, wyraźnie rozbawiony całą sytuacją. Dla niej nie było to zabawne. – Widać świat jest mały.
Najwidoczniej – rzekła, pozwalając sobie na lekki uśmiech. – Od kiedy tutaj pracujesz? – spytała, mając nadzieję, że mężczyzna zaprzeczy i powie, że zjawił się tu, by poprosić śląską policję o pomoc w ujęciu przestępcy.
Zgodnie z umową miałem zacząć pracę od jutra, ale zgłoszono niedawno morderstwo, więc... wzruszył ramionami.
A z kim będziesz pracował?
Nie odpowiedział na pytanie, ponieważ z gabinetu naczelnika Koniecznego wyszedł Andrzej z aktami w rękach.
O, widzę, że już się poznaliście – rzekł radośnie komisarz.
Miej-więcej – odparł z uśmiechem Robert.
Basiu, pozwól, że ci przedstawię, to podkomisarz Robert Olszak, prywatnie mój syn – powiedział, a Florczak nagle poczuła, jak zapada się pod ziemię. Ta informacja była dla niej jak kubeł zimnej wody. Wszystko wskazywało na to, że nieświadomie przespała się z synem szefa. – Robercie, to jest podkomisarz Barbara Florczak, pracuje ze mną w zespole.
Miło poznać – uśmiechnął się szeroko, ściskając jej dłoń. Poczuła przyjemne dreszcze na plecach, wspomnienia z ich nocy powracały.
Robert będzie pracował z komisarzem Markiem Białeckim – dodał komisarz. Basia uśmiechnęła się lekko. Jakie to szczęście, że nie będzie z nim w zespole. Naczelnik Konieczny z pewnością nie chciał, by ojciec i syn pracowali razem.
Ok, nie będę was już dłużej zatrzymywał, w sumie i tak komisarz Białecki czeka na mnie na dole – odparł młody Olszak, zapinając swoją skórzaną kurtkę. – Jeszcze raz… zwrócił się do Basi, pochylając się w jej stronę. – Miło było cię znowu spotkać.
Pożegnał się z ojcem i wszedł do windy z wielkim uśmiechem na twarzy. Poczuła ulgę, widząc, jak drzwi windy zamknęły się.
Znaliście się wcześniej? – zapytał zaskoczony Andrzej.
Długa historia, nie chcesz wiedzieć – rzekła, lekko zmieszana tą sytuacją.
W porządku, nie będę naciskał. Chodźmy, robota czeka.
Basia musiała się długo przyzwyczaić, żeby zwracać się do szefa po imieniu. Z początku Olszak wykazywał profesjonalizm, w końcu była nowa i nie miał jeszcze do niej pełnego zaufania, ale po niecałym roku czasu pracy ze sobą komisarz oznajmił, by mówili sobie na ty, że tak będzie im się o wiele lepiej współpracowało. Florczak czuła się dość niezręcznie, cały czas trzymała się na baczności, żeby nie powiedzieć do szefa panie komisarzu. Teraz nie miała już z tym żadnego problemu.
W biurze czekał na nich Jończyk, który siedział przy swoim stanowisku tuż przy wejściu po lewej stronie i popijał poranną kawę. Basia poczuła w nozdrzach aromat napoju, więc postanowiła nalać sobie ją do kubka. Zanim jednak dotarła do dzbanka, spostrzegła na jej biurku, które znajdował się obok stanowiska Tomka, fioletowego kwiatka w doniczce owiniętego czerwoną wstążką. Jak co roku Komenda Wojewódzka starała się, by każda policjantka w dniu kobiet dostawała mały drobiazg. Poczuła niesmak, nie lubiła dostawać żywych kwiatów. Postawiła doniczkę na parapecie i chusteczką zgarnęła z biurka resztki ziemi. Skrzywiła się, widząc ten bałagan. Ktoś, kto położył prezent, poprzestawiał jej rzeczy – musiała wszystko od nowa poukładać i przez to dodatkowo traciła na to czas.
Wiemy, że nie lubisz kwiatów, więc od nas na dzień kobiet dostaniesz to – powiedział wesoło Tomek, wyciągając za pleców butelkę czerwonego wina, ozdobioną czerwoną kokardą. – Wszystkiego najlepszego!
Och, panowie, dziękuję – rzekła wzruszona, przyjmując podarunek z wielkim zadowoleniem. Ten prezent był o ciekawszy od kwiatka w doniczce. Ale co się dziwić, Komenda Wojewódzka by zbankrutowała, gdyby każdej kobiecie podarowali butelkę wina.
A tak w ogóle, słyszałem, że twój syn do nas wrócił – zwrócił się do Andrzeja Tomasz. – Czy to plotki, czy rzeczywiście tak jest?
To prawda, wrócił do Katowic. Dzisiaj zaczął.
A dlaczego się przeprowadził? – zapytała Basia, nie zważając na konsekwencje wypowiedzianych przez niej słów. Andrzej spojrzał na Florczak z zaciekawieniem.
Podczas jednej z akcji Robert został postrzelony – odezwał się po krótkiej chwili komisarz. – Miał go osłaniać partner, a okazało się, że trzymał z przestępcami. Postrzelił Roberta w prawe ramię, by wytrącić mu broń z ręki. Potem chciał go zabić, lecz w porę przyjechali antyterroryści. Leżał dwa tygodnie w szpitalu. Postanowił przeprowadzić się do Katowic, bo jak sam stwierdził, nie zdoła zaufać nikomu z wydziału z Łodzi. Chciał dołączyć do mojego zespołu, ale Konieczny się nie zgodził, więc poleciłem Białeckiego.
Basia przełknęła głośno ślinę. Nie sądziła, że za przeprowadzką kryła się nieprzyjemna opowieść. Rozumiała decyzję Roberta. Próbował dostać się do zespołu ojca, bo tylko jemu ufał. Ale komisarz Białecki również był uczciwym policjantem, podkomisarz trafił w dobre ręce, jednakże wiedziała, że będzie potrzebował dużo czasu na to, by ponowie komuś zaufać.
A teraz do rzeczy, trzeba zająć się sprawą Daniela Jabłońskiego – westchnął Olszak, podchodząc do białej tablicy, która stała tuż obok jego biurka, znajdujący się naprzeciwko ich stanowisk. Zawiesił na niej po środku zdjęcie denata. – Sprawę przyjął prokurator Broll, więc mamy spore manewry, trzeba to wykorzystać.
Prokurator Michał Broll pracował w prokuraturze śledczym od pięciu lat i nie przegrał do tej pory żadnej sprawy; był doskonały w tym, co robił. Nie utrudniał również pracy policjantom, wystawiał nakazy bez żadnego problemu. Broll nie czepiał się o drobnostki, chciał twardych dowodów, by posłużyć się nimi później w sądzie.
Rozmawiałem z Małgorzatą Świątczak, właścicielką klubu – powiedział, pisząc jej nazwisko na tablicy obok zdjęcia ofiary. – Podczas rozmowy była nerwowa. Niby Daniel był tylko jej pracownikiem i nic o nim nie wiedziała, ale sądzę, że coś ukrywa.
Ja rozmawiałem z tancerzem, Pawłem Kwiatkowskim – oznajmił po chwili Tomek, a komisarz zapisał kolejne nazwisko na tablicy. – Sprawiał wrażenie człowieka, który dużo wie, a mało mówi. Aha, i oznajmiłem informatykowi, by sprawdził bilingi rozmów denata – dodał podkomisarz. – Łukasz ma się odezwać, jeśli coś znajdzie.
A kamery?
Mają monitoring przy wejściu i z tyłu klubu. Chłopaki przeglądają materiał.
Basiu, a ty kogoś podejrzewasz? – zapytał Olszak.
Tak, barmana, Filipa Sobczyka. Też mało mówił, a do tego zauważyłam, że jest leworęczny.
A rodzina Jabłońskiego?
Jeden z tancerzy mówił, że ma rodziców w Chorzowie – powiedział Jończyk. – Zadzwoniłem do nich dzisiaj, mają przyjechać na identyfikację zwłok.
Sugeruję na początku zająć się barmanem, ta lewa ręka, trzeba to sprawdzić – rzekł, kreśląc nazwisko podejrzanego w kółko. – Basiu, załatwisz nakaz przeszukania domu Sobczyka i przesłuchasz go. Trzeba też dowiedzieć się jak najwięcej o tym Danielu, więc my, Tomek, pojedziemy do mieszkania denata. Do roboty.
Piętnaście minut później Basia wyszła z gabinetu prokuratora. Michał Broll bez żadnego problemu podpisał jej nakaz przeszukania mieszkania Filipa Sobczyka.
___
 Rozdział z opóźnieniem, lecz ostatnio miałam sporo zamieszania w pracy ze względu na przygotowania do trzech spektakli, z których dwa były w tym samym dniu. A jeszcze w dodatku miałam do czynienia z prawdziwą Rachel Berry, a w zasadzie z dwoma takimi charakterami, więc było sporo nerwów.
Wiem też, że mam u Was zaległości na blogach. Postaram się do końca tygodnia wszystko nadrobić.
Proszę również o wskazanie błędów. Ostatnio doznaję małe kryzysy związku z blogowaniem, więc proszę o wyrozumiałość. Mam nadzieje, że to tylko chwilowe...

18 komentarzy:

  1. Bardzo się cieszę, że postanowiłaś napisać właśnie taką historię! Jest ciekawa, intrygująca i mnie porwała już od samego początku! Strasznie lubię takie klimaty! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale wpadka, Robert jest synem szefa, dobre. :D Nie dziwię się, że się przeniósł, po takiej akcji to zupełnie zrozumiałe, no a ojcu można ufać. Co do sprawy zaś, to niewiele mamy (jeszcze) danych. W sumie można by podejrzewać barmana, skoro jest leworęczny, ale na pewno jest tu jakiś haczyk. Za łatwo by było! :P

    Uwagi natury technicznej:
    - "ze synem" -> "z synem",
    - "zniesmaczyła się" -> o zgrozo nie ma takiego słowa, może jak już to "poczuła niesmak",
    - "zgarnęła chusteczką z biurka resztki ziemi" -> ja bym napisała "chusteczką zgarnęła z biurka resztki ziemi".

    Pozdrawiam,
    [Zlatan-Petrović]

    OdpowiedzUsuń
  3. Akcja dopiero się rozkręca, ale już widać twoje doświadczenie. Spotkanie Basi Roberta musiało być dla obu stron bardzo krepujące. Poza tym podoba mi się to, że podajesz daty dzienne, w których toczy się akcja. To dobry pomysł! Przy okazji dziękuję za twój komentarz u mnie nie spodziewałam się, że zajrzysz.

    OdpowiedzUsuń
  4. Łaaa, motyw z Robertem duża namiesza u Baśki, dobre to było. Coś mi się kojarzy, że chyba podobny motyw był w Chirurgach na samym poczatku, co nie? (wiecej niż pierwsze 2 odcinki nie widziałam, ale motyw przypadkowego przespania się ze swoim współpracownikiem zapamiętałam, haha). Ah, mam w głowie tyle potencjalnych scenariuszy jak by utrudnić Baśce życie w związku z Robertem, że aż miło, haha, jestem ciekawa co ty tam wykombinujesz :)
    Poza sprawami osobistymi to akcja toczy się powoli, śledztwo dopiero się rozpoczyna i poszlaki są zbierane, jak ich uzbierają więcej to wtedy pewnie będą skonfundowani.
    Spektakle? Brzmi ciekawie, nie będę zbyt wścibska jeśli spytam co robisz "zawodowo"? :D
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pracuję w Agencji Artystycznej Makula, która zajmuje się organizowaniem spektakli, koncertów itp. - wszystko w zakresie śląskiej godce :)
      Tu jest nasza strona, prowadzę ją na bieżąco :)
      http://makula.pl/

      Usuń
  5. Oooo, nie spodziewałam się tutaj Roberta, podobnie zreszta jak i Basia. Ale super, ze go wprowadziłas. Juz go polubilam. Ma poczucie humoru i dystans do zycia, ale jednoczesnie sporo tez przeżył. Mam nadzieję, ze poznamy go bliżej mimo ze nie pracuje bezposrednio z Basia ;) co do sprawy początkowo miałam wyrażenie, ze to moze byc ten barman, ale pozniej jak policjanci się spotkali i wymienili uwgamia, to jakos wszyscy zaczęli byc podejrzani, moze to jakiś jeden, wielki spisek xD no, ciekawie się zaczyna robic. Z niecierpliwoscia czekam na cd i zapraszam na zapiski-condawiramurs na nowosc ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Najpierw błędy:
    „Zimna woda od razu postawiła ją na nagi” – nogi
    „W sumie i tak jej lodówka wiała pustkami.” Mówi się „ziała pustkami”
    „gdyby nie w porę nie nacisnęła na hamulec” – powinno być bez tego pierwszego „nie”
    Pisze się „mniej-więcej” z myślnikiem
    „spostrzegła na jej biurku, który znajdował się obok stanowiska Tomka” – które
    „butelkę czerwonego wina, ozdobiona była dużą czerwoną kokardą” – albo „która była ozdobiona”, albo „ozdobioną czerwoną kokardą”
    „która stała tuż obok jego biurka, który znajdował się” – i znowu to samo – powinno być „które”, a poza tym jest powtórzenie „która” i „które”, wiec można by to rozbić na dwa osobne zdania czy cokolwiek.
    „Broll nie patyczkował się o drobnostki” – tak nie można powiedzieć. Powinno być „Broll nie patyczkował się” albo „Broll nie … się o drobnostki” (słowo mi wyleciało z głowy i za nic w świecie nie mogę sobie przypomnieć). Połączyłaś dwa różne sformułowania.

    Mam nadzieję, że większość wyłapałam, żebyś mogła wszystko poprawić :))

    Wreszcie doczekałam się Roberta! Od momentu prologu, kiedy to poznałam tę postać i porozglądałam się nieco po blogu, nie mogłam się doczekać tego spotkania. Bo wiedziałam, że wkrótce nastąpi i że Basia będzie się czuła trochę skrępowana. Trudno, żeby nie miała żadnej styczności z synem swojego szefa - spotkanie było nieuniknione! Ale właściwie wszystko przebiegło bardzo spokojnie, bez żadnych rewelacji. Jestem bardzo zdziwiona, bo spodziewałam się, że którekolwiek z nich albo nawet oboje zareagują bardziej żywiołowo. Ale właściwie to dobrze o nich świadczy - umieją zachowywać się profesjonalnie i oddzielić sprawy zawodowe od prywatnych. Ciekawe tylko, jak długo będą się zachowywać w ten sposób, bo coś czuję, że niedługo sytuacja ulegnie zmianie. Może być ciekawie...

    Pozdrawiam
    b-u-n-t
    teorainn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zgodzę się co do lodówki "wiała, ziała, świeciła" wszystko to zależy od regionu w jakim się znajdujemy. Przy granicy z Rosją mówią "wiała", zresztą sami Rosjanie tak mówią, być może więc Ślązacy też. Oczywiście nie wiem na ile to jest poprawne, a opowiadanie jednak pisane jest w trzeciej osobie, gdyby było w pierwszej, to można by zepchnąć na szlifowanie języka do danej postaci, zabieg świadomy, dlatego sam wolę pisać w pierwszej xD

      Usuń
  7. Rozdział czytałam jeszcze przed wyjazdem, ale nie udało mi się skomentować, dlatego jestem dopiero dziś.
    Nie dziwię się, że Basia była skrępowana całą tą sytuacją. Trzeba mieć w życiu naprawdę wielkiego pecha, gdy jednonocnym kochankiem okazuje się syn szefa. Szczególnie że Katowice to nie jest jakaś mała mieścinka, w której wszyscy się znają. W każdym razie jestem bardzo ciekawa, jak dalej potoczą się relacje między Basią i Robertem. Tym bardziej, że oboje pracują w tym samym miejscu i nie ma takiej możliwości, by od czasu do czasu na siebie nie natrafili.
    O samej sprawie na razie wypowiadać się nie będę, bo wiele powiedzieć bym nie mogła, skoro wszystko dopiero zaczyna się rozwijać i nawet policja nie ma jeszcze żadnych istotnych poszlak. Dlatego też niecierpliwie czekam na kontynuację tego wątku.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Spotkanie Basi z Robertem musiało być dla nich krępujące, chociaż bardziej to Basia wydawała się zawstydzona. xD
    Ciekawa jestem, co dalej się okaże i w którą stronę zmierza opowiadanie. :D
    I jak można nie lubić kwiatków. Są takie ładne i pachnące (większość). xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basia nie lubi dostawać kwiatków... ale ogólnie je lubi :) Może źle to jakoś ujęłam, co jest możliwie, heh :)

      Usuń
  9. Nadal mam problem z rozszyfrowaniem kto jest kto, nie pamiętam cech wszystkich itd i nadal gnasz do przodu i zarzucasz czytelnika stertą informacji na raz.
    Co tyczy się Roberta i Basi, to faktycznie ona czuła się bardziej skrępowana od niego (tu zgadzam się z Mavis), ale przecież ona nie zrobiła nic więcej niż on, więc czego się przed nim wstydzi?
    Nie do końca rozumiem to podejście, że tylko ojcu i jego pracownikom jest w stanie zaufać. Pluskwy i zdrajcy zdarzają się nawet w rodzinie, więc na jakiej podstawie on zawierza zupełnie obcym mu ludziom?
    Osobiście barmana nie podejrzewam, bo to by było za proste. Wyczuwam za to romans denata i szefowej :)

    Taka Miłość, czyli moja twórczość – serdecznie zapraszam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basia po prostu nie spodziewała się, że spotka Roberta w pracy. I że okaże się synem jej szefa...
      Robert dopiero zaczyna pracę w nowej ekipie, więc raczej jeszcze nie ma do nich zaufania...

      Usuń
  10. Osobiście nie byłbym aż tak przekonany co do leworęczności zabójcy. Sam zastosowałem w opowiadaniu kiedyś podobny motyw, a przy tym też unik. Jeden z bohaterów mojej opowieści był oburęczny, a wszystko za sprawą tego, że na końcu XIX wieku jeszcze nie tolerowano tak mańkutów. Ojciec oczywiście pozwalał mu na pisanie lewą ręką, nawet sztućce dla niego układano odwrotnie. Potem jednak zjawił się ojczym w życiu dzieciaka i bił go tak długo aż ten nauczył się pisać tak jak należało. Bohater jednak nigdy nie zapomniał o tym jak to jest pisać lewą ręką. W szkole i w domu używał prawej, ale w niektórych sytuacjach używał lewej. Do tego doszedł też brak palca, ale to już inna historia. Nauczony jednak własnymi pomysłami na fabułę, dopatruję się i w twojej jakiegoś uniku i niejasności.

    Pozdrawiam i resztę przeczytam zapewne jutro albo w przyszłym tygodniu. Póki co mam remont, niemal generalny (większość podłóg wymieniam) i moje odwiedzanie blogów, czy nawet pisanie dalszych rozdziałów u siebie, jest w takim... no opłakanym stanie.
    Miałaś gdzieś literówkę, ale już nie pamiętam jaką, a to w sumie komplement, bo znaczy, że rozdział wciągnął mnie na tyle, że nie umiałem skupiać się na jego ubytkach, zatrzymywać przy drobnostkach, tylko leciałem dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ciekawa historia, nigdy nie spotkałam się z kimś, kto może być oburęczny... Sądząc po Twojej treści widzę, że człowiek żyjący pod presją, jest w stanie się tego nauczyć...
      O masz remont... ja w moim domu też mam, więc dlatego u mnie ten czas na blogowanie nie jest aż tak czasowi. Ciągle coś się u mnie dzieje :)

      Usuń
    2. Jeden z moich synów jest oburęczny, ale na takiej zasadzie, że pisze lewą, ale wszystko inne robi prawą. Kiedyś też pisał prawą. To też element wychowania, jego matka przywiazywała mu lewą rękę gdy chciał kolorować, krzyczała na niego gdy chleb smarował lewą itd. Robiła wszystko by nie był do mnie podobny. Szybko jej się jednak znudziło macierzyństwo.
      Co do remontu, to moja żona wymyśliła sobie zmianę podłóg, wszystkich i ogrzewanie podłogowe. Znalazła jelenia (mnie), który to wykona za kilka miłych słówek.

      Usuń
    3. Oj, zapewne żona Ci będzie do zgodnie wdzięczna za wykonanie pracy. To miłe, że facet coś robi w domu. Ja na razie nie spotkałam jeszcze tego jedynego, dlatego cieszę się, że w remoncie mieszkania pomaga mi tata, który z natury jest takim człowiekiem, że nie lubi nic nie robić :)

      Usuń
    4. U mnie wszyscy pomagają ;-) Córki nauczyłem kłaść fugi i dzięki temu najbrudniejsza robota spadła na nie :)

      Usuń

Obserwatorzy