22 sierpnia 2015

SPRAWA I „Afrodyta” Rozdział 06: Żona prokuratora

9 marca 2015r., poniedziałek
     Elżbieta Spychała mieszkała na Podlesiu - jednej z południowych dzielnic Katowic, gdzie znajdowały się domy jednorodzinne. Niedaleko też mieszkał brat Basi.
     Florczak uśmiechnęła się lekko, gdy w ciszy omijali zabudowania, bez żadnego hałasu na drogach. Od razu wróciła pamięcią do czasów, kiedy mieszkała jeszcze w Końskich. Dziesięć kilometrów od miasta znajdowała się mała wieś, gdzie wychowywał się jej ojciec. Artur Florczak był najmłodszy z trójki rodzeństwa – ciotka Anna mieszkała w Niemczech, a wuj Krzysztof w Warszawie, więc dom został całkowicie przepisany na niego. Basia wraz z braćmi przyjeżdżali tam każdego lata. Wciąż pamiętała to rześkie powietrze, kołyszące się drzewa, które otaczały dom, a nawet dźwięk maszyny, który ciął drewna z pobliskiego tartaku. Uwielbiała przyjeżdżać tam na wakacje, wtedy miała najlepsze wspomnienia z ojcem.
     Pamiętała, jak zabierał ją zawsze na grzyby, jagody czy jeżyny. Jak pomagała mu ciąć drewno na opał lub ogniska, na których znajdowała się cała jej rodzina, wówczas wszyscy wydawali jej się tacy szczęśliwi. Basia kochała swojego ojca i nie wstydziła się, mówiąc, że była jego oczkiem w głowie.
     Wszystko zaczęło się zmieniać, gdy jej ojciec popadł w alkoholizm. Pracował jako patolog, więc zawsze nosił do prosektorium piersiówkę. Z biegiem lat to już mu nie wystarczało – zaczął pić częściej. Basia nie umiała patrzeć, jak ojciec staczał się na dno. Chciała mu pomóc, lecz on stawał się coraz to bardziej agresywny. Przestała być już jego oczkiem w głowie i to zabolało ją najbardziej. Kiedy umarł, nie uroniła żadnej łzy na pogrzebie. Trzymała się twardo, by wysłuchiwać od osób kondolencje, w których wychwyciła tyle fałszywych zdań – przecież jej ojciec nie był porządnym człowiekiem, omal przez niego nie zginęła kobieta. Dopiero gdy minęło kilka dni od pogrzebu, zdała sobie sprawę, jak bardzo brakowało jej rodziciela, pomimo tego jaki był. Starała się nie myśleć o jego złych uczynkach, wspominała te najlepsze i wtedy rozpłakała się na dobre.
     – Jesteśmy na miejscu – wyrwał ją z rozmyśleń głos Olszaka. 
     Basia zorientowała się, że po jej policzku spłynęła łza, kiedy nawiedziły ją wspomnienia o ojcu. Szybko starła łzę, żeby Andrzej i Tomek nie spostrzegli jej smutku. Wyszła z auta i zobaczyła przed sobą dużą posiadłość państwa Spychałów. 
     Budynek został wykonany z marmuru, pomalowany jasnym beżem i wyłożony ciemnobrązowymi dachówkami. Po lewej stronie Basia zauważyła ogródek, który powoli budził się z zimowego snu. Stała też tam fontanna w kształcie małego anioła, a wokół niego znajdowała się ścieżka wyłożona jasnymi kostkami, prowadząca aż do głównego wejścia do domu. Wyobraziła sobie, jak pięknie musiało tutaj wyglądać, gdy była wiosna bądź lato. Cała posiadłość została otoczona płotem z kutego żelaza.
     Zza domu wybiegł owczarek niemiecki, który zaczął skakać po ogrodzeniu i szczekać na nieznajomych. Olszak chciał zadzwonić na domofon, lecz właścicielka posiadłości wyszła na zewnątrz i przywołała do siebie psa. Elżbieta Spychała miała kręcone do ramion blond włosy, a ubrana była w jasnoniebieską spódnicę, beżową bluzkę i biały sweter.
     – Kim państwo są? – zapytała głośno, bo zwierze wciąż szczekało.
    – Jesteśmy z policji – zawołał Olszak, pokazując jej odznakę. – Chcemy porozmawiać o tym zdarzeniu, który miało miejsce w niedzielę.
     – W porządku, tylko zamknę Nerona – oznajmiła, po czym zniknęła za dom.
     Wróciła bez swojego psa i otworzyła policjantom furtkę. Zaprosiła ich do środka, od razu kierując ich do salonu. Pomieszczenie zostało wyłożone ciemnymi panelami, a na jednej z beżowych ścianach znajdowały się obrazy, które przedstawiały krajobrazy z różnych stron świata. Tuż obok znajdowała się brązowa kanapa, dwa fotele i szklany stolik. Naprzeciwko stał duży telewizor, a po bokach dwie małe komody. 
     Basia znalazła na szafkach tylko dwa zdjęcia małżonków. Jedno było zrobione podczas ślubu, a drugie na jakiejś wycieczce, możliwie, że na miesiącu miodowym. Jan Spychała wyglądał na mężczyznę, który doganiał pięćdziesiątkę. Zauważyła liczne zmarszczki na czole, jak i pod oczami, miał siwe włosy oraz jasnoniebieskie oczy. Był starszy niż sobie to z początku wyobrażała, bo pani Spychała była jakieś dziesięć lat od niego młodsza. Domyślała się, dlaczego kobieta wdała się w romans z młodszym mężczyzną. Wychodziło na to, że pan prokurator już jej nie wystarczał.
     Kiedy kobieta zaparzyła im herbatę, w końcu mogli porozmawiać o sprawie, która była dla nich istotna.
     – Byłam w tym klubie tylko raz – zaczęła opowiadać. Basia z ledwością powstrzymała się od westchnięcia. Pierwsze zdanie, a już kłamała. – Tego dnia aresztowano mojego męża, więc chciałam trochę odreagować. Nie spodziewałam się, że może wydarzyć się coś tak potwornego. Proszę mi wierzyć, ten dzień i tak już był dla mnie trudny.
     – Ale znała pani Daniela? – zapytał Olszak.
     – Nie, mówię, że byłam w tym klubie tylko raz.
     – Proszę pani, tu chodzi o zabójstwo – powiedziała stanowczo Basia. – Musi pani z nami współpracować.
     Kobieta uparcie milczała. Zegar tykał.
     – Proszę nam powiedzieć co łączyło panią z Danielem – odezwał się po krótkiej ciszy Tomek. – Nie komplikujmy tej całej sytuacji, już i tak jest wystarczająco zawiła.
     Elżbieta Spychała spojrzała na policjantów lekko zdezorientowana. Zdawała sobie pewnie sprawę, że im dłużej milczała, tym coraz gorzej na tym wychodziła.
     – W porządku, miałam z nim romans – przyznała w końcu, po czym westchnęła głośno. – Mojego męża nie ma w ogóle w domu, tylko ta praca. Czułam się samotna – powiedziała, jakby te wszystkie słowa miały usprawiedliwić jej zdradę.
     – A czy Daniel szantażował panią jakimiś krępującymi zdjęciami? – zapytał komisarz. 
     – Nie, nic podobnego.
     – A wiedziała pani, czy mąż miał jakieś kłopoty tuż przed aresztowaniem? Czy dziwnie się zachowywał?
     – Nic mi nie mówił, zachowywał się normalnie. Jeśli chodzi o pracę, w tej kwestii zawsze milczał. Sądzę jednak, że został niesłusznie oskarżony. Mąż był jednym z najlepszych prokuratorów. Ktoś musiał go wrobić.
~*~
     W drodze na komisariat postanowili, że porozmawiają z Michałem Brollem o sprawie, nad którą pracował Jan Spychała. Musieli się bliżej temu przyjrzeć, bo coraz bardziej to dochodzenie schodziło na kręte ścieżki. Tajemnica za tajemnicą. Broll oznajmił przez telefon, że miał teraz rozprawę w sądzie, więc będzie na komisariacie za godzinę lub dwie. W tym czasie mieli zamiar przesłuchać raz jeszcze Filipa Sobczyka. Mieli nadzieję, że Daniel powiedział coś mężczyźnie, lecz Basia gdzieś w głębi duszy czuła, że barman jednak o niczym nie wiedział. Dla pewności musieli jednak z nim porozmawiać. Jej przeczucia na nic się nie zdawały, trzeba jasnych dowodów.
     W biurze czekał na nich Sobczyk, który siedział na krześle obok biurka Basi, trzymając w ręku plastikowy kubek z wodą. Jak tylko weszli, mężczyzna wstał i spojrzał od razu na panią podkomisarz. Przywitała się z barmanem i przedstawiła swoich kolegów.
     – Mamy do pana jeszcze kilka pytań – powiedziała, a Filip kiwnął głową i usiadł z powrotem na krześle. Basia zajęła swoje miejsce. – Z bilingów telefonicznych Daniela wynika, że dzwonił do pana dwa dni przed śmiercią. Zanim wykonał połączenie, wysłał wiadomość na nieznany numer, który odpisał mu dość niepokojącą odpowiedź. 
     Olszak podał Sobczykowi dokument, by przeczytał obie wiadomości. Westchnął, lekko marszcząc dłonią brew, gdy tylko je przeczytał. Był całkowicie zaskoczony.
     – Daniel dzwonił do mnie w piątek wieczór, lecz nic nie wspominał, że ma jakieś kłopoty – odparł smutno. – Pytał, czy może do mnie wpaść. Zgodziłem się, więc przyjechał jakąś godzinę później po tej rozmowie.
     – A jak się spotkaliście, to wydawał się czymś zmartwionym? – zapytał go Tomek.
     – Nie – zaprzeczył. – Tryskał radością. Miałem przed sobą typowego Daniela.
     Filip oparł łokcie na biurku i dłoniom przeczesał swoje włosy.
     – Wszystko w porządku? – spytała Basia. Filip potrząsnął głową.
     – Dlaczego nie powiedział mi, że ma jakieś kłopoty? Myślałem, że mi ufa, że jesteśmy… – urwał, zapewne nie chcąc wgłębiać się bardziej w relacje, jakie łączyły go z Danielem.
     – Posłuchaj – powiedziała Basia, łapiąc mężczyznę za rękę. Filip spojrzał na nią lekko zdezorientowany. – Może nie chciał, byś został w to wszystko wplątany. Chciał cię chronić. Musisz to też wziąć pod uwagę.
     Sobczyk kiwnął lekko głową i cofnął rękę. Podziękowali barmanowi za rozmowę, a Basia oznajmiła, że go odprowadzi.
     – Niech mi pani obieca, że złapiecie tego sukinsyna, który mu to zrobił – odezwał się Filip, kiedy znaleźli się przy wyjściu z komisariatu. – Proszę.
     – Tego nie mogę ci obiecać, lecz zrobię wszystko, by ten gnojek znalazł się za kratkami. Sądzę, że jesteśmy blisko rozwiązania. Musimy mieć jednak dowody.
     – A Paweł? – zapytał się. – Czy on miał coś z tym wspólnego?
     – Raczej nie, ale prawdopodobnie widział zabójcę, gdy wychodził ze swojej garderoby, dlatego został zaatakowany. Mamy nadzieję, że za niedługo się obudzi i wszystko opowie. Posłuchaj – dodała jeszcze, zatrzymując barmana. – Gdybyś chciał z kimś porozmawiać, to… – urwała, wyjmując z kieszeni kurtki swoją wizytówkę. – Zadzwoń. – Filip wziął kartkę z jej numerem i uśmiechnął się. – Mogę nie zawsze odebrać, widzisz jaką mam pracę, ale oddzwonię – zapewniła go.
     – Dziękuję – odparł, po czym wyszedł.
     Kiedy zjawiła się na piątym piętrze, zauważyła na korytarzu Roberta. Uśmiechnęli się do siebie, po czym podeszła do niego bliżej. Wspomnienia z ich upojnej noc sprawiło, że miała ochotę pocałować go przy wszystkich, lecz powstrzymała się w ostatnim momencie. Nie mogła na to poradzić, że wciąż czuła jego dotyk na skórze, jak jego wargi błądziły po jej nagim ciele. Nigdy jeszcze nie doznała takich dreszczy, przy nim czuła się całkowicie odprężona i bezpieczna.
     – Dobrze, że cię tutaj spotkałem. Nie chciałbym ci zrobić wstydu, gdybym wszedł do waszego biura i poprosił cię o klucze od mojego mieszania – uśmiechnął się szeroko, wyciągając dłoń przed siebie.
     – Skąd taka pewność, czy zrobiłbyś mi wstyd? – zapytała wesoło, zwracając jego rzecz.
     – Zakładam, że nie masz teraz wolnego czasu.
     – Niestety nie – powiedziała smutno. – Twoja sprawa się rozwiązała?
     – Tak, gwałciciel schwytany.
     Po chwili zjawił się obok nich prokurator Broll, który przywitał się z policjantami. Lekko dyszał, więc musiał mieć dzisiaj naprawdę pracowity dzień. Michał był trzydziestosiedmioletnim mężczyzną o jasnych włosach i brązowych oczach. Miał na sobie szary garnitur oraz białą koszulę. W jednej dłoni trzymał czarny neseser, a w drugiej dokumenty.
     – Przyniosłem z sądu akta Rudego, by was zaznajomić w sprawę jaką prowadził Jan Spychała – uśmiechnął się Michał w stronę Florczak.
     – Ten tancerz miał coś wspólnego z tym zatrzymanym prokuratorem? – zdziwił się Robert.
     – Prawdopodobnie tak – oznajmiła. – Nie wiemy tylko pod jakim kątem został w to wszystko wmieszany.
     – To was nie zatrzymuje, pewnie macie sporo pracy – powiedział, po czym pożegnał się. Robert szepnął jeszcze do ucha Basi: – Zadzwoń.
     – Coś jest miedzy wami, że tak szepczecie sobie do ucha? – zapytał Broll, nie kryjąc przy tym cwanego uśmiechu. Florczak zignorowała pytanie Michała i zaczęła kierować się do biura. – Milczysz, więc z pewnością tak – zaśmiał się.
     Westchnęła głęboko, kiedy go usłyszała. Nie zdziwiło ją to, że tak reagował na związki, bo sam był mężem Anny i ojcem dwuletniej Amelki, i raz miała okazję widzieć ich razem. Uśmiech sam pojawiał się na twarzy, gdy widziało się tak szczęśliwą rodzinę.
     Basia czasami zazdrościła mężczyźnie, że posiadał rodzinę, lecz nie mogła na to poradzić, że nie chciała wychodzić za mąż. Bycie policjantem wiązało się z ryzykiem i nie wszystko kończyło się szczęśliwie. Dlatego miała nadzieję, że Robert traktował ich znajomość tylko pod względem fizycznym, nic więcej.
     Kiedy zjawili się w biurze, Michał zaczął opowiadać im o sprawie, nad którą pracował Jan Spychała.
___ 

19 komentarzy:

  1. Kurczę, wkurzyłam się na jedno zdanie, a mianowicie na to, że Basia ma nadzieję, iż Robert traktuje ich znajomość czysto fizycznie. Sama z pewnością tego tak nie traktuje, to widac. Zresztą jak on też jest policjantem, to wie, że to moze nieść za sobą niebezpieczeństwo... I pewnie chciałby byc z Basia na poważnie... Ciekawi mnie, jak to bedzie dalej z tym śledztwem... Kto zabił? Z niecieprliwoscia czekam na ciąg dalszy i zapraszam na zapiski-condawiramurs

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak, Basia zaprzecza sama swoje uczucia. Chce traktować tą znajomość z Robertem jako przygodę, lecz zda sobie sprawę, jak się myliła. Cóż... miłość ogłupia :)

      Dziękuję ślicznie za opinię :*

      Usuń
  2. Gdyby ich znajomość zakończyła się zaraz po pierwszym czysto fizycznym kontakcie, Basia mogłaby jeszcze łudzić, że tu chodzi tylko o seks. Teraz, ich znajomość samoistnie przeszła na wyższy poziom. Poza tym powiedzmy sobie szczerze, że takie związki oparte z założenia tylko na seksie, prędzej czy później muszą się przeistoczyć w coś więcej. Takie nie pisane prawo, w pewnym momencie pojawiają się uczucia zupełnie nie związane z czysto fizycznym kontaktem, ale już wyższe: zaufanie, miłość. Basia mimo tego, że się wzbrania w końcu zobaczy, że przed miłością nie da się uciec. Mam już swoje przypuszczenia jeśli chodzi o naszą główną sprawę, a więc zbrodnie i jestem ciekawa czy się okażą prawdziwe! ;)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz absolutną rację, związki oparte na seksie są czymś więcej, niż tylko przyjemnością. Basia łudzi się, że ma wszystko pod kontrolą, przez to oszukuje samą siebie, że do Roberta nic nie czuje.

      Dziękuję ślicznie za opinię :*

      Usuń
  3. Obecnie to Basia może się tylko łudzić, że ten związek opiera się tylko na seksie. Może i tak było za pierwszym razem, ale za drugim już na to nie wyglądało. Basia może sobie wmawiać, że przez swoją pracę nie chce, a nawet boi się angażować w coś stałego, ale mimo wszystko już wpadła jak śliwka w kompot i jakieś uczucie do Roberta zaczęło kiełkować. Wcześniej czy później będzie musiała to sobie uświadomić i stawić czoło lękom. Mam tylko nadzieję, że nie zrobi wtedy nic głupiego.
    Zastanawia mnie jednak co na temat tego związku myśli Robert. Po jego zachowaniu mam wrażenie, że zależy mu na Basi i chyba chce, by stworzyli normalny, szczęśliwy związek, mimo że poznali się w dość niecodzienny sposób.
    Śledztwo widać, że powoli porusza się do przodu. Nie spodziewałam się jednak, że Basia w ten sposób zachowa się w stosunku do Filipa, to takie codzienne w zawodzie policjanta, którzy bardzo często mają do czynienia z pokrzywdzonymi ludźmi.
    Błędy:
    Od razu wróciła pamięciom do czasów(...) - pamięcią
    Chcemy porozmawiać o tym zdarzeniu, który miał miejsce w niedzielę. - które miało
    Sądzę jednak, że został w to wszystko niesłusznie oskarżony. - że został niesłusznie oskarżony [wydaje mi się, że w tej formie brzmi lepiej, bo czytelnik wie, o co został oskarżony]
    Olszak podał Sobczykowi dokument, by przeczytał oba wiadomości. - obie
    Chciał cie chronić. - cię
    Nie mogła na to poradzić(...) - nie mogła nic na to poradzić
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Basia oszukuje samą siebie, że do Roberta nic nie czuje. To uczucie będzie w niej rozwijało i przekona się jak bardzo się myliła, że tak myślała.
      Basia nie bez powodu zachowała się tak do Filipa. Będzie to wyjaśnione pod koniec sprawy :)

      Dziękuję ślicznie za opinię i wypisanie błędów :)

      Usuń
  4. Basia nie miała lekkiego dzieciństwa. Szkoda, że musiała patrzeć jak jej autorytet sam siebie niszczy. Na szczęście ma rodzeństwo, na pewno było jej raźniej niż samej radzić sobie z tym.
    No i podobnie jak poprzedniczki nie sądzę, żeby sama Basia chciała rozpatrywać związek z Robertem tylko na płaszczyźnie fizyczności. Uczucia są skomplikowane ;)
    wyłapałam jeden błąd:
    coraz to bardziej agresywniejszy - coraz bardziej agresywny
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basia bardzo przeżyła śmierć ojca, pomimo tego jaki był, ale tak, ma braci, u których ma całkowicie wsparcie. Pomagali sobie w czasie, gdy ich matka musiała pogodzić się z utratą męża.
      Basia oszukuje samą siebie, myśląc, że do Roberta nic nie czuje. To uczucie będzie kiełkować i zacznie się bać, że wyrasta coś poważnego.

      Dziękuję ślicznie za opinię i wypisanie błędu :*

      Usuń
  5. Dzisiaj będzie krótko, bo mam mnóstwo zaległości na blogach i muszę to wszystko nadrobić.

    Co, jak to Basia ma nadzieję, że Robert traktuje ich znajomość tylko jako fizyczną przyjemność?! Przecież na pewno uważa to za coś poważniejszego i do tej pory sądziłam, że Basia też nieco bardziej się zaangażowała, a te wszystkie wspomnienia nocy itd. to coś więcej niż wspominanie przyjemności, bez żadnych głębszych uczuć. Trochę się na niej zawiodłam, ale mam nadzieję, że tylko oszukuje samą siebie i tak naprawdę zaczyna się angażować w tą znajomość.
    Błędów jako takich nie wychwyciłam, no może nie licząc tego, że w alkoholizm się popada, a nie wpada.
    Basia miała ciężkie dzieciństwo. Człowiek, który był jej naprawdę bliski, staczał się na jej oczach i sprawił, że najlepsze wspomnienia powoli się zacierały, zastąpione tymi mniej przyjemnymi obrazami pijanego ojca.

    Pozdrawiam
    b-u-n-t
    teorainn

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basia łudzi się tylko, że takie wiążą ją relacje z Robertem, ale tak naprawdę bardzo zależy jej na nim, choć teraz nie jest tego świadoma - oszukuje samą siebie. A rozmowa Basi i Roberta będzie i mężczyzna wyzna jej, co sądzi o ich związku :)
      Basia rzeczywiście nie miała łatwo w życiu, lecz ma starszych braci, którzy wspierali ją w momencie, gdy tego naprawdę potrzebowała.

      Dziękuję ślicznie za opinię i wypisanie błędu :*

      Usuń
  6. Cześć!
    Wpadłam na twojego bloga wczoraj i dzisiaj ciurkiem przeczytałam wszystkie wcześniejsze rozdziały. Uwielbiam opowiadania kryminalne, więc zagłębiłam się w treść z miłą chęcią.
    Nawet nie wiesz, jaką miłą niespodzianką był fakt, że Robert (i jego ojciec) nazywają się Olszak! Jeszcze nigdy w żadnej książce, ani w opowiadaniu nie spotkałam się z tym nazwiskiem, a jest ono moim ulubionym... bo moim :D Sama się nazywam Olszak i tylko raz w życiu spotkałam się z tym, że ktoś inny też się tak nazywał. Ale koniec o tym (;
    Sama treść jest bardzo wciągająca. Masz świetny styl, który umie budować napięcie, a zarówno jest lekki i przyjemnie się czyta to, co tworzysz. Niestety często występują błędy, ale najczęściej są to literówki, choć widziałam też parę stylistycznych. Polecam przeczytać przed dodaniem tekst 2-3 razy, bądź znaleźć betę, to wyeliminuje wszelkie tego typu niedociągnięcia (:
    Już po prologu wiedziałam, że drogi Basi i Roberta kiedyś jeszcze się skrzyżują, w końcu prolog zawsze ma znaczenie w dalszej historii. Na marginesie, trochę mi się to skojarzyło z Chirurgami, nie wiem, czy oglądałaś? Znajomość Meredith i Dereka zaczęła się w taki sam sposób (:
    Świat jest naprawdę mały, o czym świadczy fakt, że Basia i Robert pracują teraz na tym samym komisariacie. Niby niewiarygodne, ale nie raz słyszałam o takich zbiegach okoliczności w prawdziwym życiu.
    Jestem ciekawa, czy Basia przyjdzie na to wesele Magdy. Kobieta ją tak prosiła, ale coś mam przeczucie, że Basię oderwą sprawy zawodowe... bądź prywatne? ^^ Jeśli już o tym mówimy, to znajomość Basi i Roberta potoczyła się bardzo, bardzo szybko. Czwarty rozdział, a tu już się ponownie całują. Nie narzekam, chociaż myślę, że wcześniejsze budowanie napięcia między nimi by nie zaszkodziło. Ale ufam ci, bo przekonałam się, że piszesz naprawde dobrze, więc wierzę, że i tak nie będzie nudno :D
    Sprawa zabójstwa bardzo intrygująca, zwłaszcza z tym swetrem... Niby wytłumaczenie właścicielki klubu było całkiem racjonalne, ale czy naprawdę pierwszym, o czym się myśli po zobaczeniu takiej sceny jest wyrzucenie zakrwawionego swetra? Nie ufam jej.
    Masz we mnie stałą czytelniczkę, która z miłą chęcią dołącza do obserwatorów i wprost się nie może doczekać następnego rozdziału, jak również rozwiązania zagadki zabójstwa. Mam malutką nadzieję, że zdołam sama zgadnąć, kto zabił, ale chyba nie ma we mnie dużo z detektywa (choć cała rodzina twoich Olszaków była policjantami!) :D
    PS. Jeśli znajdziesz czas i ochotę, serdecznie zapraszam na http://kierunek-atlantyda.blogspot.com/ Dopiero zaczynam i byłoby mi niesamowicie miło, gdybyś wpadła (:
    Życzę mnóstwa weny! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to Ci niespodzianka z tym nazwiskiem :) Przyznam się, że nazwisko wybrałam przypadkowo... W gruncie rzeczy wszystkie nazwiska biorą się u mnie spontanicznie :)
      Powiem Ci, że teraz trudno mi znaleźć dobrą betę, a nie mam czasu na szukanie, dlatego zawsze proszę moich czytelników, by wypisali błędy, które rzucają się w oczy, więc jeśli znajdziesz jakieś, to się nie krępuj i pisz - będę wdzięczna :)
      Tak, inspirowałam się "Chirurgami", pisząc ten Prolog, i mogę zdradzić, że nawiąże ten serial z moim opowiadaniem :)
      I tak, ich związek trochę nabiera tępa, ale ja tam jeszcze mam w planach coś, więc może to trochę zmienić bieg wydarzeń^^
      Na Twojego bloga zajrzę w wolnej chwili, bo obecnie nie mam czasu i w ostatnim czasie robię wszystko w biegu :(

      Dziękuję Ci ślicznie za tak obszerny komentarz :*

      Usuń
  7. Basia ma nadzieję, że Robert traktuje ich relacje czysto fizycznie? Hah, bzdura! Co za kobieta, sama sobie zaprzecza. Widać, że obudził w niej uczucia. Kobiety; ich nie da się zrozumieć. xD
    A sprawa nad którą pracują robi się zawiła. Ciekawa jestem jakie rozwiązanie nam szykujesz. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No Baśka jest bardzo niezdecydowaną kobietą. Wielokrotnie w życiu się spaliła w związkach, więc Robert jest dla niej "zagadką", że się tak wyrażę :)

      Usuń
  8. Z marmuru nie buduje się domów. Domy są z cegły, marmurem są tylko... wykładane(?) (nawet nie wiem czy tak można to określić). Z marmury to stawia się nagrobki, marmur jest zimny.
    Jako mężczyzna, który miał pierwszą żonę starszą od siebie o pięć lat, a drugą młodszą o prawie dekadę to się wypowiem, bo zawsze wkurza mnie takie patrzenie prostolinijne. Przede wszystkim często to ten facet, który jest starszy jest lepszym kochankiem, bo ma już jakieś doświadczenia, nie biegnie byleby dobiec do mety i dogodzić samemu sobie. Często to jednak nie zawsze. Nie czyń jednak z każdego pięćdziesięciolatka impotenta. Poza tym dziesięć lat to nie tak wiele i nie wskazuje jeszcze na związek dla pieniędzy. Co innego, gdyby on miał te pięćdziesiąt, a ona ledwie trzydzieści, czy nawet z dziewiętnaście. Wtedy sam bym się dziwił takiemu związkowi, ale w takiej sytuacji gdy 50 i 40... mnie to nie gorszy, nie dziwi, nawet uważam za normę, bo mężczyźni jednak później dojrzewają (to akurat prawda potwierdzona naukowo, choć od niej też są wyjątki). Rozumiem jednak, że Basia może myśleć tak prosto, banalnie, oceniać z góry, nawet gdy nie ma to potwierdzenia w rzeczywistości jaka ją otacza. Często jednak jej myślenie podąża torem myślenia nastolatki, a nie dorosłej kobiety, która ma już jakieś doświadczenia życiowe.
    Cieszę się bardzo, że zahaczyłaś jeszcze o rodzinę Baśki i jej wspomnienia z dzieciństwa. Mam nadzieję, że nie zrobiłaś tego po raz ostatni.
    Ci policjanci trochę w czepku urodzeni i faktycznie (przeczytałem już ocenę na KKB) postacie są płaskie, momentami za płytkie, brakuje im wielowymiarowości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak, głupia ja! Nie wiem, skąd mi się ten "marmur" wziął, heh xD Będę już uważać, co piszę :)
      Ja nigdy nie pojmowałam związków z dużą różnicą wieku... może jeszcze te 10 lat to jest ta granica, ale mam ciocię, która miała mężczyznę starszego wiekiem, od swojej mamy (czyli mojej babci).. Ona, kobieta 34 letnia, on 68 lat. Nigdy nie pojmowałam, dlaczego ciocia z nim. Poznałam go, widziałam ich zachowanie, i zniesmaczyło mnie, kiedy on mówił do cioci: "Tereniu, podaj mi to, padaj tamto", a rzecz na stole znajdowała się tuż obok niego. I teraz ciocia jest sama, bo wujek zmarł dwa lata temu, i wychowuje ich syna sama... Dlatego nie dziw się, ze dla mnie takie związki są niemoralne.

      Usuń
    2. Wiesz, ja buduję domu, więc jak zobaczyłem ten marmur, to mnie aż... a wszystko u ciebie jest z marmuru, każdy kościół i dom jednorodzinny. Z marmuru to się nagrobki robi, ewentualnie kładzie go na schodach i ścianach, ale z marmuru się nie buduje.
      Ja nauczyłem się na żaden taki związek nie patrzeć z góry. Nie zawsze nastolatka wiążąca się z dorosłym facetem szuka opiekuna, ojca, a on służącej. Często to są zupełnie odwrotne role i to ona jest dojrzalszą stroną związku. Faktycznie jednak najczęściej w takie związki wchodzą rozwodnicy, którzy chcieli afrodyzjaku a zostali złapani na brzuszek i owinięci wokół paluszka - zakończyli stary związek, stabilne życie, by od nowa przechodzić to samo. Często też jest tak, że kiedy zaczynali ten pierwszy związek, to byli bardzo młodzi oboje, więc były problemy - finanse, pierwsze dziecko, zmiany pracy, może jeszcze edukacja. Za drugim razem do podobnej rzeki mężczyzna wchodzi z pewnym spokojem, nawet jeśli porzucił wcześniejszą rodzinę. Potem się okazuje, że nieważne czy mamy stabilny zawód, czy mamy stałą pracę, dzieci zmieniają wszystko, nowa kobieta też ma humorki, mały Patryś podobnie jak kiedyś mała Zosia też ma kolki, też tupie nóżkami, też nie chce nauczyć się czytanki tylko rzuca książką. Nagle jest takie przytłoczenie (przynajmniej tak to mówią moi koledzy, którzy zdecydowali się na porzucenie starej rodziny na rzecz założenia nowej). Oczywiście nie ma co mówić, że tej nowej, młodej kobiecie też nie jest z nimi łatwo. Przy tym te pierwsze żony często po rozwodzie zaczynają kwitnąć, dbać o siebie, i nie chcą już związku. Taki facet często potem żałuje, zwłaszcza gdy widzi co stracił, bo często rozwodząc się z kobietą, rozwodzą się też z dziećmi. Przez jakiś czas nie trzeba im tej emocjonalności, są sami za mało dojrzali w sytuacji jaka ich spotkała, by podtrzymywać odpowiednie relacje, a potem własne wnuki ich nie znają. Takie trudne tematy obyczajowe :)

      Usuń
  9. Naprawdę Baśka wyznaje taki staroświeckie poglądy, że jak starszy mąż, to przestał wystarczać młodszej dziesięć lat żonie i potrzebny był kochanek? Myślę, że kobietę do romansu pcha raczej brak zainteresowania ze strony męża, niżeli jego wiek. Zresztą, trzeba by się zastanowić nad tym dlaczego kobiety w ogóle decydują się na związek ze starszymi mężczyznami. Powodów jest kilka - pieniądze (ten narzuca się pierwszy), podnieta (niektóre wolą dojrzałych), potrzeba opieki i poczucia bezpieczeństwa (starszy facet kojarzy się z takim dobrym wujkiem, surowym, stanowczym ojcem, ale i bezpieczną przystanią). Oczywiście od wszystkich tych przypadków bywają wyjątki i każdy taki związek jest indywidualny.
    Zauważyłam u ciebie takie wrzucanie wszystkiego do jednego worka. Brakuje mi snucia kilku możliwych teorii, nie każda musi od razu być trafioną. U ciebie co Baśka pomyśli to święte, prawdziwe i bohaterka zawsze ma racje. W życiu tak nie ma. Widząc jakąś sytuacje na własne oczy nie znamy od razu powodów przez jakie do takiej sytuacji doszło. U ciebie Baśka od razu zna powody, zawsze trafnie ocenia.
    Żona prokuratora, to już kolejna osoba, kolejna kobieta, która od razu puściła parę z ust i chętnie rozmawiała z policją przyznając się do romansu. Gdzie prawo do adwokata i zachowania milczenia? Czemu wszystkie są takimi idiotkami i z prywatnych, łóżkowych spraw zwierzają się policjantom? Czemu żadna nie idzie w zaparte?
    Idealna rodzina? Wierzysz w takie? Nie ma zawsze szczęśliwych rodzin, nie ma idealnych związków (piszę to jako psycholog). Jeśli jakaś rodzina wygląda na idealną dla osoby trzeciej, to zazwyczaj w takich rodzinach jest najwięcej problemów, tylko są one ukrywane przed światem zewnętrznym, zamykane w czterech ścianach, a to jeszcze gorzej, bo ludziom potrzebne jest mówienie o kłopotach, problemach, zwierzanie się najbliższym przyjaciołom z trosk (to taka terapia dla każdego z nas, mająca zbawienny skutek, choć nie dająca gotowych rozwiązań i rzadko taką terapię doceniamy, doceniają ci, którzy z niej lata nie korzystali). Nie zdziwiłabym się więc, gdyby synek wdał się w ojca i rodzicie urządzał w zaciszu czterech ścian podobne piekło. Nawet chciałabym, by w twoim opowiadaniu tak było, bo póki co wszystko jest bardzo szablonowe (chodzi o postacie, które są jednobarwne, a człowiek żywy to zlepek barw).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, trochę się z tym wszystkim pogubiłam. Zdaję sobie już sprawę z kolosalnych błędów, jakie popełniam, bo rzeczywiście patrząc teraz na to inaczej, Basia rzeczywiście sprawia wrażenie, jakby wszystko wiedziała. Tak musi być i tyle!
      Nie wierzę w idealne związku, może trochę pofantazjowałam, bo sama mam rodziców, którzy żyją w od bardzo dawna osobno. Niby rozwodu nie mają, ale w ogóle do siebie się nie odzywają. Nie ma już żadnej miłości... w ogóle w dzieciństwie nigdy nie widziałam, aby mój ojciec powiedział mamie "kocham cię"... przytulił ją, sprawił prezent na rocznicę...
      Może przez to, gdzieś w głębi duszy, zbyt idealizuje ten świat? Nie wiem...

      Usuń

Obserwatorzy