16 września 2015

SPRAWA I „Afrodyta” Rozdział 07: Zdjęcia

9 marca 2015r., poniedziałek
Jan Spychała zajmował się sprawą Krzysztofa Rudkowskiego, jego pseudonim to Rudy – mówił Broll. – Na co dzień biznesmen, ale tak naprawdę jest szefem mafii, która głównie działa na terenach śląskich. Oprócz przestępczości zorganizowanej, podejrzewany jest również o przemyt narkotyków z Niemiec do Polski, jak i fałszowanie banknotów.
Całkowity miszmasz – rzekła z niedowierzaniem Basia.
Dokładnie – potwierdził Michał.
A to kto? – zapytał Olszak, pokazując mu fotografie mężczyzny o czarnych włosach, chudej sylwetce i kwadratowej twarzy. Koloru oczu nie było widać, bo miał na sobie okulary przeciwsłoneczne. Zdjęcie zrobiono z ukrycia, kiedy rozmawiał przez komórkę.
To jest Ksawery Adamczyk, świadek koronny. Był członkiem mafii Rudego. Jego zeznania mogą w pełni pogrążyć Rudkowskiego.
Słuchaj, Michał. – Komisarz oddał mu z powrotem akta Rudego. – Czy Spychała mógłby wpakować się w coś takiego?
Nie wiem, Andrzej, sam jestem pogubiony w tym wszystkim – odparł, wzruszając ramionami. – Jako prokurator mogę potwierdzić, że naprawdę musiał coś donosić, bo stracili jednego ze świadków koronnych. Miejsce pobytu Jacka Domagały były w aktach, a tylko Spychała miał do nich dostęp. Mają teraz nadzieję, że utrzymają przy życiu Adamczyka. Na szczęście zmienili jego lokum, kiedy wszystko wyszło na jaw.
A jako kolega? Wierzysz, że mógł współpracować z Rudym?
Nie – odparł po krótkiej ciszy. – Spychała to najlepszych prokurator jakiego miałem okazję poznać. Byłem jego aplikantem, nauczyłem się od niego bardzo dużo. Zamykał sprawy jeden za drugim, nie popełniał błędów. Nie sądzę, by i tym razem coś takiego zrobił. Był uczciwy.
Słowa Brolla potwierdziły fakt, że Spychała został w to wszystko wrobiony. Domyśleli się, że mógł w tym wszystkim odgrywać kluczową rolę Daniel. Trzeba było tylko głębiej sięgnąć do sprawy, by znaleźć brakujący element układanki.
Dasz radę załatwić nam widzenie ze Spychałą?
Tak, ale na odwiedziny będziecie musieli poczekać do jutra.
Wkrótce do biura przyszedł Łukasz Czarnecki, informatyk. Był młodym mężczyzną o jasnych włosach oraz piwnych oczach, które kryły się za kwadratowymi okularami w czarnej oprawie. Miał na sobie jasne dżinsy oraz szary sweter. W lewej ręce trzymał laptop Daniela Jabłońskiego.
Cześć wszystkim! – przywitał się radośnie, kładąc przenośny komputer na biurko Olszaka. – W końcu udało mi się wejść na serwer. Niech cię szlag trafi Boże za tę awarię – dodał, wypowiadając te słowa bardziej do siebie niż do nich.
Coś znalazłeś? – spytał Tomek, podchodząc do informatyka jako pierwszy. Reszta także się zbliżyła, by zobaczyć, co udało się Czarneckiemu odzyskać za pliki.
A sporo ciekawych rzeczy – rzekł, uśmiechając się szeroko. – Zastanawiałem się jakie hasło mógł wymyślić Daniel, ale okazało się to bardzo proste. W jakim klubie pracował? – zadał wszystkim pytanie.
Afrodyta – oznajmiła od razu Basia.
I takie jest hasło.
Wpisał kod dostępu i po chwili znaleźli się na serwerze. Łukasz poklikał na klawiszach kilkakrotnie i włączył na cały ekran slajdy zeskanowanych obrazów.
Przecież to są akta Rudego – powiedział zaskoczony Broll. Zawartość plików była identyczna jak te, które znajdowały się w teczce, którą trzymał pod pachą. Z tą różnicą, że adres Adamczyka był teraz inny.
Michał chciał jednak dla pewności sprawdzić, czy świadek koronny siedział w swoim nowym miejscu nie mogli przecież ryzykować. Pożegnał się ze wszystkimi, mówiąc, że jutro rano zjawi się ze zgodą na widzenie.
To teraz już wiemy, o jakie zdjęcia chodziło – westchnął Tomek. – Raczej do słodkich one nie należą.
~*~
Musieli poczekać na zgodę sędziego do rana, więc Basia postanowiła, że wykorzysta ten wolny czas na zobaczenie się z rodziną. Kusiło ją, by zadzwonić do Roberta, ale nie chciała ponownie zawieść brata, tym bardziej, że miała się z nim spotkać w niedziele. Zadzwoniła najpierw na ich domowy numer, żeby sprawdzić, czy był ktoś w domu, bo nie chciała jechać na ślepo.
Telefon odebrała Sara. Kobieta ucieszyła się, gdy usłyszała swoją szwagierkę. Powiedziała jej, że Darka nie było jeszcze w domu, ale to nie stawało na przeszkodzie Basi, by nie zjawić się w domu Florczaków. Chętnie utnie sobie pogawędkę z Sarą, a także ze swoim siostrzeńcem. Była chrzestną Kuby, więc w drodze do ich domu wypłaciła z bankomatu sto złotych. Nigdy nie lubiła kupować prezentów, a nie chciała podarować chłopakowi niechcianego podarunku, skoro mógł sobie sam coś kupić.
Piętnaście minut później była już na miejscu.
Dom Florczaków został zbudowany z marmuru, pomalowany kremową farbą, a dach wyłożony czerwonymi dachówkami. Cała ich posiadłość ogrodzona była płotem z kutego żelaza, a obok rosły w jednym rzędzie małe tuje. Chodnik wyłożony został jasną kostką, która prowadziła aż do schodów.
Drzwi otworzyła jej Sara, która uśmiechnęła się do niej i przytuliła na powitanie. Po chwili z dołu zszedł Kuba, który promieniał na twarzy, kiedy zobaczył ciotkę. Z biegiem lat chłopak coraz to bardziej przypominał jej brata. Te same ciemnoblond włosy, brązowe oczy oraz kwadratowa szczęka. I w dodatku był wysoki, co pozwoliło mu na trenowanie koszykówki.
Kuba uwielbiał sport. Umiał oderwać się od komputera i nie siedział na nim długo, jak przeciętny nastolatek w jego wieku. Wolał wyjść na zewnątrz, by poświęcić czas swojej pasji. Pomimo tego, że Basia nie lubiła koszykówki (wolała tenis i paintball), to z wielką radością chodziła na mecze siostrzeńca. Nigdy nie sprawiał kłopotów Darkowi i Sarze, wychowali go przez te piętnaście lat na wspaniałego chłopaka.
Cześć, ciociu! – zawołał wesoło, przytulając się do niej mocno. Basia objęła go i lekko zmierzwiła mu włosy.
Cześć, młody – odparła, po czym dała mu do ręki kopertę. – Proszę, to od chrzestnej.
Kuba pokazał jej śnieżnobiałe zęby, kiedy zauważył, co znajdowało się w środku.
Miło było cię zobaczyć, ciociu, lecz muszę iść – oznajmił smutno. – Umówiłem się ze znajomymi, że pouczymy się na sprawdziany, które mamy w piątek.
A z czego masz?
Z matematyki i biologii.
To powodzenia – uśmiechnęła się. Chłopak odwzajemnił uśmiech, po czym pocałował ją w policzek na pożegnanie.
Pa, mamo, będę o siódmej w domu.
Ale gdyby coś to…
Wcześniej zadzwonię – powiedział z uśmiechem na twarzy.
Kiedy chłopak opuścił mieszkanie, Sara zaprosiła Basię do kuchni. Usiadła przy drewnianym stole i patrzyła, jak jej szwagierka wstawia wodę na herbatę. Wkrótce popijali gorący napój, rozmawiając przez chwile o Kubie.
Muszę ci coś powiedzieć – oznajmiła Sara, po czym wyjęła z torebki, która leżała na sąsiednim krześle, niewielkie zdjęcie. – Wczoraj poczułam się niedobrze i wymiotowałam cały dzień. Myślałam, że to przez te drinki, które piłyśmy, lecz dla pewności poszłam dzisiaj do lekarza. Okazało się, że to nie alkohol powodował moje wymioty – rzekła, a na jej twarzy pojawił się uśmiech. Sara podała jej zdjęcie.
Basia wstrzymała oddech, a po chwili wypuściła powietrze z ust, zdając sobie sprawę, że patrzyła na wycinek z USG.
Czy ty… urwała, nie mogąc wydobyć z siebie głosu. Spojrzała na szwagierkę z uśmiechem.
Tak, jestem w ciąży! – zawołała wesoło.
Gratulacje! – rzekła uradowana, ściskając mocno Sarę. – Czy Darek wie?
Jeszcze nie, chce mu powiedzieć, jak tylko wróci. Trochę się boję jego reakcji. Nie planowaliśmy tego – powiedziała lekko zmieszania.
Czasami tak bywa, że robisz coś spontanicznego, nie ma się na to wpływu – oznajmiła, uśmiechając się do niej lekko. Niespodziewanie w jej myślach pojawił się Robert. Sądziła, że to będzie tylko jednorazowa przygoda z mężczyzną, a potoczyło się to w zupełnie innym kierunku. – Darek z pewnością się ucieszy – uspokoiła ją. Kobieta posłała jej szeroki uśmiech. – Skoro powiedziałaś mi o ciąży jako pierwszej, to ja też ci coś wyznam – odezwała się po krótkim czasie. Sara spojrzała na Basię badawczo. – Spotykam się z kimś.
Naprawdę? Nic nie mówiłaś, kiedy byliśmy w klubie?
Bo spotykam się z nim od wczoraj – oznajmiła, a Sara jeszcze bardziej się w tym wszystkim pogubiła. – Pamiętasz jak ci w sobotę mówiłam o tej spontanicznej nocy z mężczyzną z baru?
Nie mów, że spotkałaś go przypadkowo i ponownie się z nim przespałaś?
Tak, to ten Robert – przytaknęła. – Okazało się, że jest policjantem, tak jak ja, przeniósł się tutaj z Łodzi. A co najważniejsze… zawahała się przez chwilę, bo nie wiedziała, jak kobieta na to zareaguje. – To syn Andrzeja Olszaka – odparła na jednym wydechu.
O mój Boże! – zawołała totalnie zaskoczona, a jednocześnie podekscytowana tą wiadomością. – Basiu, coś ty najlepszego narobiła!
Przecież nie wiedziałam, że to był jego syn, kiedy po raz pierwszy się z nim przespałam. Ale wiem, że nie usprawiedliwia mnie fakt, że ponownie to zrobiłam – dodała szybko, zanim Sara zdołałaby jej to powiedzieć. – Tylko problem polega na tym, że mi przy nim jest dobrze – rzekła, chcąc się w jakimś stopniu usprawiedliwić.
No nie wiem – westchnęła Sara. – Seks z nim musi być naprawdę dobry.
W odpowiedzi posłała szwagierce figlarny uśmiech.
Po chwili do domu wrócił Darek, Sara jako pierwsza poszła przywitać się z mężem. Basia uśmiechnęła się szeroko do brata, kiedy zobaczyła go radosnego. Rzuciła mu się w ramiona, nie przejmując się tym, że pogniecie mu czarny garnitur. Widziała mężczyznę dwa tygodnie temu, lecz miała wrażenie jakby minął co najmniej rok. Odkąd zmarł ich ojciec, to właśnie w nim odnalazła poparcie, zbliżyli się do siebie i mogli całkowicie sobie zaufać. Krystianowi także ufała, ale mieszkał sto siedemdziesiąt kilometrów stąd, więc trudno było się odwiedzać regularnie.
Sara poszła do kuchni przygotowywać obiad, a Basia i Darek usiedli przy stoliku, by porozmawiać. Mówili o pracy i życiu prywatnym. Wspomniała bratu o Robercie, zareagował podobnie jak jego żona, lecz mniej entuzjastycznie – miał tylko nadzieję, że wiedziała, co robi.
Po chwili Basia spojrzała na swoją szwagierkę. Dała jej znak, by powiedziała mężowi o tym, że w ich życiu pojawi się kolejny Florczak.
Darek, jest coś o czym chcę ci powiedzieć – rzekła Sara. Wyczuła w jej głosie lekkie zmartwienie.
Co takiego, kochanie?
Basia podała bratu zdjęcie z USG, które przykryła poranną gazetą, gdy tylko Darek wszedł do domu. Mężczyzna spojrzał na wycinek. Zmarszczył brwi, bo z początku nie wiedział, o co chodziło, dopiero po chwili dotarło do niego, co trzymał w ręce.
Saro, czy ty…
Tak, jestem w ciąży – przerwała mu, mówiąc tę wiadomość na jednym wydechu.
O mój Boże! – zawołał zadowolony, a jednocześnie trochę skołowany. Wciąż przyglądał się zdjęciu.
Nie jesteś zły? – spytała lekko pogubiona.
Zły? Coś ty! Jesteś szczęśliwy! – powiedział radośnie. Darek podszedł do żony i mocno przytulił. – Będziemy mieli drugie dziecko! – Pocałował Sarę w usta.
Basia przyglądała się tej scenie z wielkim uśmiechem na twarzy. Zazdrościła bratu, że posiadał tak szczęśliwą rodzinę. W ich codziennym życiu panowała harmonia i spokój. Darek był dyrektorem finansowym, przez co zabiał dobrze, Sara prowadziła skromny sklep jubilerski, a Kuba wracał do domu z dobrymi ocenami.
Niestety ona nie miałaby tak dobrze. Zawód policjanta wymagał od niej dużego poświęcenia - był to jeden z głównych powodów, dla których postanowiła nie angażować się w związki. Jednakże cieszyła się, że przynajmniej jej bratu wszystko się układało. Lubiła przyjeżdżać do ich domu, bo wtedy mogła odłożyć na bok ponure myśli, które wiązały się z jej pracą.
Kiedy Darek wyściskał Sarę, podszedł do siostry.
Będziesz ponownie ciocią – powiedział, patrząc jej prosto w oczy.
Zdaję sobie z tego sprawę – uśmiechnęła się. – Ale chrzestną raczej nie zostanę.
Przykro mi – rzekł, a jego lewy kącik ust powędrował do góry.
Teraz przyszła kolej na Krystiana, który z pewnością się ucieszy, kiedy dowie się, że zostanie ojcem chrzestnym. U Kuby został brat Sary, Sebastian, więc Darek wziął Basię na matkę chrzestną. Na myśl o Krystianie przypomniała sobie, że miał przyjechać w piątek. Zasmucił ją fakt, że brat nie pofatygował się, by do niej zadzwonić. Powiedziała o tym wszystkim Darkowi, który uspokoił ją, mówiąc, że przyjazd Krystiana nie był pewny, więc z pewnością nie chciał ją niepotrzebnie niepokoić.
U brata siedziała długo. Zdążyła jeszcze porozmawiać z Kubą, który wrócił do domu punktualnie o siódmej. Na wieść o tym, że będzie miał brata lub siostrę bardzo się ucieszył i od razu chwycił komórkę, by powiadomić swoich kolegów, że nie będzie już jedynakiem.
Basia wróciła do domu o dziesiątej.
___
Rozdział taki trochę rodzinny, mało wątków sprawy, ale wydaję mi się, że to chyba dobrze, co nie? Nie mogę się już też doczekać, kiedy opublikuję następny rozdział, bo przyznam się, że bardzo lubię 8 rozdział - postaram się go dodać za dwa tygodnie.

Nawet nie macie pojęcia, jak napracowałam się nad tym szablonem. I muszę stwierdzić, że efekt bardzo mi się podoba. A zawdzięczam to wszystko Elfabie dziękuję :*

14 komentarzy:

  1. Rozdział mi się podobał, szczegolnie druga czesc, bo faktycznie była taka rodzina i ciepła, i... Stanowiła kontrast, rowniez w swoim tempie, wobec pierwszego fragmentu. Co do sprawy, to muszę przyznac, ze nadal nie do konca ogarniam te wszystkie nazwiska i powiązania między poszczególnymi zaangażowanymi w sprawę, ale myślę, ze to dlatego, ze to naprawdę skomplikowane i źe stoi za tym cała grupa, a mianowicie-mafia wlasnie. Więc cierpliwie będę czekac na ósemkę. A szablon faktycznie jest wspaniały :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jak zwykle zacznę od końca! Szablon jest przepiękny, naprawdę! Bardzo zazdroszczę umiejętności tworzenia takich cudeniek!

    Basia po raz drugi zostanie ciocią! Teraz przydała by się jej piękna bratanica, a za jakiś czas może i Basia będzie miała maleństwo? Ależ snuję dalekosiężne plany! Ale wiedziałam, że prędzej czy później Basia poczuje do Roberta coś więcej i w ich relacjach nie będzie chodzić już tylko o seks.

    W cóż to nasza ofiara się zagmatwała? Zadzieranie z mafią to czyste samobójstwo! Ale jestem niezmiernie ciekawa co tam się rozegrało!

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział mi się bardzo podobał! Co do szablonu to nie jestem przekonana do kolorystyki, takie pomarańczowo-brązowe odcienie średnio mi się podobają, choć sam układ, jak i zdjęcie są jak najbardziej na tak (:
    Rozdział sielankowy, przez co bardzo przyjemnie się go czytało, aż uśmiech pojawiał się na ustach. Słabo znamy Sarę i Darkę, ale mimo to bardzo cieszę się ich szczęściem. Mam nadzieję, że kolejne dziecko uda się im tak samo, jak pierwsze. Podobał mi się też bardzo opis ich domu, aż mogłam go sobie wyobrazić. To ogrodzenie z kutego żelaza... <3
    Widzę, że atutem Daniela jest kreatywność ^^ Hasło takie samo jak nazwa klubu, w którym pracował... No po prostu nikt by się nie mógł domyślić.
    Ogólnie bardzo mi się podobało, piszesz bardzo ciekawie i tak intrygujesz czytelnika, że ten nie może się doczekać kolejnych rozdziałów. A skoro mówisz, że bardzo lubisz następny rozdział to tym bardziej nie mogę się go doczekać!
    W wolnej chwili zapraszam do siebie, a tymczasem życzę mnóstwo weny! :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo lubię takie fragmenty z życia prywatnego, dlatego rozdział mi się podobał. Od razu wiedziałam, że Darek nie może być zły na wieść, że jego żona jest w ciąży. Wydaje się naprawdę kochającym, ciepłym mężem, więc byłam przekonana, że zacznie się cieszyć. Zresztą skoro nie ma z żoną problemów finansowych i wszystko raczej dobrze się im układa, to czemu wiadomość o ciąży miałaby go zmartwić.
    Basia trochę sama siebie skazała na nieszczęśliwe życie. Niektórym odpowiada samotność, ale przez cały czas? Rozumiem, że zawód policjanta jest ryzykowny i Basia nie chciała się angażować, żeby przypadkiem potem nikogo nie zranić, gdy coś stanie się na służbie. Ale z drugiej strony policjantem nie jest się całe życie. W pewnym momencie przychodzi czas na emeryturę i wtedy ma się mnóstwo wolnego czasu. A mnóstwo wolnego czasu spędzonego w samotności to chyba nic przyjemnego. Ale ja wiem, że Basia zmieni zdanie i jednak zaangażuje się w związek (mimo tego, że na razie próbuje udawać, że nie zależy jej jakoś szczególnie na Robercie), dlatego póki co nie martwię się, że do końca życia pozostanie samotna.

    Pozdrawiam
    teorainn
    smiertelny-pocalunek

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie się bardzo podoba... ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział bardzo przyjemny. Cieszę się, że pojawia się dużo wątków z życia prywatnego Basi, bo dzięki temu można ją lepiej poznać. No i spotkania z rodziną to także dla niej samej odskocznia od pracy.
    Fajnie, że Darek i Sara są taką szczęśliwą rodziną. Drugie dziecko na pewno przyniesie im jeszcze więcej radości i wyrośnie na tak wspaniałego człowieka jak Kuba. Po cichu liczę na to, że Basia również odnajdzie takie szczęście. Może przy boku Roberta :)
    Jedna rzecz, do której mam zastrzeżenia, to marmurowy dom, ponieważ to bardzo miękki materiał i nie wykorzystuje się go do budowy.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Rodzinka się powiększa, może Basia też zacznie myśleć o czymś bardziej na poważnie? Skoro czuje się dobrze u boku Roberta, to pewnie stopniowo zaczną jej się takie myśli pojawiać w głowie. Tylko pytanie co z nimi zrobi, czy zdecyduje się w końcu zaangażować.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Miło się rozdział czytało. Fajnie, że są wątki poboczne, nie związane ze sprawą. Sprawiają, że mamy takie chwile wytchnienia, możemy też poznać lepiej bohaterów. :)
    Darek i Sara są taką fajną, szczęśliwą rodziną. Są chyba książkowym przykładem rodziny, o której każdy z nas marzy. ;)
    Lubię takie luźne, sielankowe rozdziały.

    OdpowiedzUsuń
  9. Znowu dom z marmuru? Ty widziałaś gdzieś taki?
    Idealne dziecko... okay, ale w końcu to siostrzeniec, czy bratanek? Basia ma dwoje braci, w tym Darka, a Kuba to siostrzeniec, więc... albo coś pokręciłaś, albo wątek kazirodczy xD
    "Wycinek z USG" - coś wycięła z tego USG nożyczkami? O zdjęciu USG słyszałem, o wycinku też, ale nie USG, a np "wycinku z tłuszczaka, guza piersi itd".
    Jako że mam dzieci w mniejszej i większej różnicy wieku, to... 15 lat i małe bobo... przepaść między dzieciakami. Fajnie, taki mały beniaminek dla niektórych, ale jednak... to już nie takie typowe rodzeństwo, które będzie przeżywało pewne etapy życia wspólnie, bo będą na zupełnie innym poziomie życia, zawsze, nawet po latach.
    "lekko zmieszania" - zmieszana.
    Nie planowali, przez tyle lat nie mieli i nagle boom, dzieciak w drodze? To dorośli ludzie czy nastolatkowie? Nie zabezpieczali się tyle lat? Wierzyli w kalendarzyk? Katolicy co uważają, że co Bóg da to będzie? Brakuje mi tu jakiegoś punktu dodatniego. Jeśli już decydujesz się na wątki obyczajowe, poboczne, poza kryminalne, to wypadałoby je rozwinąć i uczynić realnymi, takimi życiowymi. Tu jest nierealnie, nieżyciowo, przerysowanie, wyidealizowanie, a to razi w oczy, jest fajne do poczytania dla tych, co jeszcze wierzą w Nibylandię. Ludzie dorośli w takie coś po prostu nie uwierzą, bo nie ma tak, że wszystko zawsze się układa. Harmonia na co dzień, zazwyczaj, tak, jasne, ale awantury, ostrzejsze wymiany zdań, niezgoda, gorsza ocena, kiepski dzień w pracy ot święta - tak wygląda szczęśliwa wersja życia, w życiu nikt nie ma monopolu na szczęście, dlatego nikt nie chodzi z bananem na twarzy 24 h, przez siedem dni w tygodniu, przez 365 dni w roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam siostrę rok młodszą, więc nie mam takiego doświadczenia, ale moja mama miała rodzeństwo o dziesięć lat młodsze, i praktycznie je wychowywała :)

      Kurczę, przecież czasem zdarza się nieuwaga, prawda?! I to spotkało Sarę i Darka... Niczego już nie cofną, stało się i będą mieli kolejne dziecko :)

      Usuń
    2. Jasne, że chwila nieuwagi się zdarza, ale raczej w rodzinach patologicznych, albo religijnych (słynny kalendarzyk), albo małolatą. Zazwyczaj dorośli ludzie, małżonkowie, którzy mają już odchowane dziecko i nie planują kolejnego to się zabezpieczają (tabletki, spirala, sposobów jest dużo).

      Usuń
  10. Widzę wprowadziłaś Kubusia tak jak wprowadzane są dzieci w serialach, byleby były, bo są potrzebne do dopełnienia rodziny. Jak na moje z dzieciakiem jest coś nie tak i nie zdziwiłabym się, gdyby przepuścił tę stówkę na amfę, w końcu to też zagwarantowałoby mu dobre oceny, szybszą i efektywniejszą naukę, a na dodatek podniosło wyniki w sporcie, skłoniło do ostrzejszych treningów, brak potrzeby spania.
    Rodzina gdzie nie ma kłótni, dziecko jest grzeczne, ma dobre wyniki w nauce, chętnie i samo z siebie się uczy w grupie z rówieśnikami, ojciec dobrze zarabia, kobieta jest szczęśliwa i nie słyszy, że to głównie mąż finansuje ich życie, wycieczki, opłaca rachunki. No, kurwa! Wybacz, że przeklinam, ale uważasz, że to ciekawe i prawdzie? Ludzie mają zalety i wady, przez co ich relacje z innymi raz są lepsze, a innym razem gorsze, a wszystko ustosunkowane jest wydarzeniami z dalekiej i bliższej przeszłości, lękiem przed dalszą lub bliższą przyszłością, planami na tę przyszłość. Ty ustawiasz ludzi w poziomie, w pewnym punkcie i oni są niezmienni, wciąż tacy sami. Stałość - tak oceniłabym jednym słowem twoje opowiadanie, a życie nie jest stałe, raz się coś udaje, innym razem nie. U Ciebie bohaterom wszystko się zawsze udaje, a relacjom, które są między nimi i tymi, które się dopiero wytwarzają wiele brakuje, by czytelnik mógł w nie dać wiarę, a by jakieś opowiadanie polubić i przeżywać trzeba w nie uwierzyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że każdy mój bohater jest zbyt dobry - w czepku urodzeni. Ale gdybym miała nieco zmienić, to raczej Kubę zostawiłabym w spokoju. Wolę opisywać dobre dziecko, niż nastolatka, który szlaja się nocami, przeklina i niewiadomo co robi! :( Chciałam choć raz pokazać, że może być dziecko, które stroni od alkoholu i narkotyków i uczy się bardzo dobrze.

      Usuń
    2. Ja się wtrącę. Jasne, że takie dzieci się zdarzają, ale każde dziecko jest na swój sposób problematyczne, ma jakieś zmartwienia, jakieś wady. U ciebie ten ideał aż za mocno wycieka na zewnątrz i sprawia, że ja w Jakuba po prostu nie wierzę. Nie wierzę też w to jakie środowisko go otacza, bo dzieci jego pochodzenia, jego ambicji często są szykanowane, albo są mało atrakcyjne dla płci przeciwnej, albo są zbyt nerwowe, gdy im się w końcu coś nie uda, albo się szybko poddają i załamują, gdy w czymś są gorsi. Możliwości miałaś wiele i wcale nie musiałaś robić z niego narkomana czy alkoholika :)

      Usuń

Obserwatorzy