1 października 2015

SPRAWA I „Afrodyta” Rozdział 08: Postęp

10 marca 2015r., wtorek
Basia zjawiła się na komisariacie o ósmej. W biurze siedział Tomek, który uzupełniał swoje braki w raportach z ich wcześniejszych spraw. Zaśmiała się w duchu, widząc jego krzywą minę. Mężczyzna nie lubił wykonywać papierkowej roboty, myślał, że napisanie wszystkiego na komputerze rozwiąże sprawę, lecz niestety, jeśli chodziło o opis całkowitego wydarzenia z dochodzenia, to musiał go napisać odręcznie. Taki rozkaz inspektora Koniecznego.
Na całe szczęście Florczak miała wszystko pouzupełniane. Nie lubiła, gdy coś nie zostawało do końca zrobione, dlatego wolała poświęcić tę jedną godzinę dłużej w pracy, niż tonąć w papierach.
Przywitała się z Tomkiem i od razu poszła zrobić sobie kawę.
Pomóc ci? – zapytała.
Nie. – Potrząsnął głową. – I tak nie możesz napisać za mnie raportu.
Napisać nie mogę, ale przynajmniej poukładam ci te dokumenty.
Bez słowa wzięła swoje krzesło i usiadła naprzeciwko Jończyka. Położyła kubek obok komputera podkomisarza, uprzednio upijając łyk kawy, po czym zaczęła segregować raporty kolegi. Tomek posłał w jej stronę szeroki uśmiech – chciał tym gestem podziękować kobiecie za pomoc. Dla niej jednak była to czysta przyjemność. Nie rozumiała tego, jak Jończyk mógł odnaleźć się w tym bałaganie.
Kwadrans później w biurze zjawił się Michał, który dał im zgodę na widzenie ze Spychałą. Nie został na dłużej, ponieważ śpieszył się do sądu. Oznajmił krótko, że Ksawery Adamczyk bezpiecznie znajdował się w tajnym miejscu i że mają się do niego odezwać, gdyby sprawa Jabłońskiego dobiegała końca.
Dzwoniłem dzisiaj do szpitala, by dowiedzieć się o stanie zdrowia Kwiatkowskiego – odezwał się Tomek, kiedy Michał zniknął im z oczu. Basia spojrzała na mężczyznę, odrywając wzrok od podpisu sędziego ze zgody. – Wciąż jest w śpiączce, lecz jego stan jest stabilny. Lekarz powiedział, że w najbliższych dniach może się obudzić.
To dobrze – uśmiechnęła się lekko.
Zauważyła, że wiadomość o stanie zdrowia tancerza znacznie poprawiła nastrój podkomisarza. Jończyk obwiniał się o to, że nie znalazł się w jego mieszkaniu wcześniej, dlatego odetchnął z ulgą, gdy uświadomił sobie, że wszystko może zakończyć się dobrze.
Istniała też szansa na to, że szybciej złapią mordercę. Liczyła na to. Chciała sprawiedliwości dla państwa Jabłońskich i Filipa, pomimo tego, że nie przywróci to życia Danielowi.
Po chwili na komisariacie zjawił się Andrzej.
Kiedy zobaczył zgodę sędziego, oznajmił podwładnym, by czas porozmawiać z Janem Spychałą.
~*~
Prokurator znajdował się w zakładzie karnym w Zabrzu. Jadąc średnicówką, dojechali na miejsce w niecałe piętnaście minut.
Zgodę na widzenie miał tylko Olszak, dlatego Jończyk i Florczak siedzieli w samochodzie, cierpliwie czekając na powrót komisarza. Basia nie lubiła ciszy, więc podzieliła się z Tomkiem wiadomością o tym, że zostanie ciocią.
Skoro mówimy o prywatnych sprawach, to też ci coś wyznam – rzekł Tomek po krótkiej chwili, uśmiechając się do niej szeroko. – Mam zamiar oświadczyć się Agnieszce.
To wspaniale! – zawołała i poklepała kolegę po ramieniu.
Basia zastanawiała się, dlaczego mężczyzna tak długo z tym zwlekał, skoro był z Agnieszką siedem lat i mieli czteroletniego syna Patryka.
Tomek i Agnieszka poznali się w dość nietypowej sytuacji. Jończyk podczas jednej z akcji policyjnej został poważnie ranny –  lekarze operowali długo i omal nie stracili go na stole operacyjnym, ale dzięki Bogu wyszedł z tego. Obudził się ze śpiączki dwa dni po zabiegu i właśnie wtedy poznał Agnieszkę. Była pielęgniarką i czuwała nad nim dzień i noc, przez co złapali nić porozumienia. Gdy został wypisany się ze szpitala, zdobył się na odwagę i poprosił ją o numer telefonu. Zaczęli się regularnie spotykać, a po roku czasu zamieszkali razem. Kiedy dwa lata późnej przyszedł na świat Patryk, zmienili mieszkanie na większe, by w przyszłości zapewnić pełny komfort dla ich syna, ale nie zastanawiali się poważnie nad małżeństwem. Było im dobrze przez ten czas, więc nie potrzebowali żadnego dokumentu, by udowodnić wszystkim, że nie widzieli świata po za sobą.
Skąd taka nagła zmiana decyzji, podkomisarzu? – zapytała zaciekawiona.
Postanowiłem oświadczyć się Agnieszce dla naszego syna. Chcę mu zbudować prawdziwą rodzinę, żeby w przyszłości nie było żadnych nieścisłości.
Tomku, tak się zastanawiam… czy ty w ogóle obawiasz się, że może coś się stać. Wiem, że Agnieszka jest wyrozumiała i nie ma do ciebie pretensji o to, że rzadko bywasz w domu, ale czy nie boisz się, że wszystko może się zmienić. Przecież nasz zawód bywa niebezpieczny.
Ja nie myślę o tym, co będzie za rok, za dwa, a nawet za dziesięć lat. Ważne jest to, przez co przechodzę teraz. Gdybym cały czas rozmyślał nad tym, co by mogło się złego stać mojej rodzinie, to bym popadł w paranoję. Policjantem zostałem nie bez powodu i wiedziałem, że wiąże się to z ryzykiem, Agnieszka jest tak samo tego świadoma. Każdy ma prawo do szczęścia, Basiu – dodał. Odwrócił się, by spojrzeć jej w oczy. – Nawet my, policjanci.
Florczak uśmiechnęła się do niego szeroko. W słowach Jończyka kryła się prawda, lecz nie mogła na to poradzić, że ona była innego zdania. Żeby spotkać tak wyrozumiałą osobę jak Agnieszka, trzeba mieć po prostu szczęście. Basia próbowała budować związki, ale nic dobrego z tego nie wychodziło. Mężczyźni nie potrafili zrozumieć jej zawodu, mieli ciągłe pretensje o to, że odmawiała im spotkania czy też je przesuwała, bo akurat musiała jechać na miejsce zdarzenia.
Potrzeba czasu – rzekł Tomek po krótkiej chwili. – Na pewno kiedyś znajdziesz odpowiedniego partnera.
Mówisz tak, bo masz swoją Agnieszkę – westchnęła. – Ja niestety nie mam takiego szczęścia jak ty. Ale nie powiem, spotykam się z kimś od niedawna – dodała. –  Wiem jednak, że to nie jest na poważnie.
A znam go? – spytał.
W zasadzie tak – potwierdziła. – To Robert.
Ten Robert? – zapytał zaskoczony, pokazując siedzenie komisarza Olszaka. Basia przytaknęła. – No proszę, nie znałem cię o tej strony, Florczak – uśmiechnął się do niej szeroko.  – Żeby sypiać z synem szefa?
Jak już chcesz wiedzieć, Andrzej o nas wie i nie ma nic przeciwko. A po za tym, z Robertem wiążą mnie tylko relacje czysto fizyczne.
Ty tak sądzisz – powiedział, a jego uśmiech wciąż nie schodził z twarzy. – A co o waszym związku sądzi Robert?
Basia nie odpowiedziała mu, bo zauważyli, jak z zakładu karnego wychodził Andrzej. Wsiadł do samochodu i włożył kluczyki do stacyjki.
I czego się dowiedziałeś? – zapytał Tomek.
Wszystko wskazuje na to, że Spychała został w to wszystko wrobiony. Powiedział, że robił wszystko, żeby zamknąć Rudego, nigdy z nim nie współpracował.
A więc jak akta trafiły w ręce bandytów? – spytała tym razem Basia.
Oto będziemy musieli zapytać panią Elżbietę – odparł.
Spojrzeli na komisarza zaciekawieni.
Spychała oznajmił, że raz zabrał je do domu, by popracować. Niewolno im zabierać dokumentów do siebie, ale większość prokuratorów i tak łamało ten zakaz. A skoro trzymał je w domu, to jest też prawdopodobne, że Daniel był u pani Spychały, gdy go nie było i bez problemu mógł zrobić zdjęcia.
~*~
U żony prokuratora byli dziesięć minut później. Na szczęście nie stali długo w korkach i bez problemu dojechali do Podlesia. Tym razem podziękowali za kawę, chcieli jak najszybciej dowiedzieć się o istotnych dla nich informacji i zająć się sprawą Rudego. Jeśli okażę się, że Daniel tutaj był, trzeba będzie sprawdzić każdego, kto współpracował z Krzysztofem Rudkowskim.
Tak, Daniel był u mnie raz – potwierdziła.
A kiedy panią odwiedził? – spytał Olszak.
To był… czwartek – powiedziała po krótkim namyśle. – Popołudniu mąż ma basen. Myślałam, że zapomniał kluczy, bo zadzwonił na domofon, lecz przy furtce stał Daniel. Zaskoczona byłam jego obecnością, ale wpuściłam go środka i… poszliśmy na górę.
Mąż ma gabinet na górze?
Tak – oznajmiła, a na jej policzkach pojawił się szkarłatny rumieniec.
Policjanci spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Wszystko wskazywało na to, że ich przypuszczenia okazywały się prawdą.
Potem wzięłam prysznic – mówiła dalej. – Gdy wyszłam, byłam sama w sypialni, więc poszłam go poszukać i znalazłam Daniela w gabinecie męża. Spytałam się, co tutaj robił, a on wzruszył jedynie ramionami, mówiąc, że chciał tylko zobaczyć gabinet słynnego prokuratora. Pożegnał się ze mną i wyszedł. Przez okno zauważyłam, jak podchodzi do czarnego BMW, przy którym stał jakiś mężczyzna.
A wie pani jak wyglądał? – zapytał Jończyk.
Wysoki, chudy... i miał na głowie czerwoną bejsbolówkę. Więcej nic nie powiem, stał zbyt daleko.
Czerwona bejsbolówka, jest pani tego pewna? – W głosie Jończyka Basia wyczuła zaciekawienie.
Kobieta przytaknęła.
Podziękowali jej za informacje. W progu domu zatrzymała na chwilę policjantów.
Czy Daniel miał coś wspólnego z aresztowaniem mojego męża? – zapytała, choć Florczak i tak wiedziała, że kobieta domyślała się, że tancerz wykorzystał ją, by dostać się do gabinetu jej męża.
Tak – powiedział krótko Olszak.
Na jej twarzy pojawił się smutek. Elżbieta podziękowała komisarzowi i oznajmiła, że będzie wdzięczna za to, gdy postarają się oczyścić jej męża z zarzutów.
Słuchajcie, chyba widziałem tego mężczyznę z bejsbolówką – oznajmił Jończyk, kiedy wsiedli do samochodu. – To było wtedy, gdy szedłem do Kwiatkowskiego.
Jesteś tego pewny? – spytał Olszak, zanim przekręcił kluczyk w stacyjce. – Wielu nosi bejsbolówki.
Tak, ale… – urwał. – Jedźmy na komendę, muszę zobaczyć wszystkich ludzi Rudego.
~*~
Na komendzie czekała na nich spora ilość akt z danymi personalnymi ludźmi Krzysztofa Rudkowskiego. Olszak zadzwonił do Szymczyka, by wcześniej dla nich przygotował dokumenty. Tomek od razu wziął się do roboty i zaczął przeglądać teczkę za teczką, spoglądając na twarze przestępców. Na szczęście nazwiska kobiet od razu kładł na bok, a to zwężało już pole poszukiwań. Cierpliwie przekartkowywał papiery, a po chwili przestał, dłużej przyglądając się podejrzanemu.
To będzie on – rzekł, wyjmując zdjęcie mężczyzny z akt. – Kornel Flaszyński, pseudonim Flasha.
Współpracownik Rudego miał jasne kręcone włosy, brązowe oczy oraz owalną twarz. Był chudy, jak potwierdziła to Elżbieta Spychała, więc prawdopodobnie to on stał za zabójstwem Daniela i on zaatakował Pawła.
Jesteś tego pewny? – zapytał dla pewności raz jeszcze Olszak.
Mam wrażenie, że widziałem go pod blokiem Kwiatkowskiego.
Gdzie mieszka ten Flaszyński?
Sporo tych adresów – oznajmił Jończyk, marszcząc brwi.
To zróbmy tak – rzekł dobitnie komisarz. – Szymczyk, weź chłopaków i sprawdźcie każdy adres, może będzie w którymś mieszkaniu.
Sierżant wziął kartkę z pięcioma adresami Flaszyńskiego i opuścił biuro.
Możliwe, że Flasha odwiedza swojego szefa w więzieniu, dlatego my, Tomek, pojedziemy do zakładu karnego. Basiu, ty zostań w biurze. Gdyby dzwonili ze szpitala i powiedzieli, że Kwiatkowski się obudził, pojedź do niego i potwierdź, czy rzeczywiście to Flaszyński go zaatakował.
Basia zgodziła się zostać na komisariacie, choć w gruncie rzeczy nie miała wyboru. Rozkaz szefa to rozkaz. Nie miała o to pretensji, bo i tak wolała siedzieć tutaj, niż czekać w samochodzie na pojawienie się podejrzanego.
Siedziała w biurze sama ponad godzinę, a telefon wciąż milczał. Żadnych wieści od Andrzeja i Tomka czy też Szymczyka. Przeczuwała, że to będą męczące godziny oczekiwania, ale i tak cieszyła się z tego, że byli blisko rozwiązania sprawy.
___
Ostatnio przeżywam mały kryzys w życiu osobistym, dlatego też przepraszam tych, u których jeszcze nie zjawiłam się z komentarzem, potrzebuję więcej czasu na ogarnięcie tego wszystkiego.

9 komentarzy:

  1. Bardzo ważna rozmowa o Robercie! Dla Basi to (niby) tylko związek fizyczny, ale Roberta jak na razie nikt nie spytał o zdanie w tej kwestii. A to raczej mężczyźni szybciej się zakochują i pragną więcej. Może Robert ma inne plany?
    Co do sprawy- czyżby zbliżała się do końca? I to dzięki czerwonej bejsbolówce! Cóż, niby nic, a jednak jakiś 'odblaskowy' element ubioru i od razu wyróżniasz się nieco z tłumu. Oby tylko długa nieobecność współpracowników Basi nie wróżyła niczego złego.
    Pozdrawiam i życzę, żebyś jak najszybciej i możliwie najmniej boleśnie poradziła sobie z turbulencjami w życiu prywatnym :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział mi się podobał. Myśle, że jesteśmy coraz bliżej rozwiązania sprawy. Tylko nie wiem, czy tak łatwo bnędzie dopaść tego Kornela, pewnie nie jest to ot taki spbie zwykły morderca, tylko doświadczony zawodnik... Ale mam nadzieję, że go złapią, o ile tyo faktycznie on! Szkoda, ze BAsia musi czekać, mam nadzieję, że policjantom nic sie nie stało! a co do Roberta, BAsia może sobie wmawiać, że dla niej liczy się tyulko fizyczność, ale myślę to samo co Tomek... po co by to pytała o to, co myśli o pracy i rodzinie, skoro sama by sie nad tym nie zastanawiała, nie xd? zreszta po Robercie to już w ogóle widać, że mu zalezy! z niecierpliwością czekam na cd i mam nadzieję,ze w życiu prywatnym już mniej więcej wszystko w porządku!:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem ciekawa co o tej relacji myśli drugi z zainteresowanych, czyli Robert. Coś mi się zdaję, że on może mieć zupełnie odmienne zdanie o tym, że niby to co jest pomiędzy nimi to taka czysto fizyczna relacja. No, ale jestem również ciekawa jak się sprawa morderstwa wyjaśni! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie spodziewałam się, że Basia powie komuś z pracy, jakie stosunki łączą ją z Robertem. Sądziłam, że będzie wolała zostawić to dla siebie, szczególnie że nie wiąże lub wydaje jej się, że nie wiąże z tym związkiem większych nadziei. Powtarzając za Tomkiem, także zastanawiam się, co na temat tego związku sądzi Robert. A coś mi się wydaje, że jego i Basi zdanie różnią się od siebie. Tak sobie myślę, że może sytuacja Tomka zmusi Basię do głębszych przemyśleń, dzięki którym dojdzie do wniosku, że nie wszystkie związki policjantów skazane są na porażkę i nie zawsze ich rodzina musi być zagrożona.
    Czyli cała sprawa w końcu zbliża się do rozwiązania, chociaż nie spodziewałam się, że do rozwiązania jej przyczyni się coś takiego jak zwyczajna czerwona bejsbolówka. Ale tak to już jest, że w pracy policjanta należy zwracać uwagę na każdy szczegół. Zastanawiam się jednak, czy z uda im się dopaść Flashę, czy trochę minie, zanim doprowadzą go przed oblicze sprawiedliwości.
    Błąd, który znalazłam:
    Spychowski oznajmił, że raz zabrał je do domu, by popracować. - Spychała
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie będę poruszać tematu sprawy i dalszego dochodzenia, bo Basia tak mnie zdenerwowała, że na tym się skupię. Jak ona może się upierać, że jej związek z Robertem to jedynie czystofizyczna relacja?! Nie wierzę, że ona tak myśli i czemu ona tak uparcie siebie okłamuje? Tym bardziej, że skoro zechciała się pochwalić swojemu koledze tym "związkiem" (czy jakkolwiek to nazwać, bo biorąc pod uwagę podejście Basi, chyba nie potrafię znaleźć odpowiedniego określenia), to musi to dla niej coś znaczyć. Ale nie, ona musiała się uprzeć, że traktuje Roberta zupełnie przedmiotowo. No cóż, może kiedyś wreszcie zmądrzeje...

    Pozdrawiam
    teorainn
    smiertelny-pocalunek

    OdpowiedzUsuń
  6. Sprawa idzie do przodu. :)
    Ale Basia to mnie wkurza, jeny,jaka ona uparta z tą jej relacją z Robertem. Tomek słusznie zauważył, szkoda, że nikt Roberta o zdanie nie zapytał. xD

    OdpowiedzUsuń
  7. Czyżby kolejna idealna rodzina? Heloł, dziewczyno, autorko, my żyjemy w Polsce! Tu nie zmieniamy mieszkań na większe za sprawą pstryknięcia palcami. W twoim opowiadaniu, poza zbrodnią i sprawą kryminalną, życie to sielanka, wieczna zabawa, podpisany paragraf na dożywotnie szczęście.
    Rozumiem chęć zalegalizowania związku, choćby po to, by cała rodzina miała jedno nazwisko. Jednak nie wydaje mi się, by życie w konkubinacie, bez zalegalizowania, było czymś gorszym i niezrozumiałym. Różne są powody, dla którego ludzie nie decydują się na sakrament czy ślub cywilny, a Baśka znowu wszystko spłyca... albo raczej narrator spłyca... spłaszcza, niepotrzebnie zaprasowuje.

    OdpowiedzUsuń
  8. Przeczytałem powyższe komentarze i zastanawia mnie jedno - dlaczego nikt wcześniej nie zauważył nierealności i bajkowości tej opowieści? Ja nie uważam, że opowiadanie jest złe, ma zarówno mocne jak i słabe strony (tak jak każde opowiadanie i każda książka), jednak twoi czytelnicy skupiają się na słodzeniu, a nie wyciąganiu wniosków i realnym spojrzeniu na całość. Nie wiem z czego to wynika. Być może boją się coś skrytykować, bo byś ich przez to skreśliła i nie zawitała do nich, więc wolą pisać komentarze opiewane w same superlatywy.
    Mnie najbardziej rzuciło się w oczy to, że twoi policjanci zawsze mają z górki, a to już sprawia, że opowiadanie jest typu bajki Scooby-Doo, a nie kryminałem dla ludzi dorosłych. Brakuje mi jakiegoś konfliktu, słabości przez które coś by się nie udało, poległo. Tu wszyscy są spostrzegawczy, a każdy ich strzał jest w sam środek tarczy. Nie znam w życiu żadnego człowieka, który nigdy się nie myli. Dlaczego więc twoi bohaterowie są jak herosi... nie! Nawet herosi się mylili. Są jednak fantastą, robotami zaprogramowanymi na sukces, zwycięstwo i nieomylność, a nie człowiekami (Julian z "Madagaskaru" mi się udzielił).
    Wątki obyczajowe opowiadania także pozostawiają wiele do życzenia. Są tak naprawdę o niczym, o idealności, dobroci, ciągłym szczęściu. Brakuje w tym konfliktu i ludzi (postaci) z charakterami. Odnoszę wrażenie, jakby twoi bohaterowie chcieli tego samego i w taki sam sposób do tego dążyli, a mamy różne pragnienia, nie każdy nastawiony jest na tworzenie rodziny, posiadanie dobrej pracy. Basia oceniła Kubę jako idealne dziecko, ja oceniłbym go jako nudnego kujona. Dlaczego więc chłopiec nie miał choćby problemu z akceptacją rówieśników? Wiele dzieciaków nie lubią dzieciaków co mają świetne domy, bogatych starych i zawsze dobre oceny.
    Pomysł na opowiadanie miałaś dobry, potencjał wielki, ale postacie zbyt kwadratowe, sytuacje życiowe za mało życiowe, a sprawa kryminalna prowadzona jak po maśle przez co czytelnik nie czuje emocji, tego wow, och i ach, gdy w końcu do czegoś dojdzie. Ty podajesz wszystko na tacy, nie tylko czytelnikom, ale także swoim bohaterom. Wszystko im niepotrzebnie ułatwiasz czyniąc z nich właśnie takie roboty w świecie z Nibylandii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, całkowicie się zgadzam, i chyba raz jeszcze się powtórzę... Dostrzegłam, że moi bohaterowie są w czepku urodzeniu, kiedy przeczytałam poradnik na KKB, a potem już samą ocenę Maxine. Zachodziłam w głowę, dlaczego tak to poprowadziłam, skoro w poprzednich opowiadaniach (też kryminalnych) kładłam postaciom kłody pod nogi, a tutaj stworzyłam, zaiste, bajeczkę :( Sama nie wiem, co mnie wtedy kierowało, że stworzyłam coś takiego...

      Usuń

Obserwatorzy