6 listopada 2015

SPRAWA I „Afrodyta” Rozdział 09: Zeznania

11 marca 2015r., środa
Następnego dnia rano wciąż nie mieli żadnych informacji o Kornelu Flaszyńskim. Nie pojawił się wczoraj pod zakładem karnym, jak i również nie było go pod żadnym adresem, które mieli w aktach personalnych przestępcy. Dlatego Andrzej zadzwonił po czterogodzinnym oczekiwaniu do dwóch policjantów, by przyjechali ich zmienić na noc, a Szymczykowi kazał rozstawić chłopaków pod każdym mieszkaniem Flaszyńskiego. O ósmej rano Olszak i Jończyk z powrotem pojechali pod zakład karny.
Basia wciąż siedziała na komisariacie i odbierała telefony. Zaparzyła sobie kawy i po raz kolejny zaczęła przeglądać akta podejrzanego.
Kornel Flaszyński miał nieciekawy życiorys. Nie zdziwiła się, że mężczyzna wybrał taką drogę, a nie inną. Kiedy miał dziesięć lat, stracił matkę i wychowywał go ojciec. Stanisław Flaszyński z zawodu był górnikiem, pracował w Kopalni Węgla Kamiennego „Pokój”. Ciągłe wypady z kolegami na piwo spowodowały, że zaniedbywał Kornela, jak i jego młodszą o dwa lata siostrę Marysię. Po śmierci żony stał się o wiele bardziej agresywniejszy i zaczął po pijaku bić swoje dzieci. Sąsiedzi to zauważyli, więc zgłosili to na policję oraz na pogotowie opiekuńcze. Mężczyznę zatrzymali, a dzieci trafiły do domu dziecka.
Kornel spędził tam całe dzieciństwo. Kiedy po dwóch latach Marysia została zaadoptowana, a on nie, całkowicie się pogrążył. Wpadł w złe towarzystwo, zaczynając pić i palić. Włamywał się do domów i kradł cenne rzeczy, a w wieku dwudziestu lat popełnił pierwsze poważne przestępstwo – z dwoma kolegami pobili do nieprzytomności siedemnastoletniego chłopaka. Dostał dziesięć lat. Więzienie go tylko wzmocniło. Poznał ludzi z innego świata i tak dostał się do mafii, pracował u Rudkowskiego osiem lat. Przez ten okres czasu podejrzewany był za dwa morderstwa, lecz nigdy mu tego nie udowodniono.
Teraz jednak popełnił błąd. Nie zabił Pawła Kwiatkowskiego i to mogło go pogrążyć.
Wkrótce zadzwonił telefon. Basia od razu chwyciła za słuchawkę.
Podkomisarz Florczak, słucham – przedstawiła się.
Dzień dobry, tu doktor Michałowski ze szpitala na Ligocie. Dzwonię w sprawie Pawła Kwiatkowskiego. Godzinę temu pacjent się obudził.
Czy można go przesłuchać? – spytała z nadzieją w głosie.
Tak – odparł. – Pacjent sam o was pytał.
Dziękuję doktorze za informację.
Kiedy odłożyła słuchawkę, wzięła akta Flaszyńskiego, kluczyki od samochodu i wyszła z biura jak poparzona, przez co nieumyślnie potrąciła umundurowanego policjanta, który akurat wyciągał z automatu kawę i cała zawartość ciepłego napoju wylała się mężczyźnie na służbowe ubranie. Policjant spojrzał na Basię posępnie, lecz ta oznajmiła mu szybkie przepraszam i pobiegła dalej. Chciała jak najszybciej dostać się na miejsce, bo zeznania Kwiatkowskiego spowodują, że zatrzymają zabójcę.
~*~
W szpitalu spotkała dziewczynę Jończyka. Agnieszka opiekowała się Kwiatkowskim, więc zaprowadziła Basię do sali, w której leżał mężczyzna. Po drodze kobieta spytała się, jak postępy w śledztwie, ponieważ martwiła się o Tomka – bardzo przejął się tą sprawą.
Gdy tylko porozmawiam z Pawłem, z pewnością wszystko się wyjaśni – rzekła, unosząc kąciki ust do góry.
To dobrze. – Na jej twarzy pojawił się blady uśmiech.
Agnieszka była drobną blondynką o miodowych oczach. Włosy miała upięte w mocny kok, a na sobie miała biały strój pielęgniarki. Basia musiała przyznać, że podkomisarz miał naprawdę wielkie szczęście, że spotkał ją na swojej drodze. Kobieta była bardzo uprzejma i miła, od razu było widać, jak bardzo martwi się o Tomka. Teraz rozumiała, dlaczego chciał się jej oświadczyć –  w duchu kibicowała im z całej siły.
Basia weszła do pomieszczenia. Naprzeciwko wejścia stały obok siebie dwa łóżka, lecz tylko Paweł Kwiatkowski leżał w sali. Mężczyzna miał jasne kędzierzawe włosy oraz niebieskie oczy. Jego brzuch został owinięty bandażem, a na klatce piersiowej były przyczepione kabelki, które monitorowały prace serca.
Agnieszka podeszła do niego, by zmieniać mu kroplówkę.
Dzień dobry, podkomisarz Barbara Florczak – przedstawiła się, pokazując mężczyźnie odznakę, po czym usiadła po jego lewej stronie. – Pamiętasz osobę, która cię zaatakowała?
Tak – rzekł cicho, wkładając to dużo wysiłku. – To ma związek ze śmiercią Daniela. Tamtego wieczoru, gdy wyszedłem z garderoby, widziałem, jak kłócił się z pewnym mężczyzną o jakieś zdjęcia, a chwilę potem dowiedziałem się, że nie żyje. Bałem się, że tamten mógł mnie zobaczyć, więc nic nie powiedziałem. Jednak później nie dawało mi to spokoju, musiałem powiedzieć, kogo widziałem, dlatego zadzwoniłem do podkomisarza Jończyka, by do mnie przyjechał. Minęło piętnaście minut, a ten, który był w garderobie Daniela, wszedł do mieszkania i zaatakował mnie w brzuch.
Czy to jego widziałeś? – spytała, pokazując mu zdjęcie Kornela Flaszyńskiego.
Tak, to on – potwierdził.
Będziesz w stanie zeznać to w sądzie?
Paweł kiwnął tylko głową. Florczak zauważyła, że miał do siebie wyrzuty sumienia o to, że nie powiedział im o tym wcześniej, wtedy wszystko potoczyłoby się inaczej. Szybciej.
Pani podkomisarz – odezwał się po krótkiej chwili, łapiąc Basię za prawą rękę. – Proszę podziękować podkomisarzowi Jończykowi za uratowanie mi życia. Gdyby nie on, nie leżałbym tutaj.
Będzie miał pan jeszcze okazję, by powiedzieć mu to osobiście – rzekła, uśmiechając się do niego blado.
Po chwili zadzwonił jej telefon. Na wyświetlaczu zauważyła numer Tomka, odebrała połączenie. Mężczyzna przekazał Basi dobre wiadomości – Kornel Flaszyński został aresztowany.
Powiedziała o wszystkim Pawłowi i postanowiła wrócić na komendę.
Kiedy zjawiła się na komisariacie, Kornel Flaszyński siedział w pokoju przesłuchań. Andrzej oznajmił jej, że zażądał adwokata, jak tylko dowiedział się, że Paweł Kwiatkowski żyje. Nie przyznał się do winny, lecz był zdenerwowany, pomimo tego, że starał się to ukryć, chcąc pokazać policjantom, kto tu tak naprawdę rządził. Florczak zastanawiała się, czy ktoś z ludzi Rudkowskiego pomoże mu się z tego wyplątać. Raczej wątpiła w to. Pewnie nie będą chcieli się wychylać, zważywszy na to, że ich szef nie miał już szans na wydostanie się z wiezienia. Po co mieliby ryzykować dla zwykłego przestępcy.
Broll przyjechał na komisariat godzinę po aresztowaniu Flaszyńskiego. Przedstawili prokuratorowi wszystkie informacje dotyczące śledztwa, Michał ucieszył się, że sprawa Daniela Jabłońskiego się wyjaśniła. Podziękował im za świetną robotę i obiecał im, że mordercę spotka sprawiedliwość.
~*~
Basia i Andrzej zostali na komisariacie dłużej. Tomek oznajmił, że raport napisze jutro, chciał spędzić ten wieczór z Agnieszką i Patrykiem, lecz jeszcze wcześniej postanowił pojechać do szpitala, by odwiedzić Pawła Kwiatkowskiego. Florczak powiedziała mu o wszystkim, więc chciał osobiście porozmawiać z tancerzem.
Wkrótce zadzwonił telefon Florczak. Na wyświetlaczu pokazał jej się nieznany numer, mimo to, odebrała połączenie.
Florczak, słucham?
Dzień dobry, tu Filip – usłyszała w słuchawce. Basia była mile zaskoczona, że mężczyzna jednak zdecydował się do niej zadzwonić. – Nie przeszkadzam?
Nie, właśnie… zakończyliśmy sprawę.
To dobrze – westchnął. Wyczuła w jego głosie ogromną ulgę. – Mówiła pani, że mogę zadzwonić, gdybym chciał porozmawiać. Jest to nadal aktualne?
Tak, oczywiście. Kiedy chciałbyś się spotkać?
Może za jakąś godzinę w klubie?
Jasne, wpadnę – oznajmiła. – I nie mów do mnie pani. Jestem Basia.
Ok. – rzekł z lekkim rozbawieniem. – To będę czekał.
Kiedy zakończyła rozmowę, w biurze pojawił się Robert. Uśmiechnął się i usiadł naprzeciwko niej, całkowicie ignorując swojego ojca. Andrzej westchnął ociężale, po czym wziął akta z biurka i oznajmił krótko, że idzie do inspektora Koniecznego, by przekazać mu wszystkie informacje z dochodzenia.
Jesteś wolna? – zapytał, gdy drzwi zamknęły się za komisarzem. – Chciałbym, abyś pojechała ze mną do sklepu meblowego i doradziła w sprawie nowego łóżka… i szafy – dodał pospiesznie, uśmiechając się szeroko.
Zakończyliśmy sprawę, ale jestem już umówiona.
Basia opowiedziała mu o sprawie dotyczącej Daniela i o tym, jak znalazła nić porozumienia z Filipem. Współczuła mu, więc chciała, by miał u kogoś wsparcie.
No cóż… skoro wyszła taka sytuacja – westchnął lekko zmartwiony.
Nie gniewasz się? – spytała z nadzieją w głosie.
Nie, skąd – odparł od razu. – Meble mogą poczekać, a Filip potrzebuje teraz przyjaciela. Stracił osobę, na której mu zależało.
Nie sądziłam, że jesteś tolerancyjny – rzekła zaciekawiona.
Czy to takie dziwne? – uśmiechnął się. – Przynajmniej nie będę musiał być o Filipa zazdrosny.
Basia zaśmiała się.
Zadzwonię do ciebie – zapewniła go.
W takim razie do usłyszenia – pożegnał się, uśmiechając się do niej. Pochylił się i pocałował ją lekko w policzek.
~*~
Basia zjawiła się w klubie Afrodyta godzinę później. Filip stał przy barze, lecz gdy tylko ją zobaczył, poprosił jednego z chłopaków, by go zastąpił. Florczak zauważyła, że tancerze spoglądali na nią z wielkim zainteresowaniem, a na ich twarzach pojawił się figlarny uśmiech.
Dlaczego twoi koledzy patrzą na nas dość tajemniczo? – zapytała, kiedy usiedli przy jednym ze stolików.
Myślą, że udało mi się ciebie poderwać – rzekł z uśmiechem.
Czyli nie wiedzą, że ty… urwała, gdy Filip potrząsnął głową.
Nie wiedzą i chcę, by tak zostało. Z Danielem bardzo się pilnowaliśmy. A zresztą, i tak nie musieliśmy, skoro oboje postanowiliśmy sypiać z bogatymi kobietami – wyznał.
Ty też się w to bawiłeś? – spytała zaskoczona. Tego się nie spodziewała. – Ale jak ty… Przecież…
To już kwestia fantazji – uśmiechnął się. – Danielowi oczywiście było łatwiej, bo był biseksualistą. Chcieliśmy w ten sposób odsunąć od nas podejrzenia, no i także trochę zarobić. Praca tancerza nie wystarcza na zbyt dużo, nawet napiwki musieliśmy oddawać Świątczak, bo uważała, że te pieniądze należą do klubu, a nie do nas. To był też z głównych powodów, dla których Daniel postanowił ją poderwać. Nie był długo z kobietami, ale z naszą właścicielką zrobił wyjątek. Chciał, by mu bardziej zaufała. I przez to wyciągnął od niej jak najwięcej.
A jak to było z tobą?
Sypiałem z kobietami do czasu, gdy nabawiłem się kontuzji. Jako tancerz miałem o wiele więcej szans niż jako zwykły barman. Czasami zdarzało się, że mi się poszczęściło, lecz… to już nie było to samo. Dlatego Daniel coraz to bardziej się w to wkręcał. Był dość kapryśny i szalony, pieniądze od Świątczak jeszcze bardziej go podkręciły. Powiedział mi, że kogoś spotkał i że może mnóstwo zarobić, a wtedy już z tym skończy. Że te pieniądze pozwolą nam, byśmy wyjechali za granicę i zaczęli wszystko od nowa. Nie sądziłem jednak, że mogą one należeć do mafii.
A gdzie są te cztery tysiące? – zapytała. – W mieszkaniu Daniela ich nie było. U ciebie też nic nie znaleźliśmy.
Nie wiem – wzruszył ramionami.
Nie chciała już roztrząsać tej sprawy z pieniędzmi. Złapali mordercę, więc z pewnością Michał dowie się, gdzie zostały schowane, jak tylko zmusi Flaszyńskiego do mówienia.
Filip zaczął otwierać się przed Basią. Wspominał o Danielu, o siostrze, wyrzucił z siebie każdy swój ciężar, który uciskał jego serce. Florczak także wyjawiła mu kilka sekretów ze swojego prywatnego życia. Mówiła o ojcu i o tym, jak mocno przeżyła jego śmierć. Cieszyła się, że Sobczyk postanowił się z nią spotkać, czuła w głębi, że może znaleźć w nim przyjaciela.
A to ci dopiero ironia, pomyślała. Najpierw podejrzewasz go o zabójstwo, a potem znajdujesz z nim nić porozumienia.
Nie wiem, co dalej począć – odezwał się po krótkim czasie. Na jego twarzy zagościł smutek. – Z Danielem było łatwiej, wiedział, jaki następny podjąć krok. Bez niego… nie wiem, czy sobie poradzę.
  Posłuchaj, wszystko będzie dobrze – rzekła, biorąc go za rękę i patrząc mu w oczy. – Wiem, że śmierć Daniela bardzo tobą wstrząsnęła, ale nie możesz się załamywać. Musisz iść naprzód, nabrać życiu jakiś sens. A Daniel z pewnością chciałby, abyś był szczęśliwy.
Filip uśmiechnął się do niej szeroko.
Chyba nie popełniłem błędu, by do ciebie zadzwonić.
Pewnie, że nie – rzekła radośnie. – I możesz dzwonić, kiedy tylko będziesz chciał.
Tak zrobię. Dziękuję, że mnie wysłuchałaś – dodał, lekko wzdychając. – Potrzebowałem tego.
Zawsze do usług – uśmiechnęła się. – A teraz pocałuję cię na pożegnanie, żeby twoi koledzy wiedzieli, że wciąż jesteś w grze.
Nie musisz tego robić.
Ale chcę – odparła z uśmiechem na ustach, wstając. Podeszła bliżej Filipa i pocałowała go lekko w usta. – Wszystko będzie dobrze – oznajmiła, kładąc mu dłoń na policzku.
___
Od 10 listopada zaczynam nadrabiać Wasze zaległości. Przepraszam za nieobecność, w moim życiu działo się tyle, że nie miałam czasu na blogowanie. Powili wracam, proszę o cierpliwość.

Zauważyłam, że zachowanie Basi Was nieco wkurza. Macie oczywiście całkowitą rację, jest pokręcona i trochę szaleje bez mojej zgody. Zajmie jej trochę czasu na poukładanie sobie tego wszystkiego. Mamy już koniec sprawy, ale będzie jeszcze jeden rozdział I części (pojawi się 24 listopada, bo to dla mnie szczególna data). II część zaczynamy od rozdziału 11, choć dochodzenie zacznie się tak naprawdę od rozdziału 13 - trochę się rozpisałam.

13 komentarzy:

  1. Noo, Basia sobie igra z mężczyznami, ale to nawet miłe z jej strony, ten mały buziak na końcu rozdziału. Ale chyba jednak lepiej, żeby Robert się nie dowiedział, hehe. Może jeszcze Filip pojawi się w dalszych częściach opowiadania? :D
    Sprawa rozwiązała się dość nagle i raczej prosto. No cóż, Kornel, patrząc po życiorysie, miał pewne predyspozycje do zostania kimś z mafii. Jak widać wrzucenie kogoś do więzenia nie zawsze daje oczekiwaną resocjalizację ;) Ale teraz spotka go sprawiedliwość :) [oby]
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrzę, że już wszyystko się wyjaśniło, choć wspólczuję Kornelowi jego losów, bo być może nie skończyłby w ten sposób, gdyby miał inne dzieciństwo... Ech. .Podoba mi się, ze Basia wykazała chęc i spotkała się z Filipem i naprawdę liczę, że zostaną rpzyjaciółmi. Nawet jeśli na początku podejrzewała, że to on jest mordercą. no i czekam na spotkanie Basi z Robertem nastpenym razem, najlpiej sam na sam xD. zapraszam na nowość na zapiski-condawiramurs.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No i sprawa się wyjaśniła - była zbrodnia, jest morderca, to teraz jeszcze niech tylko będzie sprawiedliwa kara. Ja teraz mam tylko nadzieję, że po ułożeniu sprawy przyjdzie czas na poukładanie również swojego życia osobistego - Basiu! Robercie! Tak, mówię teraz o was! :D

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze, że sprawa została rozwiązana. Mam nadzieję, że teraz Kornela spotka zasłużona kara za wszystko, co zrobił i że w mafii nie zajmował na tyle wysokiej pozycji, by mieli mu jakoś pomóc i spróbować złagodzić karę lub zabić Pawła, bo to jego zeznania bezpośrednio wskazały na Kornela.
    I po raz kolejny mam wrażenie, że Basia nie traktuje Roberta poważnie, mimo że on wysyła zupełnie inne sygnały. Mam nadzieję, że niedługo Basia zmieni swoje nastawienie i zorientuje się, że ma obok siebie fajnego faceta i nie zrobi niczego głupiego, co mogłoby sprawić, że Robert postanowi dać sobie z nią spokój.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda, że to już koniec dochodzenia, ale dobrze, że zamierzasz od razu ruszyć z następną sprawą i nie będzie żadnej większej przerwy w publikowaniu rozdziałów. Skoro jednak kolejne dochodzenie ma się rozkręcić dopiero w rozdziale 13, to rozumiem, że dwa poprzednie poświęcisz innym kwestiom. Czyżby chodziło o życie prywatne Basi...? Jeśli tak, to będę naprawdę zadowolona, bo jestem ciekawa, jak dalej będzie wyglądała jej znajomość z Robertem. W każdym fragmencie z jego udziałem widać, że coraz bardziej się angażuje, podczas gdy Basia upiera się, że jej znajomość z Robertem nie ma nic wspólnego z głębszymi uczuciami. Mam nadzieję, że to wkrótce się zmieni.

    Pozdrawiam
    teorainn
    smiertelny-pocalunek

    OdpowiedzUsuń
  6. Chociaż wyjaśnienie sprawy okazało się dość proste, to mi się podobało. :) Kornel na pewno zasłużył na więzienie, za to co zrobił, z drugiej strony, gdyby miał lepsze życie wcześniej, to wiadomo, wszystko mogłoby się inaczej potoczyć.
    No to co? Jedziem z nową sprawą. :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Właściwie to miło by było, gdybyś odpowiadała na komentarze. Ja bym chętnie podyskutował.
    Czuję się nieco zawiedziony, że morderca nie był czytelnikom znany wcześniej, przez co nie mieli okazji brać udziału we wspólnej zabawie i odgadnąć, że to właśnie od zabija.
    Zastanawia mnie też w jakich latach on był dzieckiem. Jeśli 10 lat temu, to jeszcze nikt tak mocno nie przejmował się tematem znęcania nad dziećmi, nawet głosiło się ogólnie mądrości typu "dostanie w dupę to się uspokoi", gdzie dziś (ledwie dziesięć lat później) mówi się "i co pani tak krzyczy na to biedne dziecko, trzeba stanąć, poczekać, cierpliwość mieć". Ludzie to po prostu jak takie stado wołów, zawsze pójdą za stadem i własne poglądy... to nie jest tak, że jestem za przemocą, ale jestem przeciwny rozdzielania rodzin, rozdzielania rodzeństw. Sam nie mam kontaktu ze znaczną ilością mojego rodzeństwa i wierze, że być może wielu z nim wyszło to co się stało na dobre, być może siostrze Kornela także (mam nadzieję, że ona się pojawi), ale patrząc nawet na przykładzie twojego opowiadania, ten chłopak miał szanse być lepszy pozostając w domu rodzinnym. Dom dziecka to taki poprawczak w wersji light, uczy krętactwa, picia, palenia i znęcania się nad młodszymi, by pokazać siłę i by nikt nie znęcał się nad tobą. Jednak nieważne jak w domu dziecka by nie było dobrze, albo odbiera się i potem oddaje całe rodzeństwo, albo niech się je zostawia w tym syfie w jakim Bóg im się pozwolił urodzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiem, że odp na Wasze komentarze idzie mi jak krew z nosa, a niestety, jestem tak zalatana, czasem nawet nie mam ochoty na siedzenie przed komputerem, więc nie mam czasu... :((
      O tak, popsułam też i w tej kwestii... bije się w głowę, że sprawca nie pojawił się wcześniej, chociażby spisany przez policjantów już w barze.... w zasadzie to napisałabym opowiadanie od początku, ale już nie byłoby to sensu, skoro wszystko jest ujawnione :(

      Usuń
    2. I tak, musiałam kliknąć opublikuj, a przecież jeszcze coś miałam dodać ;/ Ach!

      I masz rację, w dzisiejszych czasach, jak to się mówi, wychowuje się bezstresowo, co mi się przypomniało o jednej sytuacji. Moja siostra raz jechała w autobusie i była starsza kobieta z wnuczkiem, który mocno rozrabiał - kręcił się na miejscu, dokuczał pasażerom, a jego babcia nic nie zareagowała... Jedna pasażerka zwróciła kobiecie uwagę, aby uspokoiła chłopca, jednak ta spojrzała na nią wściekle i powiedziała: "Proszę pani, to dziecko zostało wychowane bezstresowo." Potem jeden nastolatek wyjął z buzi gumę do żucia i przykleił jej na włosy. Kobieta spytała: "Co robisz?" On odpowiedział: "Ja też wychowałem się bezstresowo." Kiedy to powiedział, cały autobus zaczął bić brawo :)
      I tak, masz rację, rozdzielenie rodzentwa jest nie w porządku.

      Usuń
    3. Dzieci są różne. Tak naprawdę nie ma czegoś takiego jak wychowywanie bezstresowe. Każdy człowiek, nawet taki mały, przeżywa w życiu różnego rodzaju stresy. Stresem może być krzywe spojrzenie przez panią w przedszkolu, popsucie zabawki najlepszego przyjaciela. Najważniejsze to oswoić dziecko ze stresem, bo inaczej sobie nie będzie umiało z nim poradzić. Rodzice często roztaczają wokół dzieci klosz, nie chcę by to dziecko doświadczało tego co złe, czasami to popada w taką skrajność, że boją się kupić dziecku zwierzątko, choćby rybkę, bo ta przecież może umrzeć. Niestety zwierzęta jak ludzie umierają, zabawki się psują, ludzie czasami krzyczą, jak nie rodzice to pracodawcy i co? To dziecko ma się załamać, bo umarł mu potem dziadek, bo nie był świadomy przemijania? Ma zwolnić się z pracy lub przestać chodzić do szkoły, bo ktoś na niego podniósł głos? Ja swojego czasu jak jeździłam na wystąpienia psychologów, to często potem dyskutowałam z tymi co szli za nurtem, że dzieciństwo powinno być bajką i rodzice powinni dziecku tę bajkę zapewnić. Całkowicie się z tym nie zgadzałam i nadal się z tym nie zgadzam, bo małego człowieka też trzeba w pewien sposób nauczyć życia, pokazać jakim jest, zahartować na przyszłość, a nie tylko go ochraniać i sprawiać, by zawsze żyło mu się dobrze, wygodnie (w ten sposób wychowuje się zwykle niewdzięcznych egoistów, co jest smutne - dać dziecku najwięcej ile można, a ono w zamian pokaże środkowy palec).

      Usuń
  8. Twoim bohaterom dziwnie łatwo przychodzi zwierzanie się. Barman zwierza się policjantce, której prawie nie zna, z tego, że był męską dziwką, takim panem do wynajęcia dla bogatych dam, że te damy wykorzystywał, choć nie ma to związku ze sprawą. Gdybym uprawiała sponsoring, to nie powiedziałabym o tym pierwszej napotkanej na drodze osobie. Zostawiłabym to dla siebie, może kiedyś dla swojej córki, męża, przyjaciela. Takich informacji nie podaje się byle komu.
    Rozwiązanie zagadki jakoś tak szybko... po prostu stało się, bez żadnej akcji, tak właściwie to nawet bez śledztwa (bo na co wpadli to od razu był fakt, a nie mit czy fałszywy trop).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrodzona niespodziewana przyjaźń pomiędzy Basią a Filipem miała dotyczyć, jakby to nazwać, wspólnych cech w życiu... Nie mówię tutaj tylko o Krystianie, ale o tym, że oboje mieli ojców pijaków.

      Usuń
    2. Tak, ale do takiej przyjaźni też trzeba czasu. Nie ufa się obcemu człowiekowi z automatu na tyle, by się mu zwierzać. Choć są od tego wyjątki, to w tym przypadku nie byłam w stanie w to uwierzyć.

      Usuń

Obserwatorzy