24 listopada 2015

SPRAWA I „Afrodyta” Rozdział 10: Niespodziewana wizyta

11/12 marca 2015r., środa/czwartek          
            Po spotkaniu z Filipem, Basia zastanawiała się nad tym, co mężczyzna mówił o Danielu - jak z wielką pasją opowiadał o ich związku. To spowodowało, że zaczęła intensywnie rozmyślać nad tym, co połączyło ją z młodym Olszakiem.  

             A co o waszym związku sądzi Robert? – przypomniała sobie słowa Tomka. Nie dawało jej to spokoju, od czasu gdy to usłyszała.
Robert miał być mężczyzną na jedną noc, a ostatecznie wszystko zaczęło się zmieniać, gdy ponownie spotkała go na swojej drodze. Uczucia powracały. Wmawiała sobie, że to nic nie znaczyło, że chodziło tylko o seks, ale uświadomiła sobie, że coś było na rzeczy. Nie pamiętała, kiedy po raz ostatni tak dobrze czuła się w ramionach mężczyzny. Znała go parę tygodni, a ona miała wrażenie, że przez całe życie - jeden wspólny wieczór przy kolacji i całkowicie się przed nim otworzyła, dlatego chciała się dowiedzieć, co myślał o ich związku. Bała się ponownie zaangażować, ale postanowiła przekroczyć tę linię. Tomek miał rację, każdy zasługiwał na szczęście. 

        Wysłała Robertowi wiadomość, by do niej wpadł. Specjalnie nie podała adresu, sprawdzając, czy mężczyzna nadal pamiętał gdzie mieszka.
Otrzymała od niego krótką wiadomość: Przyjadę.
Postanowiła więc szybko zabrać się za robienie kolacji. Położyła wszystkie potrzebne składniki na risotto na blacie, po czym wstawiła wodę na ryż. Potem zabrała się za obieranie pieczarek i krojenie warzyw. Cieszyła się, że nie będzie spędzała tego wieczoru sama i będzie miała towarzystwo.
Pół godziny później usłyszała dzwonek do drzwi.
W progu stał Robert z butelką czerwonego wina. Uśmiechnął się do niej szeroko i wszedł do środka, składając Basi krótki pocałunek w usta.
Wyglądasz ślicznie – oznajmił jej do ucha. Doznała gęsiej skórki. – Jak tu pachnie – powiedział wesoło, kładąc trunek na stoliku w kuchni. – Pomogę ci z kolacją.
Basia nie miała nawet najdrobniejszych szans na to, by odsunąć go od kuchni, od razu podszedł do garnka z ryżem. Widziała u niego radosne ogniki, kiedy mógł razem z nią przygotowywać danie.
Wkrótce gotowe risotto znalazło się na talerzach. Przeszli do salonu, by tam w spokoju mogli zjeść kolację przy świecach. Pomieszczenie było połączone z kuchnią, więc pokój miał małą przestrzeń. Znajdowała się tam tylko beżowa kanapa, jeden fotel i regał, na którym stał niewielki telewizor, ramki ze zdjęciami jej rodziny oraz srebrna porcelana. Zauważyła, że Robert spojrzał ukradkiem na jedno ze zdjęć, zanim usiadł obok niej na sofie - dość długo spoglądał na fotografię, na której była z tatą. Z niewiadomych przyczyn poczuła ukłucie w sercu, gdy i ona na chwilę zatraciła się w szarych oczach ojca.
Potrząsnęła głową, wyganiając z umysłu bolesne wspomnienia i zapytała Roberta, jak mu minął dzień. Potem rozmawiali o błahych sprawach - mężczyzna opowiadał jej, jak bardzo tęsknił za Katowicami i że cieszył się z powrotu tutaj.
A jak tam twój przyjaciel Filip? – zapytał po chwili zaciekawiony, upijając łyk wina. – Wszystko u niego w porządku?
Tak… myślę, że tak – poprawiła się szybko, wyginając kąciki ust do góry. – Okazało się, że on także uwodził bogate kobiety. Przestał, kiedy nabawił się kontuzji. Chcieli w ten sposób odsunąć od siebie podejrzenia i trochę zarobić. Niestety, Daniel zbyt mocno się w to wszystko zaangażował.
Pieniądze mogą zmienić człowieka – westchnął. Zauważyła, jak na twarzy mężczyzny pojawił się cień smutku.
Wszystko dobrze? – spytała.
Tak, tylko… przypomniałem sobie tamten dzień, kiedy zostałem postrzelony – odparł, a Basia spojrzała na niego z zaciekawieniem. – Mój dawny partner, Szymon, pracował dla gangsterów, żeby zarobić. Przez cały ten czas donosił, a my nawet nie mieliśmy pojęcia, że zdrajca jest tuż obok.
Co dla nich robił?
Uprzedzał ich o policyjnych nalotach, kradł dowody i niszczył je. Wszystko po to, żeby wziąć od nich pieniądze.
Czy ten Szymon został schwytany?
Tak, w ten sam dzień, kiedy mnie postrzelił. Został skazany na dwadzieścia lat więzienia. Myślał, że się wywinie, lecz… przestępcy i tak go wydali. Ale nie mówmy o tym, nie psujmy sobie wieczoru – dodał, wyginając kąciki ust do góry. – Co było to było, już tego nie zmienię.
Basia uśmiechnęła się do niego. Otworzył się przed nią, powiedział o policjancie, który go postrzelił, a to świadczyło o tym, że zaczynał jej ufać.
Robert, powiedz mi, jak traktowałeś naszą pierwszą wspólną noc? – Odważyła się spojrzeć w jego niebieskie tęczówki. – Co spowodowało, że zacząłeś ze mną rozmawiać w tym barze?
Widzę, że obawiasz się, czy jestem z tych mężczyzn, którzy zmieniają kobiety jak rękawiczki – odparł, uśmiechając się szeroko. – Spokojnie, nie jestem. Oczywiście od czasu do czasu sypiałem z paroma kobietami bez żadnych zobowiązań, to mogę przyznać, ale to przez to, że nie potrafiłem zbudować prawdziwego związku. Kobiety nie rozumiały mojej pracy, więc… odpuściłem.
Znam to uczucie – westchnęła.
Kiedy zobaczyłem cię w tamtym barze, coś mnie podkusiło, by do ciebie podejść – kontynuował. – Nie wiem, czy to było spowodowane tym, że po postrzale nikogo nie miałem, czy może istniał jakiś inny powód, ale chciałem cię poznać. Byłaś naprawdę fascynującą osobą, pełna wdzięku i uroku… a także twoje oczy – dodał, kładąc dłoń na jej policzku. – Duże, brązowe tęczówki przepełnione troską. Wiedziałem, że nigdy nie zapomnę tamtej nocy z tobą. – Cofnął rękę, by wziąć kieliszek wina ze stołu. – A gdy zobaczyłem cię na komisariacie, uznałem, że to dobry znak. Że mamy szansę na to, by lepiej się poznać.
Uśmiechnęli się do siebie. Basia przybliżyła się do niego i pocałowała go krótko w usta. Słowa Roberta bardzo ją ucieszyły, bo to oznaczało, że mężczyzna wierzył, że może im się udać.
Czasami znasz człowieka pięć lat, a tak naprawdę nic o nim nie wiesz – odezwał się po chwili, spoglądając jej głęboko w oczy. – A czasami tylko parę dni, a zdajesz sobie sprawę, że znasz go całe życie.
Pocałował ją delikatnie w czoło i przyciągnął do siebie. Od razu poczuła się bezpieczna w jego ramionach. Cieszyła się, że mężczyzna podzielał jej uczucia i chciał dać im szanse na związek. Bała się tego, lecz musiała zaryzykować. Nie mogła żyć tylko pracą, potrzebowała w życiu zmiany i miała nadzieję, że Robert będzie jej dobrym wyborem. Zdecydowała się nie mówić mu o swoich obawach i to, czy podjęła słuszną decyzję. Było dobrze i chciała, żeby tak pozostało.
~*~
Kiedy obudziła się o ósmej rano, Roberta nie było w łóżku. Przez chwilę myślała, że wczorajsza rozmowa z mężczyzną to tylko jej sen, ale obawa szybko minęła, gdy poczuła w nozdrzach zapach jaj. Ubrała się w pośpiechu i weszła do kuchni. Zobaczyła go z patelnią w dłoni, wykładał jajecznicę na talerze, a kiedy ją zauważył, uśmiechnął się szeroko.
Zrobiłem nam śniadanie.
Pachnie cudownie. – Pocałowała go krótko w usta, siadając do stołu. – I smakuje świetnie – dodała po chwili, kiedy skosztowała dania.
Wkrótce usłyszeli pukanie do drzwi.
Spodziewasz się kogoś?
Basia potrząsnęła głową. Możliwe było, że to jeden z jej sąsiadów, który przyszedł coś od niej pożyczyć.
Otworzyła drzwi, a w progu zobaczyła swojego brata Krystiana. Na jej twarzy pojawiło się zaskoczenie, widząc go tutaj, bo miał przecież przyjechać jutro. I to do domu Darka, a nie do niej.
Nie przywitasz się z bratem – uśmiechnął się szeroko, trzymając w rękach bukiet sztucznych goździków.
Wprowadziła go do środka i uścisnęła mocno, nie widziała go od świąt Bożego Narodzenia. Krystian jako jedyny z ich trójki był bardzo podobny do ojca. Basia i Darek wygląd odziedziczyli po matce, dlatego czasem patrzenie w szare tęczówki brata sprawiało, że powracała do czasów dzieciństwa. Te same czarne jak smoła włosy, owalna twarz i lekko haczykowaty nos – wszystko komponowało się w jedną całość i nie było wątpliwości, że Krystian był synem Artura Florczyka.
Miałeś przyjechać jutro – powiedziała zmieszana, uśmiechając się do brata szeroko. – Skąd taka nagła zmiana?
To miała być dla ciebie niespodzianka – oznajmił wesoło.
I to zaskakująco wspaniała niespodzianka! – rzekła podekscytowana, raz jeszcze wtulając się w pierś Krystiana.
Widzę, że masz gościa. – Mężczyzna spojrzał na Roberta, który wstał od stołu. – Nie przeszkodziłem w czymś – uśmiechnął się figlarnie.
Nie, nie przeszkadzasz. Krystian poznaj mojego… urwała, patrząc na podkomisarza z zakłopotaniem; nie wiedziała, jak go przedstawić. Jeszcze za wcześnie, by mógł być jej chłopakiem, ale też nie był już znajomym. Na szczęście Olszak uratował sytuację.
Jestem przyjacielem Basi, Robert – przedstawił się, wyciągając rękę w kierunku jej brata.
Krystian – odparł z uśmiechem, ujmując jego dłoń.
To nie będę wam przeszkadzał – westchnął, biorąc z wieszaka swoją skurzaną kurtkę. – Widzimy się później – zwrócił się do Basi, która spojrzała na niego przepraszająco. Przybliżył się do niej i pocałował ją w policzek, dając jej tym samym do zrozumienia, że się nie gniewał.
Boski jest – odezwał się wesoło Krystian, kiedy zamknęły się za Robertem drzwi.
Przestań! – skarciła go.
W rodzinie tylko ona i Darek wiedzieli, że Krystian był gejem. Jej brat nigdy nie odważył się powiedzieć rodzicom prawdy. W gruncie rzeczy ojcu i tak już nie powie, więc w niewiedzy została tylko ich matka. Choć sami nie wiedzieli, czy kobieta domyśliła się, że Krystian w dzieciństwie był inny. Mówiło się, że matki wyczuwały takie rzeczy, dlatego albo wiedziała o tym, ale nie chciała przyjąć tego do wiadomości i milczała, albo czekała aż syn sam odważy się jej oznajmić całą prawdę o sobie.
Basia dowiedziała się jako pierwsza, a Darek pół roku później – z trudem przyjął wiadomość o inności swojego brata, lecz jako siostra musiała przywrócić go do pionu. To pewnie z tego powodu dobrze rozumiała sytuację Filipa. Wiedziała, z czym borykał się na co dzień, bo sama miała to na porządku dziennym z Krystianem.
Zaparzyła bratu herbatę i zaczęli długo ze sobą rozmawiać. Musiała nawet powiadomić Andrzeja o tym, że dzisiaj nie przyjdzie do pracy. Na szczęście komisarz to zrozumiał i dał kobiecie dzień wolnego. Choć uprzedził, że jeśli byłby powiadomienie o kolejnym zabójstwie, będzie musiała wstawić się na miejsce.
Dlaczego wciąż się wahasz, by się tutaj nie przeprowadzić? – zapytała Basia. Tak bardzo chciała mieć swoich dwóch braci koło siebie. Wielokrotnie namawiała go, żeby przeprowadził się do Katowic, że w tym mieście miał o wiele więcej możliwości. – Jako nauczyciel angielskiego i niemieckiego z pewnością znajdziesz dla siebie odpowiednią pracę. W Katowicach wciąż poszukują osób z dobrą znajomością języków.
Nie mogę tak zostawić mamy – rzekł, przedstawiając uparcie swoją jedyną wymówkę.
Mama sobie poradzi, jest silna. – To było całkowitą prawdą. Wiele przeszła z ich ojcem, stając się o wiele bardziej wytrwałą i niezależną. – Zresztą, przecież sama namawia cię byś był tutaj z nami.
Nie wiem… zawahał się. – Nie wiem, czy w ogóle się tutaj odnajdę.
Odnajdziesz się – odparła z przekonaniem. – Będziesz miał mnie, Darka, Sarę, Kubę. I możesz mieć Filipa, gdybyś chciał go poznać. Jest przystojny – dodała, uśmiechając się szeroko, na co odwzajemnił jej gest. Wspomniała mu o Sobczyku, bo uznała, że Filip w tym momencie potrzebował kogoś, kto w pełni go zrozumie. Krystian z początku sceptycznie do tego podchodził, ponieważ wspomniała, czym zajmował się mężczyzna, ale Basia skarciła go, mówiąc, że Filip nie miał łatwego życia i powinien to rozumieć.
Pozwolisz, że się jeszcze nad tym zastanowię – powiedział, lekko wyginając kąciki ust do góry. Basia przytaknęła, mając nadzieję, że nie będzie się na tym długo zastanawiał.
Wkrótce postanowili, że pojadą do Darka. Krystian dowiedział się o ciąży Sary, więc był bardzo podekscytowany tym, że zostanie nie tylko wujkiem, ale i ojcem chrzestnym. Basia była tego zdania, że jest jeszcze za wcześnie, by mówić o przyszłym dziecku ich brata, ale nie chciała odbierać wielkiego optymizmu Krystiana. Żywiła nadzieję, że świadomość o tym, że na świat przyjdzie kolejny członek rodziny Florczaków sprawi, że mężczyzna zdecyduje się przeprowadzić do Katowic.
___

 I udało mi się dodać rozdział w moje urodzinki :) 

No i wyjaśniła się kwestia tego, dlaczego Basia tak zaangażowała się w historię życia Filipa, bo z tego co pamiętam któraś z Was w komentarzu napisała, że się nad tym się zastanawiała - no to znamy odpowiedź :) Wiem, że ostatnio dość często poruszam wątki homoseksualne, ale spokojnie, na tym blogu będą one przedstawiane na poboczu, bo tutaj najbardziej skupiam się na relacjach Basi i Roberta, jak i również na sprawach.

Mamy oto koniec części pierwszej i przed świętami ruszamy z kolejną sprawą. 

12 komentarzy:

  1. Rozdział mi sie podobał. Był dobrze napisany, przemyslanie, w opisach sprawy czasem się gubiłam, a tutaj wszystko było, jak byc powinno. W treści tez, poniewaz Baśka postanowiła dać sobie szans.e chyba dobrze, ze bedzie miec partnera, ktory jest policjantem, bo przynajmniej bedą sie rozumieli, jesli chodzi o brak czasu itd. ;). Zaczęło sie od jednorazowej przygody, ale wyrośnie z tego, mam nadzieje, piękne uczucie. Juz wyrasta :). Liczę, ze niedługo Basia nie bedzie miała problemow z przedstawianiem Roberta. Polubilam takze Krystiana ( choc na pvzatku wydawało mi się, ze to on opuszcza mieszkanie zaraz po przyjściu, a to nie miało sensu. Zabrakło imienia w opisie), wydaje sie tryskać energia. Mam nadzieje, ze znajdzie swoje własne szczescie, jak nie z Filipem (nie wiedziałam, ze z Baśki taka swatka), to z kimś innym ;). Czekam na rozpoczęcie kolejnej sprawy

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiedziałam, ja po prostu czułam, że pomiędzy Baśką a Robertem coś musi być na rzeczy! Takie relacje bardzo szybko się rozwijają i to było naprawdę kwestią czasu, żeby w końcu któreś z nich zaczęło czuć coś więcej. Z czasem Baśka nie będzie miała żadnych problemów z przedstawieniem Roberta, jestem tego pewna!

    Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin - spełnienia marzeń!

    Nie mogę się doczekać kolejnej sprawy ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytając ostatnio po jednym rozdziale na każdym z twoich blogów, odniosłam wrażenie, że pisanie tego opowiadania sprawia ci największą przyjemność.
    Cieszę się, że Basia w końcu poszła po rozum do głowy i tak na poważnie przemyślała sobie związek z Robertem. Najbardziej jednak cieszy mnie to, że postanowiła dać szansę temu związkowi, bo widać, że oboje dobrze czują się w swoim towarzystwie.
    Teraz faktycznie bardziej rozumiem zachowanie Basi w związku z Filipem. Swoją drogą nie sądziłam, że z niej taka swatka. No chyba że udzielił jej się pozytywny i romantyczny nastrój, ponieważ sama spotyka się z Robertem :)
    W każdym razie mam nadzieję, że Krystian w bliższej lub nieco dalszej przyszłości znajdzie swoją drugą połówkę oraz powie matce o swojej orientacji seksualnej, a kobieta, jak reszta rodziny, to zaakceptuje, by nie musiał się kryć przed najbliższymi.
    Błędy:
    Znajdowała się tam tylko beżowa kanapa, jeden fotel i regał, na którym stał niewielki telewizor, ramki ze zdjęciami jej rodziny oraz srebrna porcelana. - oraz porcelana (porcelana to porcelana, nie może być srebrna)
    Cieszyła się, że mężczyzna podzielał jej uczucia i chciał dać im szanse na związek. - szansę
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. "Basia była tego zdania, że jest jeszcze za wcześnie, by mówić o przyszłym dziecku ich brata" - Boże, jaka pesymistka z tej Basi. Od razu zakłada najgorsze i nie chce mówić o dziecku, póki się nie urodzi ;p
    Teraz rozumiem, czemu tak bardzo zainteresowała się Filipem. Zaskoczyło mnie, że od razu chce próbować swatać go ze swoim bratem. Zaskoczyła mnie. Ciekawe, czy coś z tego wyjdzie. A swoją drogą Krystian wydaje się naprawdę sympatyczny i ma dobry kontakt z Basią, więc nic dziwnego, że kobieta nalega na jego przeprowadzkę.
    Jestem bardzo zadowolona, że Basia wreszcie przyznała, że nie traktuje Roberta jedynie jako partnera do łóżka. Uff, już zaczynałam się obawiać, że ona serio tak myśli, a nie tylko okłamuje samą siebie, bo była bardzo wytrwała w tym ciągłym powtarzaniu "on niewiele dla mnie znaczy". Robert zdecydowanie jej ufa, widać to chociażby po tym, jak się jej zwierzył z sytuacji, jaka miała miejsce podczas strzelaniny. Zresztą w ogóle Robert jest świetny, więc niech Basia przypadkiem nie próbuje go od siebie odpychać tylko się cieszy, że kogoś takiego spotkała ;))

    Pozdrawiam
    teorainn
    smiertelny-pocalunek

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj, spóźnione wszystkiego najlepszego :)
    Chyba najbardziej w tym rozdziale podobał mi sie mini monolog Roberta. Wydawał się prawdziwy, jakby pisany prosto z serca :) Dobrze, że Basia zaakceptowała poniekąd siebie i przyjęła do wiadomości, że może być szczęśliwa, tym samym dając szansę sobie i Robertowi.
    Jej brat z kolei wydaje się być człowiekiem pełnym optymizmu, choć trochę wycofanym, może przez to, że ukrywa swoją orientację. Może w dalszej części opowiadania poczuje się pewniej i zdecyduje się być bliżej rodzeństwa.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  6. I mamy braciszka, Krystiana! :D
    Fajnie, że rozdział taki lekki i przyjemny. Niby spokojny, przegadany, ale dobrze się czytało :)
    Fajnie, że Basia z Robertem powoli się odnajdują w nowej dla nich sytuacji i są dla siebie coraz bliżsi. Ale ciekawi mnie ta nowa sprawa, którą wymyśliłaś. :D
    Postaram się niedługo zacząć czytać dalej.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Przedstawiasz związki gejowskie w taki sposób, jakby panowała w Polsce ogólna tolerancja. Dobrze wiemy, że tak nie jest. Basia toleruje, Robert nie musi.
    Poza tym dziwi mnie, że ją dziwi, że Robert jej się zwierzył. W końcu jej nawet obcy się zwierzają, a świadkowie to przy niej, jakby na jakiś prochach byli i wyznają prawdę jak na spowiedzi.
    Sprawa zakończona, przechodzę do kolejnej, z nadzieją, że się rozpisałaś w tej. Chodzi mi o to, że chciałabym, by następna była bardziej życiowa, taka doroślejsza. Bo styl masz fajny, język taki prosty, zwyczajny, jaki lubię najbardziej, ale same postacie, wydarzenia i relacje... brakuje im głębi.

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak jak pisałem wcześniej - gejów nie lubię, nie uważam tego za normalne i nie rozumiem jak gej może zostać chrzestnym, a była gdzieś wzmianka o tym, że to Krystian ma nim być. Mało tego, w dalszych rozdziałach wyczytałem, że jest on ateistą. Jeśli Darek jest katolikiem, to powinien wiedzieć, że chrzestny ma za zadanie przekazywać wiarę, siłę by nie zboczyć z tej boskiej drogi, a nie po prostu być super wujkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czemu tak sądzisz :(
      Krystian może i jest ateistą - co wcale nie jest dziwne, skoro Kościół wypiera gejów - ale mimo wszystko jako niemowlę został ochrzczony, co daje mu możliwość stania się ojcem chrzestnym dla przyszłego potomka Darka, skoro Krystian jest jego najbliższą rodziną - BRATEM! Umówmy się.
      Może Twoi chrzestni prowadzili Cię po duchowemu, ale moi jakoś nie przekazywali mi wiary, czy tam siły, by zboczyć z boskiej drogi... Cioci Sabiny nie widziałam od komunii, a wujek Zbyszek jest po prostu... spoko wujkiem! Piszemy ze sobą o wszystkim i o niczym, jednak nie zdarzyło mi się z nim rozmawiać na temat wiary... nawet wtedy, gdy przyjeżdżał do mnie na Śląsk, więc...
      Wybacz, ale przesadzasz!

      Usuń
    2. Nie, właśnie nie przesadzam. Dosyć często tak jest, że rodzice chrzestni nawet nie znają swojej roli, nie przekazują dziecku wiary, czasami nawet tego dziecka nie odwiedzają ani nie wspierają go w trudnych dla niego chwilach. Jednak w założeniu bycie chrzestnym to przekazywanie małemu dziecku, a potem dorosłemu człowiekowi nauk Chrystusa. Tak po prostu powinno być, a to że często jest tak jak być nie powinno, to inna sprawa. Nie czepiam się więc, że w opowiadaniu twoi wierzący, to wierzący tylko z nazwy (zupełnie jak moja żona, jeśli mamy być szczerzy), ale pisząc komentarz piszę według siebie, piszę swoje poglądy i co ja uważam. Dla mnie to po prostu niepojęte, by geja mianować chrzestnym, na dodatek ateistę i on sam, jeśli miałby choć odrobinę honoru i godności, to sam by z tej roli zrezygnował, wiedząc, że jej nie podoła. Według mnie tak powinien zrobić, ludzie jednak nie zawsze postępują jak powinni i bohaterowie też nie muszą (ja np trzymam post, a Tomek z mojego opowiadania już nie i w wigilie je białą kiełbasę oraz bigos z mięsem i kotlety).

      Usuń
    3. To Twoje zdanie, ja mam inne i raczej tego nie zmienię... Jeśli mamy mówić szczerze o wierze, to zostałam wychowana na chrześcijankę, bo rodzice tak zostali wychowani. Co prawda za młodu, gdy chodziło się do szkoły, rodzice pilnowali, abyśmy chodzili do kościoła. Gdy już dorośliśmy, i zobaczyli, że już rzadko to robimy, z początku byli źli, ale potem podeszli do tego z dystansem, bo wiedzieli, że jesteśmy już dorośli i to od nas zależy, jaką drogą pójdziemy...
      Ja nie twierdzę, że Bóg nie istnieje... Wierzę w Niego, wierzę, że istnieje siła, która ma nas pod swoimi skrzydłami, swoją wiarę trzymam głęboko w sercu, modlę się do Boga w cichych kątach mojego pokoju, dziękując mu za to, co mam. Ale nie wierze w Kościół. Nie wierzę w jego ideologię, bo żaden ksiądz, czy inny duchowny, nie będzie mi wmawiał, że jeżeli nie będę chodziła co niedziele do kościoła albo że wierzę, że każdy zasługiwał na miłość, niezależnie od tego, czy jest gejem czy hetero, to przez to pójdę do piekła... bo już takie odzywki od księży zdążyłam się nasłuchać :(
      Każdy przeżywa swoją wiarę o swojemu.

      Usuń
    4. Ale każdy ma prawo do swojego zdania i sam nie lubię, jak ktoś chce kogoś przekabacać na swoją stronę na siłę. Np moja żona, a nawet niektóre dzieci do kościoła nie chodzą (ot święta, na pasterkę czy ze święconką się im zdarzy). Nigdy ich nie zmuszałem. Najstarszy syn nawet bierzmowania nie ma i był przez to problem, by mógł ochrzcić córkę. Pogadałem jednak z księdzem i przeszło, mała chrzest dostała, jej brat też (w tym samym dniu).
      Sam do wiary podszedłem w dosyć dziwny sposób w powieści "Sierociniec przy cmentarzu". Gdy to publikowałem, to znajdowali się tacy co uważali to za herezję, a z ich komentarzy dało się wywnioskować, że w życiu biblii nie przeczytali, dlatego nie mieli pojęcia skąd mi się to wzięło. Za jakiś rok, będę publikował "sierotki" w wersji poprawionej, być może wtedy je przeczytasz. Z pewnością nie przedstawiam księży jako ludzi bezgrzesznych, a Boga jako dobrego tatusia. Z resztą, skoro już jesteśmy w temacie księży, to w tej twórczości Giovanniego jest bardzo dużo pikantnych, ale naprawdę mocno pikantnych historyjek i to te najgorsze, najbardziej bezbożne dotyczą właśnie życia księży i zakonnic. Nawet homoseksualizm jest tam poruszany. Ja oczywiście nie czytałem tych wszystkich 100 nowel, ale niektóre przeczytałem i ja sam się podczas czytania ich czerwieniłem. W porównaniu z tym "50 twarzy Greya" to coś dla dzieci z podstawówki, nawet nie z gimnazjum.

      Usuń

Obserwatorzy