23 stycznia 2016

SPRAWA II „Łowcy dusz” Rozdział 13: Dobre małżeństwo

23 marca 2015r., poniedziałek
Basię obudził telefon. Wygramoliła się sennie z objęć Roberta, który także leniwie otworzył oczy, kiedy tylko usłyszał dźwięk dzwonka. Florczak sięgnęła po komórkę i odebrała połączenie, nie patrząc nawet na wyświetlacz ekranu.
Basiu, jesteś w domu? – usłyszała głos Andrzeja.
Nie – powiedziała zaspana. – U Roberta.
Ok., będziemy po ciebie z Tomkiem za pięć minut. Zgłoszono zabójstwo na Podlesiu.
Florczak westchnęła niezadowolona na wieść o tym, że musiała wracać do pracy. Tak bardzo chciała jeszcze jeden dzień wolnego.
Ten weekend był dla niej niebywały. Spędziła cudowne chwile na weselu przyjaciółki, miała nie tylko swoją rodzinę wokół siebie, ale i również Roberta. Otworzyła się przed nim całkowicie. Wszystkie jej wątpliwości co do ich relacji odleciały w dal, nie pragnęła nic innego, jak tylko czuć jego dotyk na swoim ciele, smakować jego usta i mieć go całkowicie przy sobie.
A teraz trzeba ponownie wracać do szarej rzeczywistości.
Kto dzwonił? – zapytał cicho Robert, kiedy Basia powoli się ubierała. Spędzili dzisiejszą noc aż do czwartej nad ranem, dlatego uśmiechnęła się na widok zaspanego mężczyzny. Wypili także wczoraj trzy butelki wina, więc i poranny kac dawał o sobie znać - zdecydowanie przesadzili z alkoholem.
Twój ojciec – oznajmiła, po czym podeszła do lodówki, by wziąć z niej butelkę wody mineralnej. Upiła łyk, żeby zwilżyć suche usta i postanowiła zabrać ze sobą te źródlane zbawienie dla jej obecnego stanu. – Mamy zgłoszenie zabójstwa.
Też lepiej pójdę na komisariat – powiedział zaspanym głosem. Przeciągnął się i ziewnął niczym lew, po czym wziął z komody swój zegarek, żeby sprawdzić godzinę. – Dochodzi ósma - westchnął. - W biurze pewnie czeka na mnie stos papierkowej roboty. Zapłata za to, że miałem dwa dni wolnego.
Współczuję – rzekła, zmuszając się do uśmiechu. Jej głowa pulsowała, miała wrażenie, że na jej czaszce słonie zrobiły sobie potańcówki. Basia nie pamiętała, kiedy tak się upiła. Nawet na wieczorze panieńskim nie było aż tak źle, niż wieczór, jaki sobie urządzili w domu Roberta zaraz po pożegnaniu się z jej rodziną oraz parą młodą.
Wyszli z mieszkania razem. Basia od razu zauważyła obok klatki schodowej samochód Andrzeja.
Nie będziesz miała mi za złe, jak cię na ich oczach pocałuję? – uśmiechnął się.
Potrząsnęła głową.
Robert złapał ją w pasie i złożył na jej ustach krótki pocałunek. Basia lekko przymrużyła oczy. Pomimo tego, że nie pamiętała niektórych zdarzeń, to jednak ten mały gest podkomisarza sprawił, że w jej głowie pojawiały się obrazy z wczorajszej nocy. Wyraźnie czuła jeszcze ciepło jego ciała, wargi błądzące ślepo po jej skórze – zadrżała na te wspomnienia.
Do zobaczenia później. – Robert zaczął kierować się w stronę komisariatu. – Mam nadzieję, że pójdziemy na strzelnicę w wolnym czasie? Pamiętasz, obiecałaś wczoraj, że się ze mną zmierzysz?
Pamiętam – uśmiechnęła się, choć musiała przyznać się przed sobą, że jednak nie pamiętała, że coś takiego mówiła mężczyźnie. Cieszyła się, że Robert miał mocniejszą głowę od niej. – Na pewno się zmierzymy.
Kiedy weszła do samochodu, siadając z tyłu, przywitała się z partnerami, po czym Andrzej od razu włączył się do ruchu. Po chwili skrzywiła się lekko, bo usłyszała dudniącą w radiu piosenkę, która, jej zdaniem, leciała zbyt głośno.
Panowie, proszę, czy możecie przyciszyć radio? – Basia chwyciła się za głowę, po czym upiła łyk wody mineralnej - tym razem bardzo duży łyk.
Widać wesele się udało – uśmiechnął się szeroko komisarz, spełniając prośbę Basi i pokręcił pokrętłem przy radiu, by ściszyć muzykę.
Ale chyba nie tylko to, prawda? – zaśmiał się Tomek, spoglądając z ukosa na Florczak. – Zawsze ma się niedzielnego kaca po weselu, a nie poniedziałkowego. Pewnie nieźle bawiłaś się z Robertem.
Basia dała mu mocnego kuksańca w ramię. Jończyk zaśmiał się głośniej.
Gdzie dokładnie dokonano morderstwa? – zapytała Basia, chcąc zmienić temat. Nie miała ochoty na przekomarzanie się z Tomkiem. Musiała otrzeźwieć, by w pełni funkcjonować podczas śledztwa.
Okazało się, że będziemy mieli do czynienia z podwójnym zabójstwem – odezwał się po chwili Andrzej. – Wszystko wydarzyło się w domu mieszkalnym, ulica Mieczyków piętnaście, na Podlesiu.
Basia lekko oprzytomniała, kiedy usłyszała nazwę ulicy. Jej brat też tam mieszkał, i to nawet niedaleko, bo numer domu Darka to osiemnaście. Czuła, że dzisiejszego dnia zadzwoni do niej Sara, żeby dowiedzieć się więcej o sprawie, bo z pewnością kobieta zauważy pod domem sąsiadów radiowozy.
Dojechali do Podlesia spokojnie, bez żadnych trudności na drodze. Była poranna godzina, zatem katowickie drogi były puste. Ale wiedziała, że jak tylko wybije na zegarze trzecia popołudniu, zacznie się godzina szczytu.
Wkrótce Basia zauważyła, jak przejeżdżali obok szkoły podstawowej, do której chodził kiedyś Kuba. Wtedy miał naprawdę blisko do szkoły, dziesięć minut i był już przy budynku. W obecnej sytuacji dojeżdżał do gimnazjum autobusem. Nie wybrał żadnej w pobliżu, bo nie mieli aż tak dobrego programu jak szkoła przy ulicy Głowackiego w centrum Katowic. Szkoła była dwujęzyczna, a Kuba bardzo interesował się językami obcymi, co zadowalało Krystiana, bo jej brat jako jedyny w ich rodzinie władał perfekcyjnie angielskim i niemieckim, a francuskiego zaczął się uczyć – chciał pojechać do Francji w lipcu, więc nauka języka była tutaj wskazana.
Z rozmyśleń wyrwał ją dźwięk dzwonka w telefonie. Spojrzała na wyświetlacz - tak jak przypuszczała, dzwoniła jej szwagierka. Odebrała połączenie w momencie, gdy Andrzej zaparkował przed domem, w którym dokonano zabójstwa.
Basiu, czy wiesz może coś na temat policji znajdującej się u Mikulskich? – zapytała od razu na wstępie. A gdzie słowo cześć lub dzień dobry? Choć i tak nie zdziwiła się jej zachowaniem, ona postąpiłaby podobnie, a nawet poszłaby zobaczyć, co się stało.
Właśnie dojechałam na miejsce, porozmawiamy później – oznajmiła krótko.
Jesteś z Wydziału Zabójstw, więc oni… urwała.
Saro, muszę kończyć – powiedziała szybko, przeklinając siebie, że powiedziała kobiecie o swojej obecności tutaj. – Zobaczymy się później. – I rozłączyła się, miała nadzieję, że to zrozumie. Liczyła też, że nie przejęła się aż tak bardzo. – Nasi denaci to pewnie państwo Mikulscy – oznajmiła, kiedy weszli do środka. Mężczyźni spojrzeli na nią zdezorientowani. – Mój brat mieszka niedaleko, szwagierka zadzwoniła, bo zauważyła radiowozy – wyjaśniła.
Mieszkanie było pięknie urządzone. Jasne panele, ciemnobrązowe meble i skórzane fotele. W domu panował chaos, technicy zabezpieczali ślady i przeszukiwali całe wnętrze mieszkania. Miejscem zbrodni był salon: dwójka zamordowanych, wyglądających na pięćdziesiąt lat, leżała na plecach prawie obok siebie, pan Mikulski leżał głowę nieco wyżej. Mężczyzna miał siwe włosy, orli nos oraz mocne rysy twarzy, natomiast jego żona posiadała mały, zgrabny nos, pieprzyk na lewym policzku oraz brązowe włosy, z ledwością dostrzegając siwe kosmyki. Florczak zauważyła, że zgon nastąpił w wyniku ciosu nożem w serce – zaschnięta krew poplamiła białe koszule zmarłych. Jeden precyzyjny cios u mężczyzny, jak i kobiety. Długosz klęczał pomiędzy ofiarami i spisywał dane na dokument. Tym razem Basia zobaczyła go w czarnym garniturze i jasnej koszuli. Gdy patolog zauważył policjantów, przywitał się, po czym wrócił z powrotem do pisania.
Niebawem sierżant Szymczyk zjawił się przy nich ubrany w czarny mundur i od razu zaczął zdawać pierwsze relacje.
Nasi denaci to Zofia i Roman Mikulscy. Ciała znalazła gospodyni, Teresa Woźniak, przychodzi tutaj o siódmej. Bardzo mocno to przeżyła, więc dostała środek uspokajający, za chwilę będzie można ją przesłuchać, jest w kuchni.
Trzeba zabrać się za przesłuchania pobliskich sąsiadów, może ktoś zauważył obcego, który kręcił się przy domu Mikulskich – oznajmił Dawidowi Andrzej. – Zajmij się tym.
Tak jest, komisarzu – zasalutował jak żołnierz i odmeldował się.
Co masz, Bartku? – zwrócił się teraz do patologa.
No cóż, ci państwo zmarli wczoraj wieczorem pomiędzy dziesiątą a jedenastą. Jeden precyzyjny cios nożem w serce u mężczyzny, jak i kobiety. Zakładam więc, że sprawca wiedział, gdzie znajduje się serce.
Policjanci zaśmiali się głośno.
Wiesz, Bartku, to jest naprawdę zbrodnia, że z takim poczuciem humoru marnujesz się w swojej branży – powiedział rozbawiony Tomek. Patolog wzruszył jedynie ramionami. – A coś więcej możesz nam powiedzieć?
Na razie musicie zadowolić się tym, co wam przekazałem. Resztę powiem, jak ci państwo się przede mną otworzą – uśmiechnął się, wstając z klęczek. – Skończywszy swoje, ulatniam się niespostrzeżenie – rzekł teatralnym głosem i opuścił miejsce zbrodni.
Wkrótce poszli do kuchni, by przesłuchać gosposię. Kobieta siedziała przy stole, który znajdował się na środku pomieszczenia. Pani Woźniak miała okrągłą twarz i jasne włosy. Wciąż płakała, co chwilę przecierając swoje ciemne oczy chusteczką. Zadrżały jej ręce, gdy upiła łyk wody z plastikowego kubka.
Możemy zadać pani kilka pytań? – zapytał Olszak.
Kobieta w odpowiedzi kiwnęła głową.
Czy ktoś szantażował Mikulskich lub życzył im śmierci?
Skądże – jęknęła pani Woźniak. – Państwo Mikulscy są… znaczy byli dobrymi ludźmi. Zawsze pomagali innym, udzielali się charytatywnie.
A czy pomiędzy małżonkami dochodziło do kłótni?
Nie – znów zaprzeczyła. – Byli dobrym małżeństwem. Co roku planowali wycieczki po Europie, tak bez okazji. Mieli za dwa tygodnie jechać do Włoch.
A czy Mikulscy mają jakąś rodzinę?
Tak – odparła. – Pan Roman ma młodszego brata, który mieszka we Wrocławiu. Boże, co się stanie, gdy pan Seweryn się dowie – westchnęła, kładąc dłonie na policzkach. – Ach, bym zapomniała – dodała po chwili. – Mikulscy mają syna, ale o nim się nie mówi.
Dlaczego? – zapytali w tym samym momencie Basia i Tomek.
Osiem lat temu ich syn Damian zbuntował się i wyprowadził się z domu. Państwo Mikulscy rozpieszczali chłopaka, był jedynakiem, więc miał to, co chciał. Nie sprawiał kłopotów, ale wszystko zaczęło się psuć, gdy pod koniec liceum wpadł w złe towarzystwo, przez co miał problemy z prawem. Nie wiem za co zatrzymała go policja, no ale właśnie po tym incydencie uciekł z domu. Mikulscy starali się go przekonać, żeby wrócił, ale Damian nie chciał. Potem słuch o nim zaginął, szukali go cały czas, lecz bezskutecznie. Dopiero niedawno okazało się, że należy do jakiejś sekty.
Sekty? – zdziwił się Andrzej. – Do jakiej sekty?
Tego nie wiem – potrząsnęła głową. – Starali się go przyprowadzić do domu, ale Damian się ich wyrzekł, nie chciał ich znać. Ta sekta zmieniła chłopaka. Wiedzą państwo co powiedział własnej matce? Odejdź, kobieto, nie znam cię. Jak coś takiego można było powiedzieć?
Niebawem do kuchni wszedł jeden z umundurowanych policjantów.
Komisarzu, znaleźliśmy coś interesującego.
___

Dodaję rozdział późno, bowiem nie miałam czasu, żeby go poprawić - ostatnio miałam dużo roboty w pracy. Byłabym wdzięczna o napisanie błędów, które jeszcze zauważyliście, bo pomimo tego, że sprawdzałam rozdział kilkakrotnie, to mam ciągłe wrażenie, że coś jest nie tak...

Kolejny rozdział pojawi się dopiero pod koniec lutego, z początkiem marca, bo czeka na mnie dużo pracy przy organizacji występów, w lutym mamy aż 4 przedstawienia, więc nie będę miała czasu, żeby porządnie sprawdzić rozdziału. Za wszelkie zaległości u Was już z góry przepraszam.
  

10 komentarzy:

  1. Po pierwsze,cieszę się, ze Basia pozbyła się watpliwości, jesli chodzi o zwiazek z Robertem, mam nadzieję, ze te juz nie powrócą. No i fajnie, ze juz cały komisariat wie. Pewnie będzie zabawnie. Po drugie, dobrze, że jest nowa sprawa, cźekalam na nią. Tylko nie rozumiem, dlaczego policjanci nie jechali w korku, skoro było dopiero po ósmej. No ale szczescie dla nich. Jesl chodzi o morderstwa, nie mozna powiedzieć, zeby syn nie był podejrzany, ale zapewne to byloby za łatwe, jestem bardzo ciekawa, co wymyślisz. Dziwi mnie, ze żadne z nich nie miało siwych włosów, choćby cźesciowo, skoro mieli juz po pięćdziesiątce. Jesli chodzi o styl, czasem coś zgrzytało,ale chyba najbardziej mnie denerwowały te trzy wtrącenia w nawiasach, zlikwiduj je ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy powrócą wątpliwości, tego nie mogę zdradzić ;)
      Cały komisariat to może nie, na razie tylko zespół Basi;)
      Syn Mikulskich będzie miał dość duży wpływ na sprawę, ale czy zabił.... no, tego nie mogę zdradzić :)

      Dziękuję Ci, kochana, za wypisanie błędów, już je poprawiłam ;*

      Dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  2. No no, zapowiada się ciekawe. Może Basia zasięgnie pewnych informacji o ofiarach od swojej rodziny, skoro byli sąsiadami? I czy ich śmierć może mieć coś wspólnego z tą sektą, do której nalezał ich syn? Wydaje mi się, że Mikulscy nie byli biedni, co roku wycieczki po Europie, w planach wyjazd do Włoch... Możliwe, że chodziło o jakieś pieniądze dla sekty, ale czy to nie byłoby za proste? Może to tylko taki fałszywy trop, który nam podsuwasz :D
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może Basia zasięgnie pewne informacje od rodziny, może nie... dowiemy się w kolejnych rozdziałach :)
      Z pewnością Sekta, w której przynależy Damian będzie miał znaczenie... Policjanci zbadają ten trop... ;)

      Dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  3. Jakie to było słodkie jak Robert zapytał się Basi czy może ją tak pocałować przy wszystkich! Cieszę się, że w ich życiu, a szczególnie w życiu Basi wszystko się ustabilizowało i już nie zaprząta sobie głowy gdybaniem tylko bierze z życia to co ma najlepszego! ;) Będę im kibicować!
    A co do samej sprawy, syn będzie chyba za łatwym tropem, prawda? Ale jestem niezwykle ciekawa jak się całe śledztwo rozwinie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się, że Basia wreszcie wyzbyła się wszelkich wątpliwości względem Roberta i postanowiła się przed nim otworzyć i całkowicie mu zaufać. Ogromnie irytowało mnie to jej powtarzanie z uporem, a właściwie okłamywanie samej siebie, że z Robertem nie łączy ją wiele ponad fizyczną przyjemność.
    Oj, dzień w pracy na kacu, nic przyjemnego. Poza tym ofiary w pewien sposób są związane z Basią, więc cała sprawa będzie dla niej okropna. Co prawda osobiście nie znała ofiar, ale za to szwagierka chyba miała z nimi dobry kontakt, skoro tak się przejęła. Zresztą to musi być straszne - świadomość, że tuż obok ktoś dokonał morderstwa z zimną krwią. Zastanawiam się, co takie zgodne i idealne (przynajmniej na pierwszy rzut oka) małżeństwo mogło komuś zrobić. Jakoś wątpię, żeby zabójcą był ich syn. Skoro nie chciał mieć z nimi nic wspólnego, to na pewno nie próbowałby ich zabijać, tylko żyłby, jakby nie istnieli. Ale ciekawa jestem, o co chodzi z tą całą sektą.

    Pozdrawiam
    teorainn
    smiertelny-pocalunek

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobrze, że Basia pozbyła się wątpliwości związanych ze związkiem z Robertem. Przynajmniej na chwilę obecną, bo coś mi mówi, że przy jej osobowości i takim podejściu do związków, jaki miała wcześniej, one jeszcze powrócą, szczególnie gdy ten związek stanie się jeszcze poważniejszy i pojawią się tematy związane ze wspólnym mieszkaniem czy małżeństwem. Chociaż coś mi mówi, że Basia może też pod wpływem chwili wyskoczyć z jakąś niedorzecznością, że to jednak opiera się tylko i wyłącznie na fizyczności. Ale cieszę się, że teraz są szczęśliwi i nikt nie myśli o głupotach :)
    Kolejna sprawa i znów niezwykle poważna. Na pierwszy rzut oka oczywiście najbardziej podejrzany jest Damian i sekta, do której należy (należał?). Z drugiej jednak strony wydaje mi się, że nie będzie to miało bezpośredniego związku z morderstwem, bo policjanci zbyt szybko się o tym dowiedzieli.
    Moją uwagę zwrócił też tytuł rozdziału i zastanawiam się, czy państwo Mikulscy rzeczywiście byli tak "dobrym małżeństwem", jak twierdziła pokojówka. Może tylko stwarzali takie pozory i to właśnie w tym miejscu należy szukać rozwiązania sprawy. Chyba że to ja zaczynam już nainterpretować i tytuł to po prostu tytuł, który akurat pasował.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cześć! Dawno mnie tutaj nie było, powoli nadrabiam Twoje opowiadanie. Na razie przeczytałam najnowszy rozdział, w sumie to niewiele wiem :D. Ale widzę, że Baśka trochę odżyła :>. Muszę przeczytać rozdział o ślubie. Wiadomo też, jak to ja, najbardziej ciekawi mnie wątek syna zamordowanych i ta sekta. Jestem ciekawa, jak to opiszesz, mam nadzieję, że uda Ci się zrobić to w sposób przejrzysty i dobry :>.
    Pozdrawiam bardzo ciepło :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie chcę przyklejać łatki i oceniać z góry, ale nie ma dobrych małżeństw. Nie dziwi mnie więc reakcja syna na matkę. Chciałabym jednak dowiedzieć się co skłoniło go, by przystał do tego złego towarzystwa, a potem wstąpił do sekty. W ogóle syn tego "dobrego małżeństwa" ma takie samo imię jak mój mąż. Aby było zabawniej on też kiedyś własnej matce powiedział, że jej nie zna. Tak więc można tak matce powiedzieć, można i wcale nie oznacza to, że osoba, która tak mówi jest złą do szpiku kości osobą czy że jest nieludzka. Czasami człowiek zostaje tak mocno skrzywdzony przez najbliższych, że łatwiej jest z siebie wyplenić iż w ogóle się ma najbliższych, niż im wybaczyć czy nawet zacząć ich nienawidzić. Obojętność jest dla jednych trudniejsza, dla drugich prostsza. Psycholodzy obierają dwie drogi, jedni mówią, by nie odcinać korzeni, inni by wyrywać chwasty. Może syn twoich denatów wybrał wyrwać chwasty, może rodzicami wcale nie byli takimi dobrymi jak przedstawia to gosposia, która jakby nie patrzeć właśnie straciła pracę, być może coś z tego domu próbuje wynieść, a policjanci, jak dzieci, wcale się jej skrupulatnie nie przyglądają i nie mają takich przypuszczeń jak choćby ja, a ja przecież szary człowiek jestem, bez odznaki, a jednak bardziej czujna ze mnie istotka niż z twojej Basi. Choć może oni faktycznie skacowani. Najprościej zrzucić winę na alkohol.

    OdpowiedzUsuń
  8. Cieszę się, że rozpoczynasz nową sprawę. Liczę na to, że te nowe postacie będą bardziej złożone. Póki co ciągle dostrzegam takie kolorowanie szarej polskiej rzeczywistości, często robisz to tak na siłę, że wychodzi karykaturalnie.
    Podziwiam Kubę i jego zdolności językowe. Krystiana zresztą też. Moja żona potrafi języków uczyć się sama, a ja nawet po kursach, po angielsku mówię jak Kali (słynne "Kali jeść, Kali pić").

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy