22 marca 2016

SPRAWA II „Łowcy dusz” Rozdział 14: Majątek firmy

23 marca 2015r., poniedziałek
Znaleźliśmy to na komodzie w sypialni – oznajmił umundurowany policjant i przekazał pocztówkę komisarzowi.
Andrzej zaczął czytać na głos:

Tu odnalazłem spokój i Boga. I tu chcę zostać.
Do domu nie wrócę.
Zostawcie mnie w spokoju
albo spadnie na Was kara Boska i dosięgnie Was karzący gniew.

Mocne – powiedział Tomek. – Gdzie nadano wiadomość?
Lędziny – oznajmił. – Trzeba będzie się tam wybrać, ale najpierw musimy sprawdzić, co to w ogóle za sekta. Wracamy na komisariat, trzeba sporządzić dokładny plan śledztwa.
~*~
Biała tablica była już przygotowana – zdjęcie denatów znalazło się na środku, a na lewej stronie Andrzej przyczepił zdjęcie Damiana, które dała im Teresa Woźniak. Syn Mikulskich miał jasne włosy, niebieskie oczy oraz mocne rysy twarzy, mocno przypominając swojego nieżyjącego ojca. Zdjęcie zostało zrobione osiem lat temu, ale przypuszczali, że przez ten okres czasu aż tak wygląd chłopaka się nie zmienił.
Przywiesili również zdjęcie gospodyni – znalazła się w lewym kącie na dole choć obecnie komisarz nie brał jej poważnie pod uwagę. Kobieta sprawiała wrażenie bardzo wstrząśniętej, ale istniało prawdopodobieństwo, że mogła udawać poruszoną śmiercią pracodawców, żeby tylko ich zmylić. Jaki miałaby motyw? Złe traktowanie? Kradzież? Dopiero śledztwo przekona policjantów, czy jakiś dowód doprowadzi ich do pani Woźniak.
W biurze pojawił się Michał Broll. Przyszedł osobiście dowiedzieć się czegoś więcej na temat zabójstw, co Basię nie zdziwiło, bo z tego co się dowiedziała, firma Mikulskich od lat sponsorowała wiele fundacji, sądy, jak i policję. Dlatego oprócz prokuratora, do ich biura zawitał również naczelnik komisariatu – Ryszard Konieczny, sześćdziesięciopięcioletni policjant, który kiedyś współpracował z Andrzejem. Miał siwe włosy, czarne zapadnięte oczy oraz zmęczoną twarz, na której widoczne były liczne zmarszczki.
Kiedyś wyglądał inaczej – był bardziej wysportowany i chudszy. Wszystko zaczęło się zmieniać, odkąd rok temu zmarła mu żona na raka piersi. Nie mógł pogodzić się z jej śmiercią i całkowicie się załamał, nie mieli dzieci, więc został w zupełności sam. Siedział głównie w swoim gabinecie, nie wychodząc w ogóle do swoich podwładnych, a co dopiero pojechać na jakąś akcję. Przychodził do pracy zawsze o siódmej, a wychodził o piątej – i tak na okrągło. Żył we własnym schemacie. Pojawiał się jedynie wtedy, gdy było to naprawdę koniecznie. Mikulscy sponsorowali jego komisariat, więc zapewne chciał znać każdy szczegół dotyczącej tej sprawy. Siedział nieruchomo jak posąg obok biurka Jończyka i słuchał relacji policjantów.
Na początku musimy dowiedzieć się jak najwięcej o tej sekcie – powiedział Andrzej. – Zadzwoniłem do żony, żeby sprawdziła, czy nie pisali na ich temat w gazecie, ostatnio takie sprawy są głośne. Czekamy na wiadomości, dlatego teraz chcemy przyjrzeć się firmie Mikulskiego, a także Damianowi. Gosposia wspominała, że miał jakieś kłopoty z prawem, więc musimy to sprawdzić. Szymczyk z innymi przesłuchują sąsiadów.
To działacie, komisarzu – odparł Konieczny, wstając z miejsca. – Chcę być informowany na bieżąco w tej sprawie.
I wyszedł.
Dobra – westchnął Michał. – Mnie też informujcie o sprawie. Gdybyście potrzebowali nakazu, wiecie gdzie mnie szukać. Aha – zawołał, zatrzymując się w połowie drogi. – Jan Spychała został wczoraj oficjalnie oczyszczony z zarzutów, a Flaszyński i Rudy dostali dożywocie. Uśmiechnął się, po czym również wyszedł z biura.
Andrzej oznajmił podwładnym, że czas pojechać do firmy Romana Mikulskiego.
~*~
Zakład Deltex znajdował się przy ulicy Sokolskiej, niedaleko dworca autobusowego. Olszak postanowił, że się rozdzielą – Tomka wysłał na halę produkcyjną, żeby pogadał z pracownikami i kierownikiem wydziału, a Andrzej i Basia poszli do dyrektora finansowego, Wiktora Cichonia, który, jak dowiedzieli się na portierni, zastępował prezesa Mikulskiego w czasie jego nieobecności w firmie.
Dzień dobry – odezwał się Andrzej do młodej brunetki o ciemnych oczach. Sekretarka dyrektora spojrzała na policjantów, odrywając się od pracy przy komputerze. Kobieta miała na sobie czarną garsonkę, białą bluzkę oraz apaszkę, dopasowaną idealnie pod kolor jej oczu. – Jesteśmy z policji – pokazali sekretarce odznaki. –  W portierni powiedziano nam, że tutaj zastaniemy pana Cichonia.
Nim kobieta odezwała się, z pokoju tuż obok jej stanowiska pracy wyszedł mężczyzna w średnim wieku o chudej posturze i ciemnych włosach. Miał na sobie czarny garnitur i białą koszulę.
Pani Aniu, wychodzę na lunch, więc gdyby… urwał. Stanął w miejscu, kiedy ich zauważył.
O, panie dyrektorze, policja do pana.
Komisarz Andrzej Olszak, a to podkomisarz Barbara Florczak – rzekł stanowczym głosem, po czym pokazali Cichoniowi odznaki. – Jesteśmy z Wydziału Zabójstw.
Z Wydziału Zabójstw? – zapytał zaskoczony.
Chodzi o Romana Mikulskiego i jego żonę – powiedział Andrzej po krótkiej ciszy. – Wczoraj wieczorem zostali zamordowani.
O mój Boże! – przeraziła się sekretarka, zatykając sobie usta dłonią.
Zamordowani? – rzekł zdezorientowany Cichoń. – Wiadomo kto to zrobił?
Prowadzimy dochodzenie, więc chcemy zadać panu parę pytań.
Oczywiście, proszę do środka.
Cichoń zaprowadził ich do swojego gabinetu. Pomieszczenie było średniej wielkości, ściany pomalowane zostały na błękitny kolor, a podłoga wyłożona jasnymi panelami. Naprzeciwko stało biurko, czarny skórzany fotel oraz dwa krzesła dla gości, z tyłu miał widok na miasto z trzeciego piętra. Po lewej i prawej stronie znajdowały się regały z segregatorami i luźnymi dokumentami.
Andrzej i Basia usiedli naprzeciwko dyrektora. Florczak zauważyła na biurku zamknięty laptop, przybory do pisania w pojemniku, lampkę oraz zdjęcie. Zobaczyła na nim uśmiechniętą dziewczynkę o blond kosmykach, dałaby jej cztery lata, starszego o parę lat czarnowłosego chłopca oraz kobietę, która obejmowała ramionami dzieci – miała błękitne oczy i krótkie, jasne włosy. Domyślała się, że to zapewne rodzina mężczyzny.
Napijecie się państwo kawy? – zaproponował policjantom.
Nie, dziękujemy, nie zajmiemy dużo czasu – odparł Olszak. – Proszę nam powiedzieć, jakim człowiekiem był Mikulski?
Był bardzo uczynnym, ale i też wymagającym szefem. Doskonały ekonomista i biznesmen, firma pod jego nadzorem nagromadzała spore zyski. Jako prywatny człowiek był raczej spokojny, towarzyski, no i bardzo rodzinny, kochał żonę i syna.
A jakie pan miał relacje z Mikulskim?
Przyjaźniliśmy się, znaliśmy się jeszcze ze czasów studiów. Roman zatrudnił mnie jakieś piętnaście lat temu. 
Mówi pan, że zakład dobrze prosperuje?
Tak – przytaknął. – Nie czas temu weszliśmy na unijny rynek, kondycja firmy jest bardzo dobra i zwiększa swoje obroty z roku na rok.
A ile wart jest ten zakład?
Sporo, kilkanaście milionów euro.
A kto odziedzicza tę fortunę? – zapytała zbita z pantałyku Basia.
Z tego co wiem Roman nie sporządzał testamentu, więc wszystko będzie należeć do ich syna Damiana.
Czyli miał motyw – powiedziała cicho Basia do Andrzeja, który przytaknął.
Co? Damian? – zdziwił się Cichoń. – Nie sądzę, by był zdolny zabić swoich rodziców. Owszem, Roman i Zosia mieli z nim problemy wychowawcze, ale nie był agresywny. Długo się trzymał matczynej spódnicy, a potem poszedł w drugą stronę, próbował się wyrwać spod kontroli, był bardzo podatny na wpływ innych… bardzo złe wpływy.
A gdzie pan był wczoraj wieczorem pomiędzy dziesiątą a jedenastą? – zapytał komisarz.
Byłem w domu – oznajmił pewnie. – Położyłem córkę spać, a potem z żoną oglądaliśmy film. Nie wiem, czy to ważne, ale… – dodał po chwili, urywając zdanie w połowie.
Proszę mówić, wszystko może okazać się dla nas istotne.
Wczoraj wieczorem, było jakoś przed dziesiątą, zadzwoniłem do Romana, by omówić z nim pewną kwestię finansową. Powiedział, że nie może ze mną rozmawiać, bo ma gościa, który przywiózł mu wiadomość o Damianie. W jego głosie wyczułem podekscytowanie.
Dziękujemy za informacje – rzekł Olszak. – Gdyby pan jeszcze sobie coś przypomniał, oto moja wizytówka. – Podał mężczyźnie kartonik z numerem.
Oczywiście – oznajmił. – A czy ktoś już powiadomił brata Romana, Seweryna? – zapytał na koniec policjantów.
Tak, ma przyjechać jutro popołudniu.
~*~
Kiedy jechali na komisariat, Tomek powiedział im, że pracownicy i kierownik produkcji bardzo szanowali prezesa. Był surowy, ale wiedzieli, że to właśnie dzięki niemu mieli tę robotę. Uczciwy i porządny człowiek – tak opisywali swojego szefa. Zastanawiali się więc, kto mógł zabić Mikulskich, skoro wszyscy uważali ich za dobrych ludzi. Nie mniej jednak musieli sprawdzić każde alibi pracowników, dlatego do tego zadania wyznaczył sierżanta Szymczyka, aby wraz z kolegami przesłuchali świadków. Była spora lista, lecz nie mieli wyboru, musieli sprawdzić każdego.
Na komisariacie byli piętnaście minut później.
Panie komisarzu – zwrócił się do niego oficer dyżurny, młody policjant o jasnej czuprynie i brązowych oczach. – Żona do pana przyszła i jest w biurze.
Dziękuję za wiadomość, Sławku.
Kiedy Basia usłyszała słowa młodego policjanta, poczuła, jak jej serce przyspieszyło – po raz pierwszy będzie miała bliższą styczność z matką Roberta. Od pięciu lat, czyli odkąd zamieszkała w Katowicach, nigdy nie poznała osobiście żony komisarza. Andrzej był skryty, jeśli chodziło o prywatne życie, i bardzo cenił swoją prywatność. W dodatku Robert wiedział, że nie poznała jeszcze do tej pory jego matki – powiedziała mężczyźnie o tym na weselu Magdy. Wtedy młody Olszak uznał, że skoro on poznał jej matkę, to teraz kolej na Basię.
Nie spodziewała się jednak, że będzie to akurat dzisiaj.
___

5 komentarzy:

  1. Hehe, fajnie splotłaś wątek prywatny z przeprowadzeniem śledztwa. Mały element zaskoczenia, myślałam, że już nic spoza śledztwa się nie pojawi. Tymczasem sekta, w tym przede wszystkim Damian, wydaje się jak na razie najbardziej podejrzana. Chociaż z listu wynika bardziej, że Damian po prostu uciekł z domu, żeby poświęcić się innym "rozrywkom".
    Czekam na dalszy rozwój wydarzeń :)

    nie żyjącego ojca. - nieżyjącego

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Prawie cały rozdział skupiał się na kolejnej sprawie. Muszę przyznac, ze juz od początku komplikujesz, niby normalne starsze małżeństwo, ale...po pierwsze dziwne relacje z jakas sekta, ponadto spory, jak sie okazuje, majątek, no i interesująca postac syna... Ciekawe, co z tego wyniknie. Aż się zastanawiałam, czemu nie ma perpsektywy Basi ani wlasciwie nic o niej,ale końcówka mi to wynagrodziła w jakiś sposob... Ciekawe, jak przebiegnie jej pierwsze spotkanie z, mam nadzieję, przyszła teściowa xD życzę powodzenia :) jesli chodzi o bkędy, rzucił mi się "nie żyjący", powinno byc łącznie

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubisz mieszać, co? :D Ale to dobrze, bo to znaczy, ze Ty trzymasz rękę na pulsie, a my, czytelnicy, możemy obgryzać paznokcie zastanawiając się co też to może być ;) Ale jestem bardzo ciekawa jak będzie wyglądało spotkanie z rodzicielką Roberta! :D

    Buźka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Seweryn czy Ksawery? Wydaje mi się, że gdzieś wcześniej mignął mi Ksawery.
    Ta dziewczynka o blond włoskach by mnie zainteresowała. Wydaje mi się, że nie dałaś tego do opowiadania specjalnie, jeśli byłby to jakiś nieważny element ozdoby. Być może to córka Damiana? Ile on tak właściwie ma lat?

    OdpowiedzUsuń
  5. Sądzą, że przez osiem lat się nie zmienił? Przez ten czas można wyglądać zupełnie inaczej, zwłaszcza, gdy żyje się na ulicy, czy w jakieś sekcie, można schudnąć, pofarbować włosy, zmienić sposób ubierania, nabawić się blizn.
    Ciekawi mnie jak poprowadzisz tę sprawę, więc przejdę do kolejnego rozdziału, bo szczerze mówić spodziewałam się bankructwa firmy, a tu... proszę, wszystko się rozwija pozytywnie.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy