18 maja 2016

SPRAWA II „Łowcy dusz” Rozdział 15: Powoli

23 marca 2015r., poniedziałek
Cześć, kochanie – przywitał się z żoną Andrzej, całując ją w policzek.
Basia musiała przyznać, że matka Roberta wyglądała uroczo. Miała jasne włosy do ramion, brązowe oczy, które kryły się za okularami w czarnej oprawie, oraz usta pomalowane jasnoróżową szminką. Ubrana była w ciemną garsonkę oraz białą koszulę. Florczak poczuła się lekko skrępowana jej obecnością, Gabriela Olszak prezentowała się bardzo elegancko.
Wybacz, Andrzeju, że przychodzę tutaj, ale byłam w okolicy, więc pomyślałam, że do ciebie wpadnę i opowiem ci o tej sekcie. A my się chyba jeszcze osobiście nie znamy – zwróciła się do Tomka i Basi. – W domu mąż wiele o was mówi.
Gdy to powiedziała, Andrzej wywrócił oczami.
Mamy nadzieję, że same miłe rzeczy – uśmiechnął się Jończyk. – Podkomisarz Tomasz Jończyk – przedstawił się, całując wierzch jej dłoni.
A ty pewnie jesteś Basia – rzekła pani Olszak, patrząc na nią pogodnie. – W końcu mogę cię poznać, Robert tyle mi o tobie opowiadał.
Naprawdę? – odezwała się lekko speszona. Dałaby sobie rękę uciąć, że jej dłoń była spocona i kobieta z pewnością to wyczuła. – Podkomisarz Barbara Florczak.
Gabriela usiadła przy biurku Andrzeja, wyjęła ze swojej torebki białą teczkę i podała je mężowi.
Sekta z Lędzin to wspólnota religijna o nazwie Eden. Ich założyciel to Ireneusz Soboń, który jedenaście lat temu oznajmił wszystkim, że dostał od Ducha Świętego dar uzdrawiania przez dotyk. Od tamtej pory gromadzi wokół siebie wiele wiernych, było o nim głośno przez długi czas. W teczce znajdziecie wszystkie artykuły na ten temat, no i także podałam wam imię i nazwisko księdza, który założył fundację do udzielenia pomocy ludziom, którzy… jakby to powiedzieć… wyrwali się spod władzy Sobonia. I nie tylko od niego, bo takich proroków, jak to siebie nazywają, mamy w naszym kraju na pęczki.
Dziękuję, Gabrysiu, bardzo nam pomogłaś – uśmiechnął się Andrzej.
Mam nadzieję, że powiesz mi później coś więcej o tej sprawie?
Masz to jak w banku – zapewnił ją.
Dobrze, w takim razie nie przeszkadzam w pracy – oznajmiła, wstając z krzesła. – Liczę, że po zakończeniu sprawy przyjedziecie z Robertem do nas na kolacje i poznamy się lepiej – uśmiechnęła się w stronę Basi, która, nie wiedząc co powiedzieć, kiwnęła jedynie głową.
Po wyjściu żony Andrzeja nastała niezręczna cisza. Florczak nie wiedziała, jak teraz zachować się w obecności szefa. Czuła, że jej policzki płonęły ze wstydu.
To ja może dowiem się czegoś więcej o tym Soboniu – przerwała to narastające napięcie, które wisiało w powietrzu. Usiadła przy biurku, by wziąć się do pracy.
W takim razie ja pójdę do Łukasza – oznajmił Tomek. – Może coś znalazł na laptopach u Mikulskich. Zobaczę też co z bilingami.
Kiedy Jończyk wyszedł, Olszak usiadł przy swoim biurku, przez chwilę przeglądając się wycinkom z gazet, które przyniosła jego żona. Basia obserwowała go badawczo kątem oka; wyjął jeden wycinek z wizerunkiem Sobonia i umieścił fotografię mężczyzny na tablicy, tuż obok zdjęcia dyrektora finansowego. Cichoń sprawiał wrażenie niewinnego, bardzo przejął się śmiercią swojego przyjaciela, ale nie mogli go całkowicie wykluczyć z listy podejrzanych. Pomimo tego, że jego małżonka powiedziała policjantom o obecności męża w domu w czasie, kiedy dokonano zabójstwa, to i tak było to za mało, by całkowicie potwierdzić alibi mężczyzny, przynajmniej za mało dla prokuratury i sądu. Bądź co bądź, każda żona będzie kryła swojego męża nawet wtedy, gdy okazje się być sukinsynem. Basia akurat wiedziała o tym najlepiej, bo wielokrotnie widziała, jak jej matka znosiła złe humory męża. Bił ją, a pomimo wszystko nadal z nim była – a dlaczego – ponieważ go kochała.
O prawdomówności Cichonia zależały bilingi rozmów, bo jeżeli okaże się, że mężczyzna rzeczywiście dzwonił do Mikulskiego przed dziesiątą, to raczej dojechanie z Rybnika do Katowic w półgodziny graniczyło z cudem – wtedy będą mogli go skreślić z listy podejrzanych.
Przez chwilę Olszak stał bez ruchu, spoglądając na wszystkie zdjęcia z wielką uwagą. Basia dałaby sobie rękę uciąć, że w tym momencie komisarz zastanawiał się nad powiązaniami tych wszystkich ludzi.
Niebawem zerknął na Florczak – zauważywszy to, szybko spojrzała na monitor komputera.
Basiu, porozmawiajmy – usłyszała. Zerknęła ponownie na Olszaka, oparty był o swoje biurko, a ręce miał skrzyżowane na piersi. Przełknęła głośno ślinę. – Zwykle nie poruszam kwestii prywatnych, lecz… tu chodzi o mojego syna. Chciałbym wiedzieć, co jest pomiędzy wami. Czy wasz związek jest poważny?
Andrzeju, ja… urwała w połowie, wstając z miejsca. Bezmyślnie zaczęła bawić się rękawami swojej koszuli i również oparła się o kant swojego biurka. – Bardzo mi zależy na Robercie – wydusiła w końcu z siebie. Westchnęła lekko, czując, jak ciężar na jej sercu lekko złagodniał. – Spotkanie go na swojej drodze wywróciło moje życie do góry nogami i… nie panuję nad tym.
Komisarz uśmiechnął się lekko.
A co sądzi o waszym związku Robert?
Te pytanie raczej musisz zadać jemu – wzruszyła ramionami.
Z jednej strony masz racje, ale chciałem wiedzieć, czy rozmawiacie o tym. Czy poruszacie kwestię, co będzie dalej.
Basia speszyła się lekko, nie miała pojęcia co mu odpowiedzieć.
Z kłopotów uratował ją nagle Robert, który wszedł do biura żwawym krokiem. Doprawdy, mężczyzna zawsze zjawiał się tam, gdzie go najbardziej potrzebowała.
Nie przeszkadzam? – zapytał, bowiem zauważył między nimi napięcie.
Nie, omawialiśmy jedynie sprawę – skłamał Andrzej, po czym usiadł za biurkiem.
Ach, tak, słyszałem, że macie podwójne zabójstwo – powiedział, po czym spojrzał z zaciekawieniem na tablicę. Po chwili kontynuował: – Czy nie będzie problemu, jeśli w tym momencie porwę podkomisarz Florczak, komisarzu? – uśmiechnął się do ojca.
Andrzej odwzajemnił gest, a po chwili spojrzał na Basię, prostując się na krześle. Drapał się po brodzie, udając, że się zastanawia. Florczak westchnęła bezradna, kręcąc lekko głową.
W zasadzie nie, podkomisarzu Olszak. – Jego uśmiech nie schodził z twarz. – Do Lędzin i tak musimy jechać z samego rana – oznajmił, po czym powrócił do przeglądania akt.
Basia spojrzała na uśmiechniętego Roberta, który wskazał wzrokiem na drzwi. Westchnęła głęboko, po czym wzięła kurtkę z krzesła.
Gdzie mnie zabierasz? – zapytała, gdy wyszli z biura, kierując się w stronę windy.
Niespodzianka – rzekł wesoło.
Basia uwielbiała niespodzianki, więc spojrzała na Roberta z wielkim uśmiechem na ustach. Nie pamiętała, kiedy ostatnio ktoś ją porwał na tak ekscytującą wycieczkę. Ciekawość wzrastała z każdą minutą, ale postanowiła być twarda do końca i pozwoliła siebie poprowadzić w tajemnicze miejsce.
~*~
Przyznaj się, że świetnie się dzisiaj bawiłaś.
Basia spojrzała na podkomisarza z uśmiechem. Musiała przyznać, że tuż po tym, jak Andrzej zaczął bombardować ją pytaniami na temat jej związku z Robertem oraz wliczając dodatkowo spotkanie z Gabrielą Olszak, spędzenie wolnego czasu na strzelnicy bardzo poprawił jej nastrój. Mogła się całkowicie wyluzować i odgonić myśli na bok, żeby choć na moment rozładować emocje, które aż kipiały w jej wnętrzu.
Tak, bardzo – uśmiechnęła się, obejmując Roberta w pasie. – Potrzebowałam trochę odreagować od tej… sprawy.
Daj spokój, i tak spotkałabyś się z moją matką prędzej czy później – oznajmił, składając na jej czole krótki pocałunek. – Wina?
Poproszę.
Robert wszedł do kuchni, a Basia w tym czasie usiadła na łóżku, które parę dni temu zostało przez nich zakupione. Teraz mieszkanie mężczyzny wyglądało jak mieszkanie – materac zniknął, a zastąpiło go wygodne łóżko, które pokryte było niebieską pościelą. Doradziła mu też, by kupił sobie szafę, bo w komodzie nie mieścił większość swoich ubrań i musiał je zostawić w podróżnej torbie. Mebel obecnie stał idealnie naprzeciwko łóżka, tuż obok komody, która teraz służyła mu jedynie do przechowywania bielizny.
Wkrótce Robert podał jej kieliszek z czerwonym trunkiem i usiał obok niej po prawej stronie.
Tu nie chodzi tylko o spotkanie z twoją matką – oznajmiła, kiedy upiła łyk wina.
Robert spojrzał na nią z zaciekawieniem.
Basia westchnęła głęboko, po czym postanowiła mu opowiedzieć o krótkiej rozmowie z jego ojcem, bo jeszcze wcześniej nie była aż tak przesłuchiwana o swoje uczucia, więc chciała poznać zdanie Roberta – jak on na to wszystko spoglądał. Czy myśli o ich związku poważnie?
Mężczyzna wysłuchał ją do końca.
Myślę, że nie powinnaś się przejmować jego słowami – oznajmił po krótkiej ciszy. Wziął od niej pusty już kieliszek i poszedł zanieść je do kuchni.
Jak to mam się nie przejmować, przecież tu chodzi o nas, o to co nas łączy – rzekła zdezorientowana, kiedy młody Olszak usiadł z powrotem na łóżko. – Czy ty w ogóle słuchałeś, co do ciebie mówiłam?
Słuchałem – oświadczył szybko, ale Basia i tak spoglądała na niego z wielkim niedowierzaniem. – Posłuchaj, mój ojciec od lat mówi mi, żebym w końcu się ustatkował, ożenił się, miał dzieci. Zaczął cię wypytywać o szczegóły naszego związku, bo chciał wiedzieć, czy w końcu to zrobię… chciał wiedzieć, czy będziesz tą, której się oświadczę – sprecyzował dokładniej.
Ostatnie słowa Olszaka trochę ją przeraziły, aż tak daleko nie wybiegała w przyszłość. Ich związek był dopiero na etapie poznawania się. Co też sobie Andrzej musiał pomyśleć, kiedy wyznała mu, jak bardzo zależało jej na Robercie. Baśka, weź się w garść, uspokoiła swoje myśli, masz się nie przejmować tymi słowami.
Nie chcę, żeby nas związek wybiegał aż tak daleko – powiedział Robert, patrząc na nią z wielką uwagą. Prawą dłonią przejechał po jej lewym policzku, drgnęła, gdy poczuła jego dotyk na skórze. – Pragnę cię najpierw poznać, powoli, a dopiero potem… urwał.
Również tego pragnę – wyszeptała cicho, po czym złożyła na jego wargach krótki pocałunek. Chciała jak najbardziej trzymać się tego etapu, który mieli obecnie. Nie znała Roberta na tyle, by mogła stwierdzić, czy to on będzie jej przyszłym mężem. Choć czuła się przy nim bardzo dobrze, znała go dopiero od miesiąca. I rzeczywiście nie powinna była się przejmować słowami Andrzeja, bo wychodziło na to, że w komisarzu odezwał się instynkt posiadania wnuków – takie teraz odniosła wrażenie. Nie mogła też nie zapomnieć o matce Roberta, ona z pewnością również pragnęła, by w końcu jej syn ułożył sobie życie i dlatego nalegała na tę kolację.
Nie spieszmy się – rzekł z uśmiechem. – Przyjdzie moment, kiedy oboje będziemy wiedzieli, co stanie się dalej.
Robert długo spoglądał w jej oczy, zanim poczuła jego wargi na ustach. Całował powoli i namiętnie –  jakby chciał z obecnej chwili zapamiętać każdy szczegół.
Powoli, przemknęło jej przez myśl, kiedy usta mężczyzny znalazły się na jej szyi.
___

Rozdział trochę odbiegający od sprawy, dużo elementów z prywatnego życia policjantów. Ale myślę, że to chyba dobrze. Mam nadzieję, że rozdział się podobał. Czekam na opinie i jak zwykle... poproszę o wskazanie błędów :)

10 komentarzy:

  1. Bardzo lubię te rozdziały, które dotyczą życia prywatnego głównych bohaterów. Podoba mi się, że Basia tak się zmieniła. Na początku ciągle powtarzała, że nie czuje nic szczególnego do Roberta i bardzo mnie to irytowało, a teraz wreszcie przyznaje otwarcie, że jej na nim zależy. Co prawda na razie nie chce myśleć o ślubie i wcale się jej nie dziwię, bo to jeszcze za krótka znajomość, żeby podejmować tak poważne decyzje. Ojciec Roberta nie powinien był tak naciskać na Basie i wypytywać o szczegóły związku. Rozumiem, że po prostu troszczy się o syna, ale Basia czuła się w takiej sytuacji okropnie. Chociaż i tak zakładam, że kiedyś w końcu do tego ślubu dojdzie ;))

    Dzisiaj krótko, bo dopiero wróciłam po długiej przerwie do blogosfery i lecę nadrabiać zaległości na innych blogach.

    Pozdrawiam
    j-majkowska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basia miała przykre doświadczenia w związkach, dlatego bała się bardziej zaangażować. Musi jednak przyznać, że Robert zawrócił jej w głowie, więc chce go poznać, a na ślub jak najbardziej za wcześnie.

      Fajnie, że wróciłaś i mam nadzieję, że matury poszły pomyślnie ;)

      Dziękuję ślicznie za opinię :*

      Usuń
  2. Sprawy prywatne wychodzą Ci dobrze, uwielbiam nasza pare i ich poznawanie sie. Mam nadzieje , ze kiedyś marzenie Andrzeja się spełni, ale faktycznie przyspieszanie nic nie da;). Maja czas. Co do sprawy, podobnie jak w poprzedniej troche sie mozna pogubić, bo jest sporo osob, a mi nawet trudno połączyć czesc imion z nazwiskami. Ale dzieki temu, ze jest wolniej, to łatwiej ogarnąć. Ta sekta religijna wyglada na dość szalona :D ciekawe, jaki jest jej związek z ta sprawa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A cieszę się, że się podobało - przyznaje, że rozdział nie tak miał wyglądać, ale cóż... rozpisałam się i sprawa zabójstwa Mikulskich przełożyła mi się do następnego rozdziały xD A w sprawach muszą pojawiać się podejrzani, by dać czytelnikowi szanse na rozwikłaniu zagadki ;)

      Dziękuję ślicznie za opinię :*

      Usuń
  3. Ja wiedziałam, że właśnie tak to będzie wyglądać - że Baśka prędzej czy później poczuję do Roberta coś więcej i ten ich układ zmieni się nie do poznania, ale wiesz co? Ogromnie się z tego powodu cieszę, bo od samego początku im kibicowałam!

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak, Basia w końcu przyznała się sobie (i nie tylko ;p), że bardzo zależy jej na Robercie. Dlatego będzie chciała go bliżej poznać :)

      Dziękuję ślicznie za opinię :*

      Usuń
  4. Także uważam, że wątki obyczajowe to Twój konik :) Dobrze, że tak rozsądnie podchodzą do swojego związku, jednocześnie nie sprawiając przy tym wrażenia, że ich relacja to podpisywanie umowy. Lubię to ich spokojne poznawanie siebie nawzajem, myślę, że zaowocuje to naprawdę silnym związkiem.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basia musiała w końcu zrozumieć, że związek Roberta przeradza się w coś poważniejszego. Przeraża ją to, ale chce zaryzykować :)

      Dziękuję ślicznie za opinię :*

      Usuń
  5. Ja też uważam, że to co między nimi trwa za krótko, by móc snuć tak dalekosiężne plany. Aczkolwiek ciągle sądzę, że ich związek jest nierealny, zbyt idealny i tworzą je ludzie bez charakteru. Ona ma jeszcze jakiś charakter, coś lubi, czegoś nie znosi, a on? Taka lepka, przesłodzona masa, bez tego swojego JA.

    OdpowiedzUsuń
  6. Podoba mi się, że poruszyłaś temat sekty. Sam się w to zagłębiałem, gdy pisałem "Sierociniec przy cmentarzu". Szukałem po prostu różnych wierzeń, różnorakiej interpretacji biblii. Mam nadzieję, że temat tej sekty nie zostanie przez ciebie ledwie liźnięty, tylko, że się nieco o nim rozpiszesz. Rozpisania mi też brakowało przy niespodziance, przy strzelnicy. Nie sztuką jest napisać "byli na strzelnicy", sztuką jest to opisać, tak by czytelnik im towarzyszył.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy