12 sierpnia 2016

SPRAWA II „Łowcy dusz” Rozdział 16: Brat Damian

24 marca 2015r., wtorek
Alarm w telefonie zadzwonił o ósmej. Andrzej oznajmił wczoraj Basi, że będą jechać do Lędzin z samego rana, więc nastawiła sobie budzik, żeby się nie spóźnić. Liczyła na to, że dzisiejszy dzień będzie owocny. Intrygowało ją to, jakim człowiekiem okaże się cały ten Mistrz, a raczej Ireneusz Soboń. 

       Dowiedziała się o Soboniu na chwilę obecną tylko tyle, że urodził się w Gdyni. Jego matka z wykształcenia była nauczycielką języka polskiego, a ojciec prowadził warsztat samochodowy. Pewnego razu wracał z rodzicami ze szkoły, było zimno, na drodze śnieg, przez co wpadli w poślizg i uderzyli w drzewo. Z wypadku przeżył jedynie Soboń, miał wtedy dziesięć lat. Od tamtej pory wychowali go dziadkowie – rodzice matki – i musiał się do nich przeprowadzić do Sosnowca.
I jak na razie to tyle dowiedziała o podejrzanym, zanim młody Olszak nie porwał ją na strzelnicę, nie wspomniawszy również o krótkiej pogawędce z szefem.
– Wychodzisz już? – zapytał ją zaspanym głosem Robert, kiedy ubierała na siebie spodnie. – Może zostaniesz jeszcze na śniadanie?
– Wybacz, ale muszę wracać na komisariat, by przyjrzeć jeszcze notatki ze sprawy, nim pojedziemy do Lędzin.
Basia zbliżyła się do niego i pocałowała go w usta. Chciała mu powiedzieć, że się zrewanżuje, ale w danym momencie zadzwonił telefon mężczyzny.
Olszak spojrzał na wyświetlacz i odebrał połączenie.
– Cześć, Ada – przywitał się z kobietą. Milczał, przez chwilę słuchając głosu podkomisarz Rogowskiej. – Aha… dobra, zaraz będę – oznajmił pewnie i zakończył rozmowę. – Wychodzi na to, że i ja pożegnam się ze śniadaniem. Mam zabójstwo obok dworca.
Robert wygramolił się z łóżka niechętnie. Postanowiła, że na niego poczeka, by mogli razem zjawić się na posterunku.
~*~
Przed komisariatem czekali już na Roberta jego współpracownicy.
Szef Roberta był mężczyzną o krótkich, siwych włosach, gdzie z ledwością można było dostrzec jego ciemne kosmyki. Miał kwadratową szczękę, haczykowaty nos oraz brązowe oczy. Marek Białecki i Andrzej Olszak przyjaźnili się jeszcze za czasów Akademii Policyjnej i pracowali ze sobą przez dziesięć lat. Potem, gdy dostali awans, rozdzielono ich, by prowadzili własny zespół w Wydziale Zabójstw. Ale kiedy potrzebowano więcej ludzi do śledztwa zazwyczaj były to sprawy mafijne, przemyt, handel ludźmi, seryjni mordercy to zawsze łączyli swoje siły i tworzyli naprawdę zgrany duet. Dlatego Florczak nie zdziwiła się, że Andrzej polecił Robertowi, by wstąpił do zespołu Białeckiego.
Natomiast podkomisarz Ada Rogowska była kobietą o jasnych włosach, które zawsze były splecione w mocnego warkocza, miała pociągłą twarz oraz szaroniebieskie oczy. Basia nigdy nie nawiązała z nią bliższego kontaktu, bo Ada w ogóle nie miała ochoty na jakiekolwiek pogaduszki. Podkomisarz Rogowska zawsze chroniła swoją prywatność i dyskutowała jedynie w sprawach zawodowych. Choć ostatnio dowiedziała się od Roberta który również był zdumiony tym, że czegoś się dowiedział o koleżance z pracy że miała narzeczonego, Marcina. Przyszedł raz odwiedzić Adę na komisariacie.
Basia przywitała się z Białeckim i Rogowską, po czym weszła do budynku. W biurze zastała już Andrzeja i Tomka.
 Cześć chłopaki – zawołała radośnie. Mężczyźni spojrzeli po sobie, będąc zaskoczeni tak dobrym samopoczuciem Florczak. Ona jednak nie zwracała uwagi na zdumione miny kolegów i wzięła się do pracy, dalej czytając o Soboniu.
W międzyczasie gdy zapoznawała się z życiorysem Mistrza, Jończyk oznajmił Basi, że informatyk niczego nie znalazł na laptopach Mikulskich – żadnych ukrytych tożsamości, co bardzo zasmuciło Tomasza. Ucieszyłby go fakt, gdyby okazało się, że to dobre małżeństwo nie było wcale aż tak dobre. Uważał to za zbyt idealne, że po tylu latach wspólnego życia i to nie byle jakiego życia, skoro w grę wchodził duży majątek rodzinny nie ma żadnych spięć. Florczak zastanawiała się, dlaczego Jończyk tak się zachowywał, skoro żył w szczęśliwym związku. Czyżby pomiędzy nim a Agnieszką coś się popsuło?
Jeśli chodziło o bilingi rozmów Cichonia, to rzeczywiście dzwonił do Mikulskiego za pięć dziesiąta. A co za tym idzie? Musieli wykluczyć dyrektora finansowego z kręgu podejrzanych.
Następny krok: sekta i syn Mikulskich – Damian.
~*~
Policjanci dojechali do Lędzina w godzinę. Mieli jednak problem z dotarciem do Edenu; krążyli po uliczkach i już chyba z piąty raz mijali pobliski kościół oraz rynek gminy.
Niebawem zauważyli jadącego na rowerze mężczyznę, który jechał w ich stronę. Wyglądał na pięćdziesiąt parę lat, miał na sobie granatowe, materiałowe spodnie, czarny sweter oraz czapkę. Tomasz zatrzymał się, by mogli zapytać miejscowego o drogę.
– Przepraszam – zawołał Andrzej, zniżając szybę do końca. Rowerzysta stanął i popatrzył na nich z zaciekawieniem. – Może nam pan powiedzieć, jak dojechać do sekty Eden?
– A kto pyta? – spytał zainteresowany.
Andrzej wyciągnął odznakę i pokazał ją mężczyźnie. Rowerzysta pochylił się lekko i zdjął czapkę, chcąc tym sposobem przywitać policjantów.
– Musicie jechać cały czas prosto, a potem skręcić w drugą uliczkę w prawo. No i wtedy cały czas przed siebie, aż skończy się las. Tam będzie stał dom od Janka Mitury. Mówię panu, panie komisarzu – rzekł podekscytowany do Andrzeja – Jan Mitura to był najbogatszy gospodarz w gminie, ale te skurwysyny tak go wykołowali, że zapisał im wszystko. Ziemię, piękną chałupę, gospodarstwo.
– Był? – zapytał zaciekawiony Tomasz.
– A no był. Umarł, podobno na zawał, ale ludzie i tak swoje wiedzą – powiedział, pokazując wskazującym palcem na pobliskie domy.
– Dziękujemy panu za informację – rzekł Olszak.
– Obyście w końcu coś z tym szambem zrobili – powiedział, po czym ukłonił się policjantom na pożegnanie, wsiadł na rower i pojechał dalej.
Trasa podana przez mężczyznę okazała się być słuszna, dojechali na miejsce bez problemu.
Basia zobaczyła przed sobą szary, murowany dom z czarnymi dachówkami. Dalej można było dostrzec drewnianą oborę, a na samym środku gospodarstwa stał krzyż, ozdobiony białymi różami. Koło domu i obory kręciło się wiele osób ubranych w brązowe szaty – kobiety plotły koszyki i doiły kozy, a mężczyźni robali drewno. Florczak odniosła wrażenie, że nagle przeniosła się do czasów średniowiecza. Cała posiadłość ogrodzona była grubymi, kolczystymi drutami, a na starej, zardzewiałej bramie widniał czarny napis: EDEN.
Kiedy Andrzej zbliżył się do bramy, jeden z mężczyzn przerwał prace przy drewnie i podszedł powoli w ich stronę, mocno trzymając w prawej ręce siekierę. Mężczyzna był chudej postury o siwych włosach oraz miał kilkumiesięczną brodę. W jego szarych oczach Basia dostrzegła chłód.
– Czego? – spytał niegrzecznie.
– Tak się składa, że jesteśmy z policji – powiedział komisarz Olszak, pokazując mu odznakę. – I odłóż tę siekierę, bo zrobisz sobie krzywdę – dodał.
Mężczyzna przez moment patrzył na komisarza złowrogo, nie podobało mu się, że ktoś śmiał zwrócić mu uwagę. Mimo to, schował narzędzie za plecy.
– O co chodzi? – zapytał raz jeszcze, lecz tym razem łagodniej.
– Chcemy porozmawiać z Damianem Mikulskim.
– Brat Damian nie ma ochoty z wami rozmawiać! – oznajmił od razu.
– Posłuchaj – rzekł Andrzej, który był już lekko zdenerwowany zachowaniem członka tej sekty. – To świecidełko ma magiczną moc – pokazał mu znów swoją odznakę, lecz tym razem z bardzo bliska – i brat Damian musi z nami porozmawiać.
– Możecie porozmawiać, ale z Mistrzem – rzekł po chwili stonowanym głosem. Mężczyzna spojrzał na policjantów jadowicie, po czym zrobił kilka kroków w stronę domu, wciąż lustrując ich wzrokiem. – Słudzy szatana! – dodał wściekle.
Basia zauważyła, że w Andrzeju gotowała się złość. Dobrze, że ten mężczyzna był za bramą, bo z pewnością nie skończyłoby się to dobrze – bądź co bądź, w tym momencie ten człowiek obraził policjantów.
– Dziwne to miejsce – powiedziała Florczak, żeby choć na chwilę rozładować to denerwujące napięcie, które krążyło w powietrzu. Olszak i Jończyk kiwnęli głowami, zgadzali się z kobietą w stu procentach.  
Wkrótce zauważyli, jak w stronę bramy idzie dwóch mężczyzn, lecz wśród nich nie było już człowieka z siekierą. Basia od razu rozpoznała Sobonia, zważywszy na to, że ostatnio poświęciła czas na to, żeby dokładnie przyjrzeć się jego życiorysowi. Był niski, miał okrągłą twarz, brązowe, kędzierzawe włosy, które sięgały mu za ucho, i niewielki zarost. Za Soboniem szedł mężczyzna o czarnych jak smoła włosach i niebieskich oczach. Miał duży nos, owalną twarz i pieprzyk na lewym policzku niedaleko podbródka. Obaj mieli splecione ręce, a na ich twarzach malował się spokój.
– Chwała panu – przywitał się z policjantami Soboń, kłaniając się im lekko wraz z kolegą. Florczak domyślała się, że musiał to być jakiś goryl Mistrza; stał cicho tuż obok niego, gotowy bronić swojego pana w kryzysowej sytuacji. Basia spojrzała na Tomka, ten na nią, i z ledwością powstrzymali się od śmiechu.
– Dzień dobry – rzekł Andrzej, pokazując mężczyznom odznakę. – Komisarz Olszak, a to moi partnerzy, podkomisarz Jończyk i podkomisarz Florczak – wskazał na nich, którzy również pokazali swoje odznaki. – Chcielibyśmy porozmawiać z Damianem Mikulskim.
– Ach, rozumiem, jego rodzice was do nas przysłali? – spytał spokojnie Soboń. – Och, biedni ludzie, nie mogą się pogodzić z faktem, że Damian wybrał już swoją drogę. Proszę im powiedzieć, że on nigdzie się nie wybiera, jego miejsce jest tutaj. Ma prawo decydować o swoim życiu sam. – Tym razem w głosie Mistrza słychać było stanowczość. Jego wypowiedź zdecydowanie nie spodobała się Basi.
– Tym bardziej ma prawo mówić sam o swoim życiu – odezwał się Tomek. Basia zauważyła, że podkomisarz także powoli tracił cierpliwość. W sumie się nie zdziwiła, bowiem i jej nie było już do śmiechu. Jończyk miał racje, chłopak sam powinien tutaj przyjść i porozmawiać z policjantami.
– Ale po co te nerwy – oznajmił z uśmiechem na ustach Mistrz. – Przecież my tutaj nie robimy nic złego. Modlimy się, żyjemy w spokoju, próbujemy naśladować pierwszych chrześcijan.
– Amen! – zadrwiła Basia, nie mogąc się powstrzymać. Tomek prysnął ze śmiechu, natomiast Andrzej wygiął kąciki ust do góry.
Soboń spojrzał na policjantów krzywo, a jego goryl pokręcił nerwowo głową.
– Was to bawi?! – Mistrz wściekł się. – Życie ma wtedy sens, kiedy goni się za pieniędzmi, tak?! Zbliża się dzień sądu i zbawienia dostąpią ci…
– Proszę pana – przerwał mu stanowczo Olszak. – Niech pan dla siebie zachowa te proroctwa. Chcemy tylko porozmawiać z Damianem, nie zajmiemy mu dużo czasu.
– Dobrze, porozmawiacie z bratem Damianem – oznajmił po chwili, choć Basia wyczuła w głosie Sobonia zawahanie. Jakby obawiał się, że chłopak mógłby powiedzieć im coś, czego jego zdaniem nie powinien.
~*~
Spotkanie z Damianem odbyło się w oborze, która pełniła tutaj inną funkcje, niż trzymanie w tym miejscu zwierząt. Znajdowały się tam drewniane podłużne stoły i ławy, stojące do siebie równolegle, a na ziemi rozrzucony był piasek. Chłopaka znaleźli na końcu stodoły. Siedział spokojnie, ubrany w brązowe szaty, a dłonie miał splecione razem, jak do modlitwy. Nie ruszył się nawet wtedy, kiedy mu się przedstawili – jego niebieskie oczy były całkowicie puste.
– Nie mam zamiaru wracać do domu – odezwał się po chwili stanowczym głosem Damian. – Jestem tu z własnej woli i niech to rodzice uszanują.
– My nie jesteśmy tutaj po to, by namawiać cię do powrotu – rzekł komisarz, siadając obok chłopaka. – Posłuchaj, jesteśmy z Wydziału Zabójstw i... – urwał, nie wiedząc, jak powiedzieć mu o śmierci rodziców. Spojrzał na Basię, która od razu przytaknęła – to był moment, w którym w większości przypadkach wyręczała swoich partnerów i przekazywała złe wieści rodzinie ofiar.
– Damianie, twoi rodzice nie żyją, zostali wczoraj zamordowani.
Chłopak spojrzał na Florczak pustym wzrokiem, jego twarz była nieruchoma. Ta wiadomość w ogóle go nie poruszyła, pomyślała z niedowierzaniem Basia. Przyjął śmierć rodziców bardzo spokojnie.
– Cóż… będę się za nich modlił, choć są potępieni – rzekł po chwili Damian, wzdychając głośno.
– Co ty pieprzyć?! – wściekł się Tomek.
– Oni zaprzedali duszę diabłu.
Basia podeszła do Tomka, by go uspokoić, bo zauważyła w oczach podkomisarza, że po tych słowach miał zamiar potrząsnąć chłopaka, by przywrócić go do rzeczywistości. Andrzej wyjął zza pazuchy kurtki pocztówkę, którą znaleźli w mieszkaniu ofiar.
Tu odnalazłem spokój i Boga – zaczął czytać. – I tu chcę zostać. Do domu nie wrócę. Zostawcie mnie w spokoju albo spadnie na Was kara Boska i dosięgnie Was karzący gniew. To ty napisałeś te słowa?
Tak, ja – powiedział bez żadnych emocji.
Groziłeś im?
Nie – zaprzeczył, potrząsając głową. – Ostrzegałem.
Przed czym?
Przed gniewem pana.
Policjanci popatrzyli na siebie bezradnie. Chłopak nawet nie zdawał sobie sprawy, jak jego zachowanie wpływało na jego obecną sytuację.
A co zamierzasz zrobić z majątkiem, który odziedziczyłeś po rodzicach? Chcesz wszystko przekazać sekcie? – zapytał Andrzej.
Mistrz nie dba o pieniądze, a ja od rodziców nic nie chcę, więc dajcie mi święty spokój. Ta rozmowa dobiegła końca.
Damian wstał i zaczął kierować się do wyjścia.
A na pogrzeb rodziców wybierasz się? – spytała jeszcze chłopaka Basia.
Nie mam zamiaru!
___

Powoli tracę zapał do tego opowiadania. Nie wiem, co będzie dalej... Mam nadzieję, że to przejściowe i to winna pogody...

Przemyślałam pewne decyzję i jadę dalej z opowiadaniem... Coś się we mnie odblokowało! Nareszcie. 

13 komentarzy:

  1. Podobało mi sie. Przez dłuższe opisy postaci mi sie nie myliły; mysle, ze zapamiętam nowych partnerów Roberta. Rownież fragment z sekta ciekawy... Jestem pewna, ze gadają duzo dziwnych rzeczy, ale cos tam wiedza. Jak dla nnie sa podejrzani. zastanawiam sie nawet, czy Damian nie jest na jakims haju. Zachowywał sie bardzo dziwacznie. Napisałaś "pierzesz"'zamiast "pieprzyc". :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem skąd to "pranie" mi się wzięło, pewnie coś Word mi pozmieniał, heh xD Poprawione, dzięki :*
      Ważne, by zapamiętać te postacie, bo nie bez powodu ich tutaj dałam, będą odgrywały rolę w III sprawie - jak oczywiście dotrwam :)
      Można i by powiedzieć, że Damian jest na jakimś haju, ale raczej nic nie bierze... wszystko wyjaśni się w następnym rozdziale :)

      Dziękuję ślicznie za opinię :*

      Usuń
    2. No, to moze nie jest do konca normalny albo ktos go zastraszył, np Mistrz. Hah, to dobrze, zd nie bede musiała długo czekac :* mam nadaieje, zd dotrzesz do trzeciej sprawy, szczegolnie jeski Mass juz na nią pomysł ;)
      Zapraszam na niezaleznosc-hp.blogspot.com na swiezo dodana nowosc :*

      Usuń
    3. Pomysł i plan na trzecią sprawę jest, gorzej będzie z jego realizacją, bo ostatnio dość zaniedbuję tutaj pisanie...

      Usuń
  2. Sekty to naprawdę prawdziwa plaga. To co guru robią z umysłami młodych jest naprawdę przerażające i niestety na przykładzie Damiana widać to bardzo dobrze, jestem bardzo ciekawa jak to wszystko dalej się rozwinie. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, takie sekty są naprawdę niebezpieczne i właśnie w następnym rozdziale ukażę to bardziej, jak takie guru ma wpływy na młody umysły człowieka.

      Dziękuję ślicznie za opinię ;*

      Usuń
  3. Jeśli tracisz zapał, polecam poświęcić chwilę na napisanie porządnego konspektu. Mnie to zawsze pomaga podczas autorskiego kryzysu i pozwala nabrać zapału do pisania.

    Eden to zdecydowanie nieprzyjemne miejsce. Sekty nie mają na ludzi dobrego wpływu, zawsze zmieniają swoich członków w fanatyków, w dodatku całkowicie zależnych od woli kogoś "wyżej" w tym wypadku od woli Mistrza. Biorąc pod uwagę zachowanie Damiana jednego jednak jestem pewna - nie miał nic wspólnego z morderstwem rodziców. Jest zupełnie zamknięty w tym swoim religijnym świecie.

    Pozdrawiam
    j-majkowska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję za radę ;) Choć ostatnio zaczęłam coś tam skrobać i udało mi się dokończyć 19 rozdział i lecę z dwudziestką.

      Sekty z pewnością są złe i Damian otoczony został przez fałszywych proroków, którzy wpajają w młode umysły kłamliwe słowa - manipulują. A czy masz rację i że Damian nie ma z tym nic wspólnego, cóż... dowiemy się pod koniec.

      Dziękuję ślicznie za opinię ;*

      Usuń
  4. Trafiłam tutaj chyba przez jeden z katalogów blogowych opowiadań - i zdecydowanie zostaję!
    Zagadki rozwiązywane przez Basię (i jej życie prywatne też) bardzo mnie ciekawią.

    Trzymam kciuki, żeby Twój zapał nie zgasł, bo opowiadanie jest naprawdę znakomite! Szacun, jak mawia młodzież! XD (Swoją drogą, konspekt proponowany wyżej, to naprawdę dobra rzecz.)

    I też mi się wydaje, że Damian nie jest winny - po prostu sekta ma niego baaardzo duży wpływ.

    Koniecznie pisz dalej - będę zaglądać na tego bloga! ;)

    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Konspekt zdecydowanie pomaga, i w zasadzie trochę przemyślałam pewne decyzje, dlatego myślę, że będzie dobrze :) A z pewnością Wasze komentarze jeszcze dodatkowo mnie zmobilizowały, heh ;)

      Bardzo dziękuję za tak miłe słowa :*

      Usuń
  5. Cześć, z tej strony Maxine z ocenialni KKB. Chciałam cię poinformować, że znalazłaś się na pierwszym miejscu w mojej kolejce.
    Jeżeli jest coś, co chciałabyś zmienić na blogu zanim zacznę oceniać, daj znać. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszę się, że podjęłaś decyzję pisać dalej, bo nie ma gorszych opowiadań od opowiadań niedokończonych. Na każdym dokończonym opowiadaniu człowiek się więcej uczy, niż na setkach porzuconych.
    A te sekty to nie powinny być czasami bardziej tajne, ukryte?

    OdpowiedzUsuń
  7. Gdybym miał wskazać winnego, to nie wskazałbym Damiana, tego jestem absolutnie pewien. Już prędzej pana z siekierą lub tego na rowerze.
    Sektę wyobrażałbym sobie inaczej, a nie jako jakieś bractwo, o którym każdy ma pojęcie i w którym żyje się w zgodzie z naturą i tak jak pierwsi chrześcijanie.
    Chociaż tak w temacie sekst, a raczej religii, to pamiętam jak odwiedziłem z wycieczką kościół w Meksyku. Pozwolili nam wejść pod warunkiem, że zostawimy aparaty i telefonu na zewnątrz. Trafiliśmy akurat na pogrzeb. Ludzie w kościele ćpali, pili, kiwali się naokoło tego trupa, dzieci położone były na takich kocach, te zaś na słomie, pełno świeczek. Jeszcze pamiętam jak do żony powiedziałem "Tylko niczego nie trąć, bo to wszystko z wielkim dymem od jednej iskry gotowe pójść". Natomiast przed kościołem siedziała starszyzna. Takich kilkoro dziadków z brodą, na leżakach, skrzynkach, na tym co było, bo wiadomo, że Meksyk to kraj biedy i oni tak pili wódę czy jakiś bimber i colę i tak przysypiali i bekali. Ich zadaniem było wybekać tego złego ducha. Kraj biedy, a Colę to im dosłownie busami dostarczali. Kościół ten oczywiście chrześcijański, Bóg taki sam jak w naszej wierze, tylko interpretacja biblii zupełnie inna.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy