3 października 2016

SPRAWA II „Łowcy dusz” Rozdział 17: Wizyta u księdza

25 marca 2015r., środa
Po wizycie w Lędzinach wrócili na komisariat. Zespół Basi postanowił, że bliżej przyjrzy się tej całej sekcie. Byli przekonani, że pieczę nad wszystkim trzymał Ireneusz Soboń i pewnie nic nie działo się bez jego zgody.
Florczak powiedziała partnerom, czego dowiedziała się o Mistrzu. Oprócz tego, że stracił rodziców w wypadku samochodowym, umarł mu też dziadek, kiedy miał czternaście lat. Do osiemnastego roku życia mieszkał z babcią, która, po wyprowadzeniu się wnuka z domu, sprzedała mieszkanie w Sosnowcu i wprowadziła się do domu starości. Soboń znalazł kawalerkę w Katowicach i zaczął studiować na Uniwersytecie Śląskim farmację. Żył normalnie, bez żadnych zatrzymań. Nie otrzymał nawet głupiego mandatu za złe parkowanie – czysty jak łza pod względem prawa.
Policjantom jednak nie podobało się zachowanie Sobonia. Czuli, że mężczyzna był na tyle inteligentnym człowiekiem, że mógł spokojnie zawładnąć umysłem wielu osób. Zmanipulować tak, by ci zrobiliby dla niego wszystko nawet posunąć się do morderstwa. No bo jak można wytłumaczyć to, że stąd ni zowąd oznajmia ludziom o swoim darze uzdrawiania przez dotyk i zbiera wokół siebie tłumy wiernych? Dlatego postanowili, że porozmawiają z księdzem, który zajmował się osobami wyrwanych spod władzy manipulacji fałszywych proroków. Liczyli na to, że ta wizyta u duchownego będzie owocna – że będą mogli porozmawiać z kimś, kto mieszkał w Edenie, i opowie im, co się tam naprawdę działo.
Do tego zadania przydzieleni zostali Basia i Tomek, a sam Andrzej postanowił bliżej przyjrzeć się Damianowi. Chciał sprawdzić jego przeszłośćo tym jaki był, zanim trafił do sekty. Teresa Woźniak wspomniała, że chłopak był raz zatrzymany przez policję, więc Olszak postanowił sprawdzić, za co go aresztowali i jak sprawa się zakończyła.
Wkrótce usłyszeli pukanie do drzwi. Wszyscy troje odwrócili się w tamtym kierunku.
– Dzień dobry – przywitał się nieznany im mężczyzna, który niepewnym krokiem wszedł do środka. Wyglądał na czterdzieści parę lat, miał czarne, krótkie włosy oraz niebieskie oczy. Na jego twarzy malował się smutek. – Powiedziano mi, że znajdę tutaj komisarza Olszaka.
– To ja – odezwał się Andrzej.
– Jestem Seweryn Mikulski. – Wyciągnął rękę w stronę komisarza. – Właśnie wracam z prosektorium. Potwierdziłem tożsamość brata i szwagierki.
– Dzień dobry, panu. – Olszak ujął dłoń Mikulskiego. – To są moi współpracownicy, podkomisarz Barbara Florczyk i podkomisarz Tomasz Jończyk. Prowadzimy śledztwo w sprawie… Może pan usiądzie?
Seweryn Mikulski usiał obok biurka Andrzeja. Basia od razu nalała do plastikowego kubka wodę i podała Mikulskiemu, który podziękował jej skinieniem głowy. Drżącymi dłońmi upił łyk wody.
 Nagle zadzwonił telefon komisarza. Przeprosił wszystkich i odebrał połączenie. Przez moment słuchał swojego rozmówce, a po chwili rozłączył się i spojrzał na podwładnych.
– Dzwonił Bartek. Mówi, że ma coś dla nas ważnego. Odwiedźcie go, a potem jedźcie do księdza. Ja porozmawiam z panem Sewerynem.
~*~
Pięć minut później Basia i Tomek zjawili się w królestwie Długosza. Wchodząc do środka, od razu zauważyli na dwóch stołach ich ofiary. Patolog siedział przy swoim biurku na końcu sali – majstrował dużą pęsetą przy jakimś srebrnym pudełku, jednocześnie jedząc kanapkę z sałatą, szynką i ogórkiem. Miał na sobie jasną koszulę, różowy krawat w ciemne, ukośne paski, czarne spodnie oraz rozpięty biały fartuch.
– Cześć, Bartku – przywitali się z mężczyzną.
– Ach, witam państwa serdecznie – uśmiechnął się Długosz. Odrywając się pracy, wstał z krzesła.
– Podobno masz coś dla nas? – spytał Tomek.
– A ty coś taki w gorącej wodzie kąpany. Kanapkę? – Podsunął Tomkowi talerzyk z dwoma kromkami.
– Wiedząc co tu robisz, raczej podziękuję.
– Och, do twojej wiadomości, panie podkomisarzu, w tym pomieszczeniu nie nabawisz się żadnej choroby, bo całe miejsce jest starannie wyczyszczone, więc spokojnie można tutaj jeść.
– I tak podziękuję.
– Basiu, a ty się skusisz?
Kobieta potrząsnęła głową.
– Co z wami! – oburzył się, patrząc na policjantów zdezorientowany. Odłożył talerzyk z powrotem na biurko. – Co do naszych denatów, pan Roman Mikulski jest czysty jak łza, nawet kawałek tuńczyka, który znalazłem w jego żołądku był w bardzo dobrym stanie – zaśmiał się po cichu. – Natomiast pani Zofia Mikulska – ożywił się, podchodząc do stołu, na którym leżała denatka. – Zostawiła dla nas ważny ślad, którego nie zauważyłem wcześniej na miejscu zbrodni. – Wyjął prawą rękę ofiary i pokazał policjantom jej paznokcie. – Znalazłem naskórek, a to oznacza, że… – urwał, żeby policjanci mogli dokończyć jego myśl.
– To oznacza, że się broniła – oświadczyła Basia. – I będziemy mieć dzięki niej DNA sprawcy.
– Dokładnie – przytaknął. – Wysłałem już do laboratorium próbkę DNA do porównania z waszą bazą danych. Zadzwonią, gdy będą mieć wyniki.
– I naprawdę nie znalazłeś tego naskórka na miejscu zbrodni? – zdziwił się Tomasz.
– No cóż, każdy ma prawo do błędu, nawet tak doskonały patolog, jakim jestem ja – rzekł dumnie. – Jesteśmy jedynie ludźmi. A teraz przepraszam, praca na mnie czeka. – Usiadł z powrotem przy biurku, wracając do klejenia małych sreberek na małe prostokątne pudełko.
– Co ty w ogóle robisz? – zapytała zaciekawiona Florczak.
– A wiesz, spotykam się z taką Natalią, która ma syna. Dzisiaj po raz pierwszy go poznam, więc chcę mu zobrazować, czym się zajmuję.
Basia zaśmiała się, kiedy dotarło do niej, że to małe, srebrne pudełeczko było minimalistyczną chłodnią, w której trzymał zwłoki.
– A ile ma lat? – zapytał Jończyk.
– Trzydzieści osiem.
– Ja pytam o wiek dziecka.
– Ach, mówisz o Mateuszu – olśniło go. – Ma pięć lat.
– Ty rzeczywiście jesteś jakiś rozkojarzony przez tę kobietę. Mam nadzieję, że przez nią nie popełnisz znów jakiegoś błędu – zaśmiał się Tomek.
Bartek wywrócił oczami i westchnął ociężale, spoglądając na podkomisarza posępnie.
– Ty się lepiej módl, żebyś przypadkiem nie znalazł się na moim stole – pogroził Jończykowi palcem patolog.
~*~
Do kościoła p.w. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny dotarli w niecałą godzinę. Dojechanie tam stanowił duży kłopot, bo nie dość, że stali w korku przez niecały kwadrans, to jeszcze przed placem kościoła było tyle zakazów parkowania czy jednokierunkowych dróg, że nie wiedzieli gdzie stanąć. Dwie ulicy dalej znajdowała się mała restauracja, więc Tomasz postanowił, że zaparkuje tuż obok knajpy.
Szli powoli małą alejką, a po chwili zauważyli przed sobą mały, marmurowy kościół z jedną niewielką wieżyczką, gdzie na jej czubku widniał mały krzyż. Weszli do środka; Basia zauważyła po lewej i prawej stronie drewniane ławy, w witrażowych oknach, jak i na jasnych ścianach znajdowały się święte obrazy, a na suficie zobaczyła złote żyrandole przypominające Basi gwiazdę. Na wprost był Ołtarz – małe mównice po lewej i prawej stronie oraz jedna duża na samym środku. Dalej dostrzegła czerwony, ozdoby fotel, a po jego bokach znajdowały się trzy małe, przeznaczone dla ministrantów. Zauważyła również złoty krzyż z wizerunkiem Jezusa oraz dwa posągi – jeden przedstawiał Maryję, a drugi apostoła Jana.
W kościele zauważyli tylko jedną osobę – księdza, który klęczał w drugiej ławce po lewej stronie. Postanowili podejść do niego, jak tylko skończy się modlić. Mieli nadzieję, że to właśnie on był tym wikarym, z którym rozmawiali przez telefon.
Po chwili duchowny poruszył się i przeżegnał, całując na koniec swój różaniec. Dopiero gdy wstał, Basia mogła bliżej mu się przyjrzeć. Miał czarne włosy, orli nos, pociągłą twarz, a za kwadratowych okularów dostrzegła jasne tęczówki.
– Ksiądz Fabian? – zapytał cicho Tomasz.
– Państwo zapewne z policji? – odparł pewnie. – Chcecie dowiedzieć się więcej o mojej fundacji? – zapytał, na co policjanci kiwnęli głowami. – Może wyjdźmy na zewnątrz, porozmawiajmy na świeżym powietrzu.
~*~
– Sekta werbuje głównie młodych, a to dlatego, że oni dopiero poszukują swojej tożsamości – zaczął im opowiadać ksiądz Fabian, kiedy tylko Basia i Tomek przedstawili mu sprawę Damiana oraz jego zmarłych rodziców. Bardzo przejął się tym, co usłyszał, więc kapłan chciał im pomóc. – Na początku są braterskie rozmowy, dużo zrozumienia, współczucia. Nazywają to bombardowaniem ich miłością.
– Chodzi tu o uzależnienie od grupy, która daje tyle uczucia, ile człowiek nie zaznał we własnym domu? – spytała Basia.
– Dokładnie tak – potwierdził wikary. – Z czasem młody człowiek traci zdolność do podejmowania samodzielnych decyzji i oddaje się woli guru. Kiedy ten nakazuje mu opuścić rodzinę, robi to.
– A czy byłaby szansa porozmawiania z jakąś osobą, która należała do sekty u Ireneusza Sobonia?
– Tak – rzekł z uśmiechem ksiądz Fabian. Basia wyczuła w jego głosie radość z tego, że mógł w jakiś sposób pomóc policjantom w tej nietypowej sprawie.
Pięć minut później ksiądz dał im karteczkę z adresem Pauliny Majewskiej, która kiedyś przynależała do sekty Sobonia. Kapłan oznajmił, że gdyby mieli problemy z Damianem, mogą do niego bez problemu zadzwonić, a jego fundacja z pewnością pomoże chłopakowi.
Postanowili od razu pojechać do domu Majewskiej. Nie chcieli marnować kolejnych godzin, a liczyła się każda minuta śledztwa.
___
Rozdział taki trochę przegadany. I w zasadzie nie jest on wysokich lotów, ale mam nadzieję, że scena z patologiem Was nieco rozweseliła. Oczywiście będę wdzięczna również o wyłapanie błędów.

Ach, i co sądzicie o nowym szablonie? Kiedy znalazłam to zdjęcie Kendry, od razu natchnęło mnie na minimalizm :)

Trzymajcie się cieplutko! :*

10 komentarzy:

  1. sporo czasu minęło od ostatniej notki i szczerze nie pamiętam zbyt dokladnie juz tego wszystkiego. Wiem jedynie, ze szef sekty z pewnoscia normalny nie mogl byc. Patolog jest specyficzny, ale ma w sobie cos interesujacego i zycze mu powodzenia w tlumaczeniu pieciolatkowi, na czym polega ta praca :p. Ksiądz faktycznie jest pomocny i mam nadzieję, że dzieki niemu ruszy śledztwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że dodaję rozdziały dość nieregularnie, przez co możecie się już nieco pogubić. Postaram się, by teraz publikować rozdziały co miesiąc.
      Tak, ksiądz był niezwykle pomocny - spotkanie z osobą z Edenu będzie owocna ;)

      Dziękuję Ci ślicznie za opinię :*

      Usuń
  2. O jejku jak mnie dawno nie było! Przepraszam, ostatnio cierpię na brak wolnego czasu niestety :(

    A co do samego odcinak nie wiem, czemu ksiądz Fabian skojarzył mi się z ojcem Mateuszem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic się nie stało ;)

      Nie oglądam ojca Mateusza, więc trudno mi się wypowiedzieć na ten temat, heh ;)

      Dziękuję Ci za komentarz :*

      Usuń
  3. Nie śledziłam ostatnio Śladów tajemnic. Jednak rozdział nie jest najgorszy. Sama, dopiero niedawno wróciłam do blogosfery i udało się coś naskrobać/ Tym razem jest to dalszy ciąg wojennego miniopowiadania. Może zajrzysz w wolnej chwili? Poprzednią część odszukasz, klikając na etykietę ojciec i syn. Osobiście twojego patologa porównuję do tego z Kryminalnych. Lubię Adama Ferency, może dlatego. Uff, na spokojnie sobie odpocznę od komputera. Oto link: http:http://opowiadania-mandragory.blogspot.com/2016/10/miniopowiadanie-1-tragarz-snow_10.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat ja wzorowałam mojego patologa Długosza do patologa Leona z "Komisarza Alexa" - jedyna postać, która moim zdaniem podtrzymywała ten serial.

      Dziękuję ślicznie za opinię :*

      Usuń
  4. Jestem zwolenniczką minimalizmu, więc szablon bardzo przypadł mi do gustu.

    Rozmowa z księdzem tylko potwierdziła moje przypuszczenia odnośnie sekty. Werbują ludzi, którzy zostali skrzywdzeni przez życie i potrzebują wsparcia, a potem tak od siebie uzależniają, że bardzo trudno się z tego wyplątać. Ale jak widać nie jest to też niemożliwe, skoro Basia ma okazję porozmawiać z Pauliną Majewską. Ciekawa, co kobieta im powie. Czekam na kolejny rozdział.

    Pozdrawiam
    j-majkowska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że szablon się podoba :) W zasadzie trochę to on tutaj pobędzie :)

      A no tak, można się uzależnić od takich sekt, a tacy łowcy dusz wiedzą, jak zmanipulować młode umysły. Braterskie rozmowy, zrozumienie i bach... oddają się woli guru.

      Dziękuję Ci ślicznie za opinię :*

      Usuń
  5. Chyba wszystkie sekty działają w podobny sposób, więc działanie tej ani trochę mnie nie zaskoczyło. Szczerze, to zdziwiłabym się, gdyby było inaczej. Księdza polubiłam za samo imię (mój synek ma identyczne).

    OdpowiedzUsuń
  6. Napisałaś, że rozdział przegadany, że niby jeden z gorszych. Moim zdaniem jeden z lepszych. Działo się coś, czytałem z zapartym tchem. Zauważyłem jednak, że wcale nie przypisujesz postaciom gestów, jakiś ruchów. Nie przeczesują włosów, nie uśmiechają się, nie mrugają oczami. Jednym słowem, nie mają żadnych cech charakterystycznych tylko dla nich, ani też żadnej fizycznej reakcji na przyjmowane od innych wiadomości i jako świadkowie tych wszystkich wydarzeń.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy