4 listopada 2016

SPRAWA II „Łowcy dusz” Rozdział 18: Plany na przyszłość

25 marca 2015r., środa
W drodze do Pauliny Majewskiej Florczak postanowiła poruszyć temat relacji Tomka z jego dziewczyną.
Słuchaj, czy pomiędzy tobą a Agnieszką wszystko gra?
Tak, wszystko w porządku. Skąd pomysł, że mogłoby być inaczej? – zapytał zdezorientowany Jończyk.
A bo byłeś taki niezadowolony z tego, że państwo Mikulscy byli takim idealnym małżeństwem? A odkąd powiedziałeś mi o tym, że chcesz się oświadczyć Agnieszce, nic nie robisz w tej sprawie. Przynajmniej ja nic o tym nic nie wiem. Oświadczyłeś się w końcu?
– Zadajesz sporo pytań – zaśmiał się Tomek. Spojrzał na nią ukradkiem; prowadził, więc musiał skupić się na drodze. – Odkąd jesteś wy związku z Robertem, tryskasz radościom.
Czy to źle? – rzekła z uśmiechem. – Chcę, żeby mój kolega był szczęśliwy, po prostu. Więc…? – Zachęciła mężczyznę do mówienia.
U mnie wszystko dobrze, naprawdę – oznajmił. – Patryk rośnie jak na drożdżach i jest coraz to bardziej do mnie podobny. Zresztą, już w dniu jego urodzin wiedziałem, że tak będzie – uśmiechnął się pogodnie. – A między mną a Agnieszką też się układa. Jeszcze się jej nie oświadczyłem, ale chcę to zrobić w najbliższym czasie. Muszę tylko znaleźć odpowiedni pierścionek zaręczynowy.
Jeśli chcesz, możemy odwiedzić sklep jubilerski mojej szwagierki. Ona z pewnością doradzi ci, jaki pierścionek będzie idealny dla Agnieszki.
A ma jakieś przyzwoite ceny?
Sara z pewnością da ci rabat, tak po znajomości – rzekła radośnie Basia. – Czyli mam się nie martwić? – zapytała dla pewności.
Nie musisz, wszystko gra – zapewnił ją. – Co do Mikulskich to może rzeczywiście trochę przesadziłem. Chciałem znaleźć coś na tych komputerach, by śledztwo poszło do przodu, ale najwidoczniej nasi denaci byli dobrym małżeństwem. I aż dziwi mnie to, że ktoś pragnął ich śmierci.
Zdaję mi się, że ta sekta będzie miała duży wpływ na tę sprawę. Nie podoba mi się ten cały Mistrz i mam nadzieję, że ta Paulina Majewska powie nam coś konkretnego.
~*~
Kiedy przyjechali na miejsce, Basia zobaczyła przed sobą biały marmurowy dom z czerwonymi dachówkami. Chodnik, który prowadził pod same betonowe schody przy wejściu, został wyłożony jasną kostką, a cała posiadłość była otoczona płotem z kutego żelaza. Podeszła z Tomkiem do domofonu, by zadzwonić, ale zauważyli, jak z tyłu domu wyłoniła się kobieta o jasnych włosach, które miała spięte w delikatnego koka. Miała na sobie czarną spódnicę do kolan, białą koszulę oraz rozpięty jasnoniebieski sweter.
Słucham państwa? – odezwała się, a w jej głosie słychać było niepokój. Florczak zauważyła w jej brązowych oczach smutek.
Dzień dobry, jesteśmy z policji – odezwał się Tomek. – Podkomisarz Jończyk, a to podkomisarz Florczak. – Pokazali odznaki i w tym momencie kobieta odetchnęła z ulgą. – Przysłał nas tutaj ksiądz Fabian. Powiedział nam, że mieszka tutaj Paulina Majewska, która pomogłaby nam w sprawie. Chodzi o sektę w Edenie.
Córki nie ma w domu. Jest w ośrodku, żeby mogła wyjść na prostą – powiedziała z troską.
– A moglibyśmy tam z panią pojechać i porozmawiać z córką? – zapytał Jończyk.
– Nie wydaję mi się, aby to był dobry pomysł rzekła, tym razem stanowczo. Paulina potrzebuje spokoju.
Rozumiemy, ale rozmowa z nią bardzo nam pomoże w śledztwie. Chodzi także o uratowanie kogoś z tej sekty – oznajmiła Basia. – Przez tych fałszywych proroków zginęło również dwoje niewinnych ludzi – dodała, choć nie miała stu procentowej pewności, czy tak było. Mogła jedynie zaufać swoim przeczuciom.
Kobieta po chwili kiwnęła głową. Zgodziła się pojechać z nimi do ośrodka.
~*~
A czy na pewno nikt nas nie śledzi – zapytała nerwowo pani Majewska, która siedziała z tyłu samochodu. Basia odwróciła się do niej; kobieta mocno trzymała czarną torebkę na kolanach i spoglądała co chwilę w tylną szybę, patrząc, czy nie jedzie za nimi jakieś podejrzane auto. – Przepraszam, że tak marudzę, ale tutaj chodzi o moją córkę. Państwo nie wiedzą, jak to jest odzyskać dziecko, a potem bez przerwy martwiąc się, że któregoś dnia znów mogą mi je zabrać.
Dobrze rozumiem pani sytuację – odezwał się Tomek. – Mam czteroletniego syna i jak tylko nabije mu trzydzieści osiem stopni gorączki, od razu latam po wszystkich szpitalach. Dlatego potrafię sobie wyobrazić, co pani przeżywa.
Wszystko będzie dobrze – rzekła Basia, łapiąc kobietę za rękę.
Pani Majewska uśmiechnęła się lekko – słowa Tomka oraz drobny gest Basi całkowicie ją uspokoił.
Kiedy dojechali do ośrodka, matka Pauliny oznajmiła policjantom, żeby poczekali na zewnątrz. Powiedziała, że najpierw ona porozmawia z córką –  chciała zapytać, czy będzie w stanie opowiadać o tym, co jej się przytrafiło. Zgodzili się, bo nie mieli innego wyjścia – nie mogli zmuszać Pauliny do mówienia, dlatego mieli nadzieję, że pani Majewska przekona córkę, że sprawa jest poważna.
Piętnaście minut później pani Majewska wyszła z młodą kobietą, która ubrana była w szary dres oraz białe adidasy. Miała czarne włosy, splecione w luźnego warkocza, mały nos oraz brązowe oczy, które jako jedyne utwierdziły Basię w przekonaniu, że kobieta była córką pani Majewskiej.
– Dzień dobry, Paulina Majewska – przywitała się z policjantami. – Mama mówiła, że prowadzicie sprawę Edenu i że staracie się kogoś uratować. Jestem gotowa odpowiedzieć na każde pytanie, żeby tylko tej osobie pomóc. Przejdźmy do ogrodu, porozmawiamy tam na spokojnie.
Matka Pauliny usiadła na ławce przed ośrodkiem, natomiast młoda Majewska zaprowadziła ich na tyły budynku. Basia zauważyła tam liczne sosny oraz wrzosy, które powoli puszczały swoje pąki, a po lewej stronie był mały ogródek. Starsza kobieta w niebieskich ogrodniczkach i czarnych gumiakach sadziła w rzędach gałązki do ziemi. Kiedy zobaczyła Paulinę, uśmiechnęła się do niej pogodnie.
– Ile lat przynależałaś do tej sekty? – zapytał kobietę Tomasz.
– Dwa i pół roku.
– Dwa i pół? – powiedzieli jednocześnie zdezorientowani policjanci.
– Co cię tak długo tam trzymało? – spytała Basia. – Strach?
– Nie, to nie był strach, tam nikt nikogo nie trzyma na siłę – zaprzeczyła. – Sekta jest jak… narkotyk, jakbyś był na ciągłym głodzie – wytłumaczyła, lekko wzdychając. Zamilkła na chwilę, po czym kontynuowała: W Edenie prawa i obowiązki wynikają z Pisma Świętego. Tam nie ma radia, telewizji, komputerów. Tam nikt nie czyta gazet, nawet książek. Naprawdę tam wszyscy wierzą, że świat na zewnątrz jest brudny, grzeszny i skazany na potępienie.
– A łaski zbawienia dostąpią tylko oni. Bla, bla, bla… takie pierdoły! – zadrwił Tomasz.
– Ale jeśli w to wierzysz, to nie uciekniesz – rzekła stanowczym głosem Paulina, patrząc Jończykowi w oczy. – To tak, jakbyście chcieli opuścić bezpieczną kryjówkę i… skoczyć w piekielną przepaść – zwróciła się teraz do ich obojga. – Ta izolacja od świata, od rodziny sprawia, że tracisz wolną wolę.
– Nikt nie opuszcza sekty? – zapytał Tomasz.
– Najwierniejsi uczniowie Mistrza uzyskują miano apostoła i… tylko oni mogą opuścić bramy Edenu.
– Żeby łowić kolejne dusze? – zapytała dla pewności Basia, no co Majewska kiwnęła głową. – A jak udało ci się uciec?
– Sama nie wiem – wzruszyła ramionami. – Chyba uratowało mnie to, że zawsze miałam krytyczny umysł. Nie do końca pozbawili mnie samodzielnego myślenia.
Florczak wyciągnęła z wewnętrznej kieszeni kurtki zdjęcie Damiana i podała go Paulinie.
– Poznajesz tego chłopaka?
– Tak, to Damian – rzekła zaintrygowana. – To jego chcecie uratować?
Policjanci kiwnęli głowami.
– Co możesz nam o nim powiedzieć? – zapytał Tomasz.
– Niewiele – westchnęła bezradna. – Cichy, małomówny, nieśmiały. Był bardzo zapatrzony w apostoła Szymona.
– To on go wyłowił? – spytał, na co Paulina przytaknęła. – A jak wygląda ten Szymon?
– Czarne włosy, wysoki, duży nos. Ma na podbródku pieprzyk.
 Basia spojrzała na Jończyka, który od razu kiwnął głową. Wiedzieli, że Paulina mówiła tu o gorylu Mistrza.
– Masz jakieś plany na przyszłość? – Tomasz zadał Paulinie prywatne pytanie. Kobieta powiedziała im już wystarczająco dużo. Przekonali się, że trzeba było mieć na oku Eden.
– Jeśli ich złapiecie, to wtedy będę mogła pomyśleć o mojej przyszłości – uśmiechnęła się lekko Majewska.
– Ale nie możesz tak mówić – rzekł twardo Jończyk. – Musisz żyć dalej, zapomnieć co było i do przodu.
– Łatwo ci mówić – westchnęła bezradnie.
– Właśnie niełatwo mi o tym mówić – zaprzeczył. – Zobacz jaką my mamy z Basią pracę. Codzienne widzimy cały ten syf, ale się nie poddajemy, idziemy dalej.
– To prawda – zgodziła się z nim Florczak.
– A poza tym, ja też mam plany – uśmiechnął się Tomasz, patrząc, a to na Basię, a to na Majewską, która wygięła lekko kąciki ust do góry. – Chcę się oświadczy mojej dziewczynie.
– To będę trzymać za ciebie kciuki – rzekła pogodnie Paulina.
– O nie, to ja będę trzymał kciuki za ciebie.
~*~
Po wizycie u Pauliny policjanci odwieźli panią Majewską do domu. Potem Tomasz oznajmił Basi, że trzeba będzie pojechać na komisariat, żeby przekazać Andrzejowi wszystkie informacje, które zdobyli. Byli również ciekawi, co ich szef dowiedział się o Damianie.
– Pojedziemy na komisariat, ale najpierw skoczymy w inne miejsce – uśmiechnęła się cwanie Florczak. Tomasz popatrzył na nią zdezorientowany, lecz szybko odwrócił wzrok, żeby spojrzeć przed siebie. Prowadził, więc musiał skupić się na drodze. – Jedziemy do sklepu jubilerskiego mojej szwagierki i pomagamy ci w wyborze pierścionka zaręczynowego! Napisałam do niej sms-a, jest jeszcze w pracy i bardzo się ucieszyła, że wpadniemy.
– Nie powiem, jest bardzo chytra, Florczak – rzekł z uśmiechem Jończyk. – Myślałem, że cały czas piszesz z Robertem.
– A tu taka niespodzianka! – zaśmiała się.
– Mogę ci zadać osobiste pytanie? – spytał niepewnie Tomasz po krótkiej ciszy. Basia kiwnęła głową. – Czy ty i Robert…? W tak na poważnie?
Florczak poczuła gule w gardle, kiedy usłyszała pytanie kolegi. Nie miała pojęcia, co mu odpowiedzieć. Gubiła się w swoich myślach, bo sama w duchu zadawała sobie pytanie, czy jej związek z Robertem miał jakąkolwiek przyszłość. Zastanawiała się nad tym, odkąd zjawiła się na komisariacie żona Andrzeja, a później kiedy została przesłuchana przez Olszaka. Odkąd poważnie porozmawiała sobie z Robertem.
I w końcu musiała przyznać przed samą sobą, co do niego czuła.
– Tak, Tomku – rzekła z uśmiechem. – My na poważnie.
___

Wiem, wiem, rozdział nieco przegadany. Był on jednak konieczny, ze względu na rozmowę z Pauliną. A już w następnym rozdziale, który pojawi się w grudniu, pojawi się dość wiele interesujących wątków. Dowiemy się między innymi czegoś więcej o przeszłości Damiana, a także czyje DNA znajdowało się pod paznokciami Mikulskiej... Macie jakieś przypuszczenia?

Mam urlop i jutro wyjeżdżam na tydzień na wieś do taty, więc gdyby coś się pojawiło u Was w tym czasie, zaległości nadrobię po 14 listopada.

6 komentarzy:

  1. Zanim zapomnę, wypiszę błędy, które pamiętam.Pojawiło się trochę literówek, np. "w" zamiast "wy" oraz chyba dwa błędy ortograficzne - na poczatku powinno być napisane "z radościĄ", a potem gdzieś jeszcze "wydajE mi się" (bo w domyśle "to", dlatego liczba pojedyncza). ponadto w pierwszym fragmencie zabrakło nieco opisów i na początku rozmowa brzmiała nieco sztucznie, a w przesłuchaniu Pauliny wydawało mi się bardzo mało profesjonalne to, że Tomek w taki sposób wspomniał o swoich oświadczynach, podobnie jak wcześniej to porównanie gorączkującego dziecka do braku kontaktu z córką przez dwa i pół lata... dla mnie mocno niepasujące do konrekstu.
    Najbardziej zaś spodobała mi się końcówka i mam nadzieję, że Robert też tak myśli o związku z Basią. Ciekawi mnie, jak Paulina wydostała się z sekty i dziwi mnie,że oni się nie dopytywali xD bo jak stamtąd wyszła tal włąsciwie? podobało mi się też zagranie Baśki mające na celu zmuszenie matki Pauliny, aby im pozwoliła pojechać do córki (a, swoją drogą, mało fortunne było nazywanie obu z nich "paniami Majewskimi";p). Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć! W końcu nadrobiłam zaległości :) Najpierw pochwalę szablon - miniamalizm jak najbardziej tu pasuje, bo samo zdjęcie skupia całą uwagę, jest mega interesujące.
    Tomasz nie wykazał się zbyt wielkim obiektywizmem przy przesłuchaniu członków sekty. Guru tylko denerwował swoim sceptycznym podejściem, a i przy rozmowie z Pauliną był sarkastyczny. Wydaje mi się, że w takich przypadkach powinien powstrzymać się od wyrażania swojej opinii.
    No, Basia tak popędza kolegę z pierścionkami, a sama by się mogła ogarnąć. Chyba to w końcu nastąpiło, bo ileż już można się wahać :) Wyszedł Ci ten moment, w którym w końcu przyznaje przed Tomaszem i sobą, że to bardziej na serio.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Brawo Baśka! Fajnie, że w końcu sama odważyła się na to, żeby głośno powiedzieć, że to co łączy ją z Robertem to coś poważnego. Wiesz, że od początku byłam za nimi! :D Pozdrawiam i czekam na kolejne części i rozstrzygnięcie całej sprawy! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No i wreszcie Basia przyznała już tak otwarcie, że jej związek z Robertem to poważna sprawa! Trochę to trwało.

    Taki opis sekty jest naprawdę przerażający. Wyobrażałam sobie raczej, że ci ludzie są fanatykami swojej "religii" czy jakkolwiek to nazwać, ale żyją w pewnym sensie normalnie, to znaczy chodzą do pracy, mają kontakt z rodziną i najwyżej usiłują "nawracać" całe swoje otoczenie. Ale jeśli oni cały czas żyją w zamknięciu... Nie dość, że trudno mi sobie wyobrazić stałe przebywanie w jednym miejscu i całkowite odcięcie od świata, to jeszcze bardziej jestem zdziwiona, że komukolwiek udało się z tej sekty wyrwać. Kiedy nie ma się dostępu do żadnych bodźców z zewnątrz, raczej trudno samemu z siebie zacząć się zastanawiać, czy taka sekta naprawdę ratuje życie, zamiast je niszczyć.

    Pozdrawiam
    j-majkowska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak ty piszesz, Asiu, to żyją wyznawcy religii lub filozofii. Oni chcą by inni brali z nich przykład, być dla innych wzorem. Sekta za to zamyka swoich wyznawców, bo ludzi zamkniętych łatwiej kontrolować. Jak ktoś nie ma wiedzy o tym jak jest na zewnątrz, to w więcej rzeczy daje wiarę i nie ma w jego otoczeniu żadnego głosu rozsądku, nikogo kto by przekonywał do zmiany tego "wyznania". Zawsze z taką sektą kojarzyło mi się zamknięte państwo - Korea Północna. Ja wiem, że to spore nadużycie tak pisać, ale... jak dla mnie to sekta.

      Usuń
  5. Tak więc jestem na bieżąco. Czekam na rozwiązanie sprawy. Fajnie by było, gdyby czytelnicy brali w niej udział. Póki co to ty piszesz i prowadzisz fabułę w taki sposób, że czytelnik nie ma możliwości się zaangażować, dochodzić do wniosków, strzelać w jakiś trop czy podejrzanego. Nie ma tak, by było kilku potencjalnych, każdy przesłuchany, jeden kłamał, drugi mataczył, trzeci coś ukrywał. Tu wszystko idzie jak po maśle, niczym w jakimś tandetnym W11, a ja wierze, że ciebie stać na więcej. Poza tym inaczej się kryminał ogląda, a inaczej go czyta. Gatunek niby ten sam, ale rządzi się to swoimi prawami. Przykładowo taki "Duński kryminał" - polecam przeczytać, nie polecam obejrzeć. No i takie W11 - polecam obejrzeć, nie polecam w taki sposób ani pisać, ani takich historii czytać.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy